czwartek, 24 września 2026

„Zagłada Polaków w Związku Sowieckim. Od przewrotu bolszewickiego do operacji polskiej”. Autorka: Anna Zechenter

 

Anna Zechenter „Zagłada Polaków w Związku Sowieckim. Od przewrotu bolszewickiego do operacji polskiej”

Instytut Pamięci Narodowej, Warszawa 2019

Czytamy bardzo starannie opracowaną (i równie starannie wydaną) monografię rozwoju i destrukcji Polonii radzieckiej w okresie międzywojnia. Autorka przedstawiła tragiczne losy ludności polskiej, która w liczbie ok. 1,5 mln osób pozostała po pokoju ryskim (1921) za wschodnią granicą Drugiej Rzeczypospolitej. Byli to „od pokoleń” mieszkańcy polskich i litewskich (w znaczeniu przedrozbiorowym) ziem wschodnich, potomkowie zesłańców syberyjskich, a także Polacy z Królestwa Kongresowego, którzy przed I wojną światową lub podczas niej, dobrowolnie albo ewakuowani pod przymusem, przybyli w głąb Rosji. Populację tę powiększyli polscy jeńcy wojenni z wojny polsko-bolszewickiej lat 1919 i 1920. Wszystkim tym osobom na mocy traktatu ryskiego przysługiwało formalne prawo wyjazdu bądź powrotu do Polski, z czego jednak nie wszyscy skorzystali (z własnego wyboru, albo im to uniemożliwiono). Osobną grupę radzieckich „rodaków” stanowili polscy bolszewicy, często wysoko usytuowani w strukturach partyjno-państwowych ZSRR. Na koniec wymienić też wypada międzywojennych emigrantów politycznych i zarobkowych. Ci pierwsi to polscy komuniści, ciągnący do radzieckiego „raju” niczym ćmy do ognia (jak pokazała niedaleka przyszłość, porównanie niezwykle adekwatne). Ci drudzy zaś to polscy bezrobotni, których w latach Wielkiego Kryzysu (1929-1933) zmanipulowano obietnicami zatrudnienia w ojczyźnie światowego proletariatu, akurat w tamtym czasie ekstensywnie rozwijającej przemysł ciężki i wydobywczy. Gdy na miejscu zorientowali się o charakterze i warunkach pracy, płacy, zamieszkania itp., było już za późno - powrót okazywał się niemożliwy.

Pani Anna Zechenter kolejno przybliża wydarzenia historyczne, szerokiemu ogółowi czytelników raczej mało znane (chyba że wcześniej dotarli do odpowiedniej literatury przedmiotu, np. opracowania pt. Zapomniane ludobójstwo. Polacy w państwie Stalina. „Operacja polska 1937-1938”, autorstwa Nikołaja Iwanowa – vide katalog autorski alfabetyczny lub katalog tematyczny 6). Autorka, opisując fakty tytułowej zagłady, przedstawia osoby będące jej sprawcami i ofiarami (a nierzadko po kolei jednymi i drugimi). Karty książki przenoszą nas w zapomniane dzieje pierwszej połowy XX wieku, historycznie przykryte innymi, ważniejszymi wydarzeniami tamtej epoki. Pani Anna Zechenter wprowadza nas w następujące zagadnienia (wymieniam najważniejsze):

§  Tragiczne losy polskich właścicieli ziemskich i ich rodzin na terenach wschodnich w latach 1917-1919, grabionych i mordowanych przez chłopską tłuszczę, podburzoną przez bolszewików.

§  Nieudana, zbrojna próba skomunizowania Polski w 1920 r.

§  Pokój ryski 1921. Okoliczności, uwarunkowania negocjacyjne oraz treść ustaleń traktatowych. Pozostawienie za wschodnią granicą zwartych skupisk ludności polskiej. Iluzoryczność zobowiązań strony bolszewickiej.

§  Polska autonomia w międzywojennym ZSRR. Istnienie i funkcjonowanie w latach 1925-1935 Polskiego Rejonu Narodowego im. Juliana Marchlewskiego na Ukrainie (tzw. Marchlewszczyzna) oraz w latach 1932-1937 Polskiego Rejonu Narodowego im. Feliksa Dzierżyńskiego na Białorusi (tzw. Dzierżyńszczyzna). W obu rejonach dbano o rozwój kultury i oświaty w języku polskim, choć w sposób mocno zindoktrynowany ideologicznie oraz zateizowany, równolegle zwalczając religię i Kościół katolicki. Jako ciekawostkę można też wymienić ówczesny projekt reformy polskiej ortografii (str. 88). Likwidacji Marchlewszczyzny towarzyszyły masowe wywózki polskiej ludności w głąb ZSRR, a likwidacji Dzierżyńszczyzny - już wręcz jej egzekucje.

§  Kolektywizacja rolnictwa i Wielki Głód w ZSRR w latach 1929-1933, w tym w powyżej wymienionych polskich rejonach narodowych.

§  Wybrane sylwetki polskich komunistów w przedwojennym ZSRR, zarówno współtwórców państwa radzieckiego - uczestników rewolucji październikowej, jak i emigrantów politycznych z Polski. Ich działalność oraz tragiczny koniec – najczęściej zasłużony, choć z przyczyn całkowicie innych niż podawane oficjalnie. Daleko idące represje obejmujące również członków ich rodzin.

§  Wielki Terror lat 1937 i 1938 w ZSRR oraz będąca jego integralną częścią „Operacja polska” NKWD („słynny” rozkaz Nikołaja Jeżowa nr 00485 z dn. 11.08.1937 r.), za uzasadnienie przyjmująca m.in. wydumaną teorię spiskową o reaktywacji Polskiej Organizacji Wojskowej na Ukrainie. Tylko w ramach tej operacji i w czasie jej przeprowadzenia, tj. do zakończenia Wielkiego Terroru w listopadzie 1938 r., na śmierć skazano około 111 tys. osób wytypowanych wg specjalnych, administracyjnych kryteriów lub zgoła na chybił-trafił (np. na podstawie polskobrzmiącego nazwiska w rejestrze adresów). Oprawców obowiązywały ustalone odgórnie limity osób przeznaczonych do rozstrzelania, których nie można było nie wykonać (za to aprobowano wnioski o ich przekroczenie). Oprawcy ci na ogół następnie zasilili szeregi ofiar. „Radzieckiej sprawiedliwości” m.in. nie umknął Stanisław Redens, jeden z czołowych enkawudzistów, Polak mający mnóstwo także polskiej krwi na rękach, a prywatnie - szwagier Stalina. Polskich ofiar Wielkiego Terroru lat 1937 i 1938 było zresztą więcej niż 111 tys. osób, gdyż radzieckich Polaków aresztowano i rozstrzeliwano także w ramach innych, równoległych operacji NKWD prowadzonych w tamtym czasie.

§  Milczenie władz oraz społeczeństwa II Rzeczypospolitej. Cyt., str. 378: Nie było demonstracji przed sowieckimi placówkami, ani protestów rządu. Można odnieść wrażenie, że rodaków w ZSRS uznano po prostu za straconych raz na zawsze dla polskości.

Opracowanie zawiera wskazania źródeł informacji o opisywanych wydarzeniach i osobach, w tym świadectwa (cytowane w książce) tych nielicznych, którym udało się przeżyć i po wielu latach, już po rozpadzie ZSRR w 1991 r., przekazać swą wiedzę dla potomności. Autorka dołączyła również dużo zdjęć osób oraz fotokopii dokumentów i radzieckich materiałów propagandowych, tematycznie powiązanych z tekstem kolejnych rozdziałów książki. Jak nadmieniłem na wstępie, całość została opracowana oraz wydana bardzo starannie na wysokiej klasy papierze.

PS. Czytelników zainteresowanych publikacjami o sytuacji ludności polskiej w międzywojennym ZSRR zachęcam do zajrzenia do katalogu tematycznego 6 tego blogu. Znajdą tam, oprócz wspomnianego opracowania Nikołaja Iwanowa, także bardzo interesującą (choć zastrzegam, że różnego rodzaju) literaturę autorstwa Jana Dąbskiego, Sylwii Frołow, Bogdana Jaxy-Ronikiera, Witolda Pronobisa, Wacława Solskiego, Mateusza Staronia i Konrada Zielińskiego - wymienieni w porządku alfabetycznym wg nazwisk. Z czasem zamieszczę tam również informację o książce Tomasza Sommera pt. Operacja antypolska NKWD 1937-1938. Geneza i przebieg ludobójstwa popełnionego na Polakach w Związku Sowieckim, aktualnie spoczywającej na półce i oczekującej na przeczytanie.

czwartek, 17 września 2026

„Rzeczywistość sowiecka 1939-1941 w świadectwach polskich Żydów”. Autor: Krzysztof Jasiewicz

 Tekst, w pewnym sensie, okolicznościowy. Dziś przypada 87. rocznica najazdu ZSRR na Polskę.

Krzysztof Jasiewicz „Rzeczywistość sowiecka 1939-1941 w świadectwach polskich Żydów”

Instytut Studiów Politycznych PAN, Oficyna Wydawnicza RYTM, Warszawa 2009

Profesor Krzysztof Jasiewicz skromnie przyznał, że (cyt., str. 116) „niniejsza książka jest jedynie luźnym szkicem o poważnych problemach, pisanym zresztą ad hoc”. Uzupełnię, iż do tego „szkicu”, nb. niezwykle interesującego, profesor dołożył obszerny zbiór 83 relacji polskich Żydów, którym udało się wraz z armią gen. Władysława Andersa w 1942 r. opuścić radziecki „raj” (jest to część III tej książki, najdłuższa, str. 119-391). Wcześniejsze karty zawierają:

¾    objaśnienie terminologii używanej przez profesora i autorów ww. relacji (wykaz skrótów na str. 7 i 8, a przede wszystkim część I pt. „Słownik”, str. 15-32),

¾    oraz właśnie ów „szkic” – zatytułowany „Żydzi obok Polaków w dobie upadku Państwa Polskiego na Kresach Wschodnich II RP” (część II, str. 33-116).

Zwracam uwagę na konieczność poznania znaczenia specyficznych terminów (skrótów nazw instytucji, organów administracji, krain geograficznych, potocznych pojęć etc.), niekiedy niezrozumiałych nawet dla osób obczytanych w literaturze przedmiotu. Przykładowo: dość często pojawiający się skrót „SOE”, to (cyt., str. 27) „ros., socyalno-opasnyj elemient (element społecznie niebezpieczny)”, natomiast „Birża truda” oznacza (cyt., str. 16) „ros., potoczną nazwę sowieckiego biura pośrednictwa pracy”.

Merytorycznie podstawową część II książki autor rozpoczyna od określenia (w liczbach i procentach) populacji Żydów w II RP, bazując na danych spisu powszechnego z 1931 r. W skali całego kraju Żydzi (3,1 mln) stanowili wówczas 9,8% ogółu mieszkańców. W miastach zamieszkiwało ich 2,4 mln, a na wsiach 0,7 mln, tj. odpowiednio 27,2% ludności miejskiej i 3,2% i ludności wiejskiej. Analogiczne, przedwojenne dane profesor podaje także odrębnie dla wszystkich wschodnich województw, których tereny po wrześniu 1939 roku inkorporowano do ZSRR. Omawia też strukturę ekonomiczną społeczności żydowskiej w Polsce, wskazując przemysł, drobną wytwórczość, handel i wolne zawody jako główne źródła jej utrzymania. Problematyki skali i przykładów antysemityzmu, dość powszechnego w niektórych środowiskach, zwłaszcza po śmierci marszałka Józefa Piłsudskiego w 1935 r., autor nie porusza.

Dnia 17 września 1939 r. stało się to, czego quasiformalnie druga osoba w państwie (a faktycznie pierwsza), czyli marszałek Edward Śmigły-Rydz, nie przewidział, mimo że powinien był przewidzieć! Cofające się i chwiejące pod uderzeniami Wehrmachtu Wojsko Polskie, nadaremnie oczekujące na odciążającą, potężną ofensywę francuską, otrzymało ze wschodu cios nożem w plecy. Nie omawiając naszych obronnych działań militarnych na wschodzie, profesor Krzysztof Jasiewicz skupia się na opisach organizacji i utrwalania władzy radzieckiej na zaanektowanych polskich Kresach Wschodnich. Zadania te realizowano głównie za pomocą kadr ściąganych z ZSRR, a miejscowym sojusznikom i sympatykom (Białorusinom, Ukraińcom i Żydom) pozostawiano tylko najniższe, chociaż liczne stanowiska. Owi obywatele II RP odegrali w sowietyzacji Kresów niechlubną rolę, większość ich czynów należy określić mianem zdrady stanu. W odniesieniu do Żydów autor przytacza następujące rodzaje kolaboracji ze wschodnim najeźdźcą: 1/ dość powszechne, owacyjne witanie wkraczającej Armii Czerwonej; 2/ liczne uczestnictwo w składach różnych milicji oraz grup terrorystyczno-rabunkowych, atakujących polską ludność i pojedynczych żołnierzy z rozproszonych, rozbitych oddziałów; 3/ równie wysoki udział w organizacji i działalności radzieckich władz tymczasowych (komitetów, zarządów itp.), zanim zostały one zastąpione kadrami z ZSRR; 4/ wyróżniające się uczestnictwo w agitacji przedwyborczej oraz przygotowaniu i przeprowadzeniu dnia 22 października 1939 r. „wyborów” do Zgromadzeń Ludowych Zachodniej Białorusi i Zachodniej Ukrainy, oraz dnia 24 marca 1940 r. „wyborów” do Rad Najwyższych ZSRR, BSRR i USRR – co miało legitymizować aneksję Kresów i dokonane tam zmiany ustrojowe; 5/ bezpośrednia i pośrednia współpraca z NKWD w wynajdywaniu polskich elit, kadr urzędniczych i wojskowych, denuncjacje oraz donosicielstwo skutkujące aresztowaniami i zsyłkami do obozów pracy. Zachowania te autor uwiarygodnia reprezentatywnymi oświadczeniami i wspomnieniami Polaków, co do zasady potwierdzonymi w urzędowej dokumentacji radzieckiej z tamtych lat! Autor wysuwa też hipotezę, iż przedstawiona kolaboracja niektórych środowisk żydowskich z okupacyjną administracją radziecką, w tym z NKWD, mogła stać się przyczyną uczestnictwa części ludności polskiej, ukraińskiej i litewskiej w masowych mordach na Żydach, inspirowanych przez himmlerowskie Einsatzgruppen po dniu 22 czerwca 1941 r., a nawet przesłanką jej obojętności wobec późniejszego Holokaustu.

Profesor Krzysztof Jasiewicz szacuje, iż jesienią i zimą 1939/1940 na terenach polskich Kresów Wschodnich mogło znajdować się ponad 1,2 mln Żydów (str. 37), obejmując tą liczbą stałych mieszkańców oraz niedawnych przybyszów, tj. osoby zamieszkałe wcześniej na terenach centralnych i zachodnich, w tym czasie już znajdujących się pod okupacją niemiecką. Oprócz żydowskich indywidualnych uciekinierów byli to żołnierze oddziałów Wojska Polskiego, które znalazły się na Kresach, a także pracownicy polskich instytucji ewakuowanych przed dniem 17 września 1939 r. na wschód. Autor bardzo interesująco przedstawia sytuację ludności żydowskiej, znajdującej się po wschodniej stronie nowej „granicy” niemiecko-radzieckiej, utworzonej na podstawie traktatu o granicach i przyjaźni, zawartego pomiędzy III Rzeszą a ZSRR dnia 28 września 1939 r. Granicę tę, początkowo słabiej strzeżoną, dość masowo przekraczano nielegalnie w obydwie strony. Na wschód uciekali Żydzi z terenu okupacji niemieckiej, słusznie obawiając się hitlerowskich prześladowań na tle rasowym. A na zachód uciekali Żydzi z terenu okupacji radzieckiej, szybko zaznawszy wątpliwych uroków życia w komunistycznym „raju” – licząc, iż „nie taki Hitler straszny, jak go malują”, a poza tym wystarczy go parę miesięcy przeczekać, do rychłego przecież zwycięstwa Francji i Anglii nad Niemcami. Bezprzykładnej klęski Francji już w czerwcu 1940 r. oraz późniejszego Holokaustu nikt sobie wówczas nawet nie wyobrażał. Oprócz tych dwóch kategorii uciekinierów kwitł również na masową skalę przemyt przez nową granicę, w którym dość licznie uczestniczyli miejscowi Żydzi zamieszkujący po obu jej stronach. Na wszystkie osoby usiłujące nielegalnie ją przekroczyć polowało (coraz skuteczniej) NKWD, schwytanych skazywano na kilkuletni pobyt w łagrach. Zsyłkom do syberyjskich obozów pracy przymusowej, oraz deportacjom – przesiedleniom, byli także poddawani Żydzi uznani za niewygodnych dla nowej władzy radzieckiej: oficerowie i podoficerowie WP w stanie spoczynku, urzędnicy, wykształceni przedstawiciele wolnych zawodów, przedsiębiorcy uznani za spekulantów, duchowni żydowscy etc.

Wracając do tytułowej rzeczywistości sowieckiej 1939-1941 w świadectwach polskich Żydów. Profesor Krzysztof Jasiewicz dotarł w londyńskim Archiwum Instytutu Polskiego i Muzeum Gen. Sikorskiego do kolekcji płk. dypl. Wincentego Bąkiewicza, zawierającej (cyt., str. 42) „powszechnie uważany za największy (…) zbiór relacji, zeznań, pamiętników itp., wytworzonych przez obywateli polskich, zapewne prawie w całości, w 1943 r.”. Wśród owych 1160 relacji profesor wyodrębnił 135 napisanych przez obywateli polskich narodowości żydowskiej, a z nich wybrał 83 i włączył, po odpowiedniej korekcie edytorskiej i uwspółcześnieniu pisowni, do tej książki (wspomnianej jej części III), w porządku alfabetycznym wg nazwisk. Oprócz imienia i nazwiska każdorazowo poznajemy rok i miejscowość urodzenia danej osoby, jej zawód, wykształcenie, stopień wojskowy. Zauważa się wśród nich duży udział ludzi wykształconych, z maturami i dyplomami wyższych studiów, uzyskanymi w dwudziestoleciu międzywojennym albo wcześniej w Galicji. Polscy Żydzi pisali owe relacje wg schematu w postaci 33-punktowej, szczegółowej ankiety (str. 46-48), opracowanej przez kaprala podchorążego doktora Menachema Buchweitza, w cywilu adwokata (ur. 1910 w Krakowie). Treść wszystkich relacji w pełni potwierdza likwidację polskości na Kresach Wschodnich oraz zbrodniczość systemową i niewydolność gospodarczą państwa Stalina w analizowanych latach 1939-1942. W tym zakresie całkowicie pokrywa się z opublikowanymi polskimi wspomnieniami. Przymusowo deportowani do nowych miejsc osiedlenia oraz uwięzieni w łagrach Żydzi cierpieli tam identyczne katusze co Polacy. W odniesieniu natomiast do wspomnianego współudziału części pobratymców w prześladowaniu Polaków na Kresach, osoby piszące wspomnienia na ogół albo takie fakty przemilczają, albo starają się je marginalizować i minimalizować. Mają bowiem na względzie, iż swe ocalenie (wyrwanie z radzieckiego „raju”) zawdzięczają polskiemu rządowi emigracyjnemu, do którego agend trafiają wypełniane przez nich ankiety.

czwartek, 10 września 2026

„Alfabet Millera”. Autor: Leszek Miller

 

Dziś także oddajemy głos byłemu Prezesowi Rady Ministrów, mającemu równie zasłużone miejsce w HISTORII, co przedstawiony tu w poprzednim artykule. Jędrzej Moraczewski był pierwszym premierem II Rzeczypospolitej, pod kierownictwem którego określono Jej zręby ustrojowe - demokratyczne oraz postępowe w sferze socjalnej. Leszek Miller zaś to szef rządu, który wprowadził III Rzeczpospolitą do Unii Europejskiej. Obaj zapisali się więc w naszych dziejach trwale i wyraźniej niż różne efemerydy na stanowisku premiera Polski, w rodzaju np. Edwarda Babiucha, Ewy Kopacz czy Beaty Szydło. Oczywiście sposób ich komunikacji z czytelnikami jest tu nieporównywalny – Jędrzej Moraczewski pozostawił potomnym obszerne dzienniki okupacyjne, a Leszek Miller zgodził się na bardzo długi wywiad ze znanym redaktorem.

Leszek Miller, Jacek Prusinowski  „Alfabet Millera” 

Wydawca: TIME S.A., Warszawa 2026

Jest to długi, utrwalony na 384 stronach książki, tzw. wywiad rzeka z Leszkiem Millerem (ur. 1946). Pan redaktor Jacek Prusinowski (ur. ?) odpowiednio się do niego przygotował oraz wspólnie z rozmówcą ustalił ów „alfabetyczny” format. W spisie treści widzimy hasła na wszystkie litery alfabetu, za wyjątkiem „E”, „F” i „Ł”. Haseł tych jest 36, jako że niektórym literom przypisano więcej niż jedno, np. na literę „P” zaczynają się aż trzy: Palikot, Papała i Putin. Każde hasło to zarazem odrębny, krótki (kilka, kilkanaście stron) rozdział książki. Dla porządku nadmienię, iż pierwszy (na literę „A”) jest zatytułowany Afera Rywina, a ostatni (na „Ż”) nosi tytuł Żona. Zdecydowana większość rozdziałów dotyczy imiennie konkretnych osób. Ale zauważamy też siedem tematów określonych inaczej: na „H” mamy Helikopter, na „S” – Sejm, SLD i Smoleńsk, a na „U” – Ukrainę, Unię Europejską i USA.

Nie zamierzam zdradzać, jaka treść kryje się pod którymkolwiek z haseł. Nadmienię jedynie, iż czytanie ich wszystkich daje dobrą rozrywkę intelektualną, okazję do przypomnienia sobie wewnętrznych i zewnętrznych uwarunkowań dotychczasowej historii III RP oraz ostatnich kilkunastu lat PRL. We wstępie red. Jacek Prusinowski zauważa (cyt., str. 5): „Alfabet” to w pewnym sensie historia ostatniego półwiecza w polskiej polityce. Nie tyle chronologiczny opis najważniejszych postaci i wydarzeń, ile osobista wersja tej historii. Jest to zatem wersja historii Polski wg Leszka Millera, niegdyś jej współtwórcy, a dziś analityka i komentatora. Odnosząc się do lat, w których zajmował stanowiska ministerialne (1993-1997) i był premierem (2001-2004), wskazuje także swoje błędy. Przypomina również wiele mniej znanych faktów mających w przeszłości wpływ na bieg wydarzeń politycznych, w tym m.in. na wyniki wyborów prezydenckich i parlamentarnych. W jego wypowiedziach pojawia się też szereg wątków natury osobistej: rodzinnej i towarzyskiej. Odnosząc się do tych drugich wymienia znajomych, z którymi dzielił swoje wędkarskie hobby, oraz takich, którzy dyskusje z nim preferowali w połączeniu z mocnymi trunkami na stołach. Podaje ostateczny powód zerwania osobistej, szorstkiej przyjaźni z pewnym bardzo ważnym politykiem (a w latach 1995-2005 wręcz najważniejszym), z którym bardzo długo się znali i kolegowali, a przez pewien czas nawet byli sąsiadami w jednym bloku na warszawskim Wilanowie. Indagowany w sprawach wojskowych i służb specjalnych Leszek Miller udziela odpowiedzi wymijających, słusznie zasłaniając się tajemnicą państwową do dziś go obowiązującą. Często komentuje również bieżące wydarzenia polityczne, sporo uwagi poświęcając wojnie toczącej się na Ukrainie oraz natowskim i unijnym aspiracjom tego państwa. Porusza problem relacji polsko-ukraińskich w kontekście odmiennej przez oba państwa interpretacji tragicznych wydarzeń historycznych na Wołyniu i w Galicji wschodniej w latach 1943 i 1944. Jego opinie i oceny dotyczące polityków polskich i zagranicznych, jakkolwiek stanowcze i subiektywne, są jednak wyważone i stonowane. Bez artykułowania negatywnych emocji odnosi się do swoich byłych przeciwników politycznych, niekiedy nawet wyraża się o nich z nutką zrozumienia i sympatii. Reasumując, gorąco Państwu polecam tę ciekawą książkę, ale z jednym ważnym zastrzeżeniem. Panowie Leszek Miller i Jacek Prusinowski omawiają w niej tematy dobrze znane w środowisku polityków, niekiedy używają skrótów myślowych, a zatem również czytelnicy powinni posiadać odpowiednie przygotowanie merytoryczne. Jest to bowiem lektura przede wszystkim dla osób dobrze orientujących się w historii naszego kraju, patrząc na nią przynajmniej od epoki Edwarda Gierka (hasło na „G”).

PS.1. Leszek Miller już wcześniej gościł na tym blogu. Przez katalog autorski alfabetyczny albo katalog tematyczny 4 można dotrzeć do omówienia jego Anatomii siły. Rozmów z Robertem Krasowskim. Tamten tekst na blogu wyjątkowo składa się z dwóch części, napisanych w kilkuletnim odstępie czasu. Drugą jego część, bardzo krytyczną, dopisałem mając na względzie przep…ne przez SLD wybory prezydenckie i parlamentarne w 2015 r. Teraz, po lekturze Alfabetu zdania nie zmieniłem, choć przyznaję, iż nie byłem świadomy kilku ujawnionych w nim istotnych choć zakulisowych niuansów, dotyczących przygotowania i przebiegu tamtych kampanii wyborczych. Dziś już też nie podchodzę do błędów Leszka Millera z 2015 r. tak emocjonalnie. Przeszło mi.😊

PS.2. Leszek Miller jest stałym gościem programu pt. Prezydenci i premierzy, emitowanego w TV Polsat oraz TV Polsat News co sobotę o godz. 19:15. Występuje tam zazwyczaj w towarzystwie Bronisława Komorowskiego, Jana Krzysztofa Bieleckiego i Waldemara Pawlaka. Oglądam i słucham ich wszystkich z zainteresowaniem.

czwartek, 3 września 2026

„Dziennik wydarzeń 1939-1944”. Autor: Jędrzej Moraczewski

 

Dziś coś dla koneserów historii!

Jędrzej Moraczewski „Dziennik wydarzeń 1939-1944”

Wydawnictwo LTW, Łomianki 2016

Jędrzeja Moraczewskiego (13.01.1870 - 5.08.1944) znajdziemy w każdym podręczniku historii Polski i encyklopedii. To po dniu 11 listopada 1918 r. pierwszy premier rządu II Rzeczypospolitej (18.11.1918 - 16.01.1919) i jednocześnie minister komunikacji. Później dwukrotnie (1925-1926 i 1926-1929) minister robót publicznych, przez kilka lat także poseł (z listy PPS) i wicemarszałek sejmu RP, oraz prosanacyjny działacz związkowy wysokiego szczebla. Inżynier, absolwent Politechniki Lwowskiej (1894), kombatant Legionów, następnie uczestnik wojny z Rosją bolszewicką w stopniu kapitana saperów, kawaler Orderu Virtuti Militari V klasy. Od 1920 roku mieszkaniec podwarszawskiego Sulejówka. W maju 1926 r. współorganizator strajku kolejarzy, wspomagającego zamach stanu dokonany przez marszałka Józefa Piłsudskiego. Ważne funkcje publiczne, w tym bycie posłanką na sejm RP, sprawowała również jego żona, Zofia Moraczewska (1873-1958).

Jędrzej Moraczewski pozostawił potomnym odręcznie napisany (w jedenastu zeszytach) diariusz datowany od 5 września 1939 r. do 1 sierpnia 1944 r., z wyjątkiem czasokresu od 5 lutego 1943 r. do 15 marca 1944 r. Brakujące zeszyty rękopisów zaginęły w niewyjaśnionych okolicznościach. Albo żona premiera nie przekazała ich (obowiązkowo) w 1950 r. w komplecie do Archiwum Wydziału Historii Partii przy KC PZPR, albo zostały później przez kogoś już w tymże archiwum odłączone. Niezwykle pracochłonnej redakcji ocalałego, dostępnego tekstu dokonali p. Joanna Dufrat i p. Piotr Cichoracki. Oprócz uwspółcześnienia stylu, gramatyki i ortografii nieraz trudnego do odczytania rękopisu, zamieścili bardzo dużo przypisów objaśniających wspomnienia i refleksje Jędrzeja Moraczewskiego. Dołączyli również przypisy „odkodowujące” nazwiska niektórych osób, podawane przez b. premiera w brzmieniu zmienionym albo zgoła zastępowane zagadkowymi sekwencjami liter. Nie zawsze taka deszyfracja okazywała się jednak możliwa, zwłaszcza wtedy, gdy autor dziennika mógł mieć na myśli kontakty z osobami należącymi do ZWZ/AK. Informację o swych pracach redakcyjnych nad tekstem dziennika, jak również zwięzłą biografię Jędrzeja Moraczewskiego, Joanna Dufrat i Piotr Cichoracki przedstawili we wstępie do książki (str. 5-29). Dowiadujemy się z niego m.in., iż życie rodzinne małżeństwa Moraczewskich dotknęła straszna tragedia: na przestrzeni lat utracili wszystkie (czworo) dzieci. Tadeusz (1901-1902) we wczesnym dzieciństwie zmarł na szkarlatynę, Kazimierz (1903-1920) poległ na froncie w wojnie z Rosją bolszewicką, a Wanda (1905-1942) i Adam (1907-1941) zostali zamęczeni w obozie koncentracyjnym w Oświęcimiu. Cały ów wstęp należy przeczytać uważnie, pomoże on bowiem m.in. zrozumieć uwagi rzucane ad hoc przez autora dziennika, jak też wiele jego skrótów myślowych. Czytelnik przystępujący do lektury „Dziennika wydarzeń 1939-1944” powinien także dobrze orientować się w historii II wojny światowej (przebiegu działań militarnych oraz dyplomacji). Odnosząc się zaś do merytorycznej treści diariusza, można wyodrębnić w niej następujące wątki tematyczne, przez autora w kolejnych, dziennych wpisach najczęściej pomieszane. Niekiedy są one prezentowane jedynie skrótowo i hasłowo, innym razem zaś rozwlekle i szczegółowo rozwijane.

Ø  Zmieniająca się w kolejnych latach wojny sytuacja polityczno-militarna. Jędrzej Moraczewski przez cały czas zachowuje optymizm, zwalcza defetyzm obserwowany u niektórych znajomych. Po napaści Niemiec na ZSRR (22.06.1941) długo pielęgnuje nadzieję na wzajemne wykrwawienie się dwóch śmiertelnych wrogów Polski i powtórkę sytuacji z jesieni 1918 r. Bieżące informacje o przebiegu działań militarnych i dyplomatycznych autor uzyskuje z nasłuchów zagranicznych stacji radiowych, gazet konspiracyjnych, oficjalnej polskojęzycznej prasy w Generalnym Gubernatorstwie, komunikatów niemieckich oraz z przypadkowych rozmów z żołnierzami Wehrmachtu (Jędrzej Moraczewski i jego żona biegle władają językiem niemieckim). Źródłem niektórych wieści bywa także agencja JPP („Jedna Pani Powiedziała”). Dzisiejszego czytelnika, dobrze znającego historię polityczną tamtych lat, wręcz śmieszą niektóre wiadomości niemające najmniejszego pokrycia w ówczesnej rzeczywistości, przekazywane sobie jednak z ogromną nadzieją i ekscytacją nawet przez inteligentnych skądinąd ludzi. Sam autor stara się podchodzić do podobnych „wieści” krytycznie, zdając sobie sprawę, iż pierwszą, niematerialną ofiarą wojny zawsze bywa prawda.

Ø  Fresk epoki, czyli życie codzienne mieszkańców Sulejówka i Warszawy, do której Jędrzej i Zofia Moraczewscy bardzo często jeździli, a od 6 grudnia 1941 r. do 29 marca 1942 r. nawet w niej zamieszkali. Terror okupanta, egzekucje zakładników, łapanki na roboty do Niemiec, przymusowe wykwaterowanie Polaków z domów i lokali, zajmowanych następnie przez wojsko oraz administrację i ludność niemiecką. Wielkie problemy z zaopatrzeniem w artykuły pierwszej potrzeby, przede wszystkim w żywność i opał, ich jakość oraz ceny urzędowe (kartkowe) i czarnorynkowe. Olbrzymi tłok w nieregularnie kursujących pociągach, liczne w nich rewizje i rekwizycje. Rodzime łapownictwo, oszustwa, kradzieże i pospolity bandytyzm. Ludobójczy terror wobec ludności żydowskiej – autor o tym ze zgrozą wspomina, ale tematu szerzej nie rozwija (z treści dziennika wynika, iż sympatykiem Żydów to on raczej nie jest).

Ø  Sytuacja rodzinna i towarzyska Jędrzeja Moraczewskiego. Choroba onkologiczna żony, leczenie operacyjne w Warszawie. Długotrwałe i nieskuteczne starania o uwolnienie aresztowanych syna, Adama, i córki, Wandy. Rozwiązywanie trudnych problemów finansowych i bytowych rodziny. Kilkumiesięczny (XII 1941–III 1942) pobyt w Warszawie pod zmienionym nazwiskiem, w obawie przed aresztowaniem. Po powrocie do Sulejówka zamieszkiwanie już w innym domu, ponieważ cały dworek Moraczewskich zajął Wehrmacht (przymusowo, ale i odpłatnie). Liczne kontakty towarzyskie ze znajomymi z Warszawy i Sulejówka, ożywione dyskusje o sytuacji politycznej, częste gry w brydża. Opowiadanie okupacyjnych dowcipów, przytoczonych w dzienniku.

Ø  Aktywna działalność społeczna i zawodowa autora oraz jego żony, należących do ścisłej elity Sulejówka. Zaangażowanie w funkcjonowanie Spółdzielni Spożywców „Praca”, oraz w społeczną, doraźną kontrolę lokalnego samorządu terytorialnego. Przeciwdziałanie korupcji w systemie reglamentacji kartkowej żywności i opału, energiczne starania o usprawnienie owego systemu. Kwestie te, dla dzisiejszego czytelnika nieistotne i nudne, Jędrzej Moraczewski opisuje niezwykle dokładnie, drobiazgowo przytaczając kwoty pieniężne, wielkości zamawianych i zużywanych sortymentów, także nazwiska uczciwych i nieuczciwych kontrahentów. Są to sprawy bardzo go w tamtym czasie absorbujące. Wspomina o pomocy udzielanej mieszkańcom Sulejówka w ich sporach ze skorumpowanymi urzędnikami gminy. W razie potrzeby występuje też w roli tłumacza w kontaktach mieszkańców z kwaterującymi w Sulejówku oficerami i podoficerami Wehrmachtu.

Ø  Osobiste poglądy i prywatne zainteresowania Jędrzeja Moraczewskiego. Kultywowanie pamięci o marszałku Józefie Piłsudskim (1867-1935), z którym oboje z żoną byli zaprzyjaźnieni i przez pewien czas po sąsiedzku w Sulejówku mieszkali. Negatywna ocena działalności jego sanacyjnych następców. Także bardzo ostra krytyka premiera rządu emigracyjnego, generała Władysława Sikorskiego (1881-1943), którego Moraczewski osobiście poznał w latach minionych i od dawna nie był o nim dobrego zdania. Między wierszami dziennika możemy też domyślnie wyczytać, iż autor jakieś luźne kontakty z ZWZ/AK nawiązał i utrzymuje. Politycznie oraz ideowo Jędrzej Moraczewski nieprzerwanie jawi się jako socjalista i antykomunista. Na str. 531 znajdujemy zasłyszaną przez niego radziecką sentencję (cyt.): Jeden z Moskali tak się wyraził: „Nasz ustrój bolszewicki jest dzisiaj jak żona. Człowiek przyzwyczaił się, ale nie ma przyjemności”.😂 Autor w tamtych latach również dużo czytał i kolekcjonował książki, w prowadzonym dzienniku komentując ich treść nieraz dość szczegółowo. Oprócz bieżącego dziennika tworzył także swoje obszerne wspomnienia z lat wcześniejszych.

Ostatni zapis w diariuszu nosi datę 1 sierpnia 1944 r., tj. jeden dzień po opuszczeniu przez Niemców Sulejówka. Wkrótce (cytat ze wstępu, str. 17): Jędrzej Moraczewski (…) zginął trafiony w krtań przypadkowym odłamkiem pocisku artyleryjskiego w swoim domu 5 sierpnia 1944 r. Nie wiadomo czy był to pocisk atakującej Armii Czerwonej, czy może wycofującego się Wehrmachtu. Reasumując, czytelnicy nieobawiający się dość trudnej, tematycznie bardzo zróżnicowanej i obszernej (1016 stron) literatury pamiętnikarskiej autorstwa tej ważnej postaci historycznej, mogą po książkę sięgnąć – z zastrzeżeniem przeznaczenia na nią odpowiedniej ilości wolnego czasu (mnie zajęło to 3 tygodnie). Znajdą w niej też 29 dobrej jakości fotografii Jędrzeja i Zofii Moraczewskich z różnych lat ich życia.