Za dwa dni, wg czasu polskiego, nastąpi 250. rocznica
ogłoszenia Deklaracji Niepodległości Stanów Zjednoczonych Ameryki (stąd
coroczne święto Independence Day 4 lipca). Rok temu miałem tu przyjemność
omówić „Historię Stanów Zjednoczonych Ameryki 1607-2024. Od osady do mocarstwa”,
autorstwa znanego amerykanisty, profesora Zbigniewa Lewickiego (opis do
odszukania poprzez katalog autorski alfabetyczny albo katalog tematyczny 9).
Wypada, aby także i dziś znalazło się tu coś amerykańskiego –
oczywiście wraz z okolicznościowymi życzeniami Wszystkiego
Najlepszego, które niniejszym składam moim Amerykańskim Czytelniczkom
i Czytelnikom, liczebnie pierwszej (w gronie czytelników
zagranicznych) grupie osób zainteresowanych tą stroną internetową.
Mario
Puzo „Dziesiąta Aleja”
Wydawnictwo
Albatros Sp. z o.o., Warszawa 2023
Proszę
się nie zasugerować nazwiskiem autora „Ojca Chrzestnego”, „Omerty”, „Ostatniego
Dona” itd., i nie spodziewać się pod powyższym tytułem jego kolejnej
powieści „mafijnej”. Aczkolwiek wątek przestępczości zorganizowanej,
polegającej na wymuszaniu haraczy od drobnych przedsiębiorców (piekarzy), też
się w „Dziesiątej Alei” na chwilę pojawia. Przede wszystkim jednak czytamy
powieść obyczajową i psychologiczną, osadzoną w historycznych realiach
egzystencji nowojorskiej diaspory włoskiej, zamieszkującej czynszowe kamienice
w tytułowej Dziesiątej Alei, w bezpośrednim sąsiedztwie kolejowej infrastruktury
technicznej i magazynowej. Akcja rozpoczyna się w roku 1928,
kończy zaś w latach drugiej wojny światowej. Obserwujemy losy kilku -
kilkunastu rodzin włoskich imigrantów, pochodzenia najczęściej chłopskiego,
którzy po to wyrwali się z biedy, ciężkiej pracy na roli i braku
życiowych perspektyw w ojczystej Italii, aby za Atlantykiem również podjąć
wyczerpującą walkę o byt, ale już w innych warunkach i z nadzieją
na sukces materialny oraz osiągnięcie wyższej pozycji życiowej. Trzeba przyznać,
iż nadzieje takie nieraz się spełniały. Życie jednak ich nie rozpieszczało.
Niewykształceni, nieznający angielskiego, często niepiśmienni, imali się ciężkich
prac fizycznych niewymagających kwalifikacji. W razie choroby mogli jedynie
liczyć na darmową i byle jaką, tylko w zakresie podstawowym, pomoc
medyczną. Niektórzy nie wytrzymywali nieznanego dotąd tempa i sposobu życia,
popadali w alkoholizm (utrzymujący się mimo formalnie obowiązującej do
1933 r. prohibicji). Dał się im też we znaki wielki kryzys ekonomiczny lat
1929-1933 – objęły ich redukcje zatrudnienia, potracili życiowe oszczędności w upadłych
bankach, pobankrutowali również drobni przedsiębiorcy. Odbiło się to na ich,
zazwyczaj wielodzietnych, włoskich rodzinach, którym głód i chłód zaczęły
zaglądać do oczu. Żyjący w zwartych skupiskach imigranci długo starali się
zachowywać ojczyste obyczaje, kultywować tradycję włoskiego modelu wiejskiej,
katolickiej rodziny – trudne jednak do pogodzenia z nowojorską
wielokulturowością i otwartością na różne religie, prądy umysłowe etc. (najbliżej
im było do katolickich środowisk polskich oraz irlandzkich). Dzieci imigrantów „amerykanizowały
się” już w znacznie większym stopniu, czego pierwszym przejawem stawał się
brak zrozumienia dla mentalności rodziców oraz sprzeciw wobec prowadzonego trybu
życia. Po latach „chudych” nadeszły wreszcie lata „tłuste”, determinowane najpierw
przez rooseveltowski New Deal, a następnie przez wojenny boom
gospodarczy. Amerykański przemysł na skalę masową wsparł logistykę armii
własnej oraz państw Koalicji, o bezrobociu w USA nie mogło być już
wtedy mowy. Ceną, jaką zapłacili młodzi Amerykanie (także włoscy imigranci)
była śmierć żołnierzy z poboru na frontach drugiej wojny światowej.
Tyle,
jeśli chodzi o ogólne, ważne, historyczno-społeczne tło powieści. Jej
bohaterami są członkowie rodziny Angeluzzi-Corbo, z dominującą postacią
Lucii Santy, lat ok. 38 w pierwszym rozdziale książki. Posiadającą
dzieci z dwóch małżeństw (po troje z każdego). W wieku siedemnastu
lat Lucia Santa, poślubiona formalnie w Italii per procura włoskiemu
imigrantowi w Ameryce, prostemu nowojorskiemu robotnikowi portowemu,
popłynęła do niego przez Atlantyk. Urodziła mu troje dzieci, z których
trzecie okazało się tzw. pogrobowcem, tzn. przyszło na świat pół roku po
śmierci ojca, ofiary wypadku podczas rozładunku towarów w porcie. Będąc
dość atrakcyjną kobietą, wkrótce znalazła sobie drugiego męża, również
niepiśmiennego włoskiego imigranta, z którym doczekała się kolejnej trójki
potomstwa. Nie chcąc streszczać książki, nie zamierzam pisać o jej drugim
małżeństwie, wyjawię tylko, iż było ono bardzo (choć nietypowo) nieudane. W końcu
doszło do tego, iż niewykształcona, prosta Lucia Santa dźwigała na swych
kobiecych barkach ciężar utrzymania całej rodziny, w tym sześciorga dzieci
(czterech synów i dwóch córek). I dała radę! Oprócz wykonywania prac
domowych (gotowanie, pranie, sprzątanie, ogrzewanie etc.) spadł na nią
obowiązek wyżywienia, ubrania i wychowania tej gromadki dzieci. Małżonek
włączał się w to dorywczo i tylko do czasu. Starsze dzieci trochę jej
pomagały, poszły do pracy rezygnując z kontynuacji nauki w szkole
ponadpodstawowej. Opieka społeczna też co nieco dołożyła. Kobiecie było ciężko
– do problemów z mężem doszła choroba płuc córki, potem własny artretyzm,
później tragiczna śmierć jednego z synów.
Na
podkreślenie zasługuje tło psychologiczno-charakterologiczne bohaterów książki,
ze szczególnym uwzględnieniem właśnie osoby Lucii Santy. To bardzo energiczna
ekstrawertyczka, walcząca „zębami, pazurami” o utrzymanie domu i dobrostan
rodziny. Twardą ręką trzymająca często niegrzeczne i psotne dzieci,
wymuszająca ich posłuszeństwo pasem lub wałkiem do ciasta. Dużo pomaga jej
starsza córka, choć ta oddala się od włoskiej tradycji, wychodząc za mąż nie za
rodaka, czy chociażby katolickiego Polaka albo Irlandczyka, lecz za Żyda. Synowie
też, w miarę dorastania, doceniają poświęcenie matki i niosą jej
pomoc materialną. Owe dzieci Lucii Santy prowadzą, w kolejnych latach
akcji powieści, również swoje własne, pozadomowe życie, szczegółowo i bardzo
interesująco przez autora ukazane i skomentowane – z uwzględnieniem
ich dojrzewających charakterów, zdolności umysłowych i fizycznych, punktów
widzenia oraz osobistych motywacji. Książka kończy się happy endem –
rodzina, której nadal przewodzi Lucia Santa Angeluzzi-Corbo, przeprowadza się z lokalu
w kamienicy czynszowej w Dziesiątej Alei do nowego domu w ekskluzywnym
Long Island. Głównej bohaterce, jadącej samochodem do nowego miejsca
zamieszkania, towarzyszą liczne refleksje i wspomnienia, bardziej chyba jednak
wzruszające czytelnika (to z autopsji!) niż tę twardą kobietę.
PS.
Bywa że bohaterowie książki używają w rozmowach wtrętów włoskich (wyrazów
lub całych zwrotów), niestety nieprzetłumaczonych na polski. Znaczenia
niektórych można się domyślić z samego ich brzmienia, innych z kontekstów
dialogów, zdarzają się jednak i takie, których nie sposób prawidłowo
rozszyfrować. Szkoda, iż wydawca nie zadbał o ich objaśnienie.