czwartek, 3 września 2026

„Dziennik wydarzeń 1939-1944”. Autor: Jędrzej Moraczewski

 

Dziś coś dla koneserów historii!

Jędrzej Moraczewski „Dziennik wydarzeń 1939-1944”

Wydawnictwo LTW, Łomianki 2016

Jędrzeja Moraczewskiego (13.01.1870 - 5.08.1944) znajdziemy w każdym podręczniku historii Polski i encyklopedii. To po dniu 11 listopada 1918 r. pierwszy premier rządu II Rzeczypospolitej (18.11.1918 - 16.01.1919) i jednocześnie minister komunikacji. Później dwukrotnie (1925-1926 i 1926-1929) minister robót publicznych, przez kilka lat także poseł (z listy PPS) i wicemarszałek sejmu RP, oraz prosanacyjny działacz związkowy wysokiego szczebla. Inżynier, absolwent Politechniki Lwowskiej (1894), kombatant Legionów, następnie uczestnik wojny z Rosją bolszewicką w stopniu kapitana saperów, kawaler Orderu Virtuti Militari V klasy. Od 1920 roku mieszkaniec podwarszawskiego Sulejówka. W maju 1926 r. współorganizator strajku kolejarzy, wspomagającego zamach stanu dokonany przez marszałka Józefa Piłsudskiego. Ważne funkcje publiczne, w tym bycie posłanką na sejm RP, sprawowała również jego żona, Zofia Moraczewska (1873-1958).

Jędrzej Moraczewski pozostawił potomnym odręcznie napisany (w jedenastu zeszytach) diariusz datowany od 5 września 1939 r. do 1 sierpnia 1944 r., z wyjątkiem czasokresu od 5 lutego 1943 r. do 15 marca 1944 r. Brakujące zeszyty rękopisów zaginęły w niewyjaśnionych okolicznościach. Albo żona premiera nie przekazała ich (obowiązkowo) w 1950 r. w komplecie do Archiwum Wydziału Historii Partii przy KC PZPR, albo zostały później przez kogoś już w tymże archiwum odłączone. Niezwykle pracochłonnej redakcji ocalałego, dostępnego tekstu dokonali p. Joanna Dufrat i p. Piotr Cichoracki. Oprócz uwspółcześnienia stylu, gramatyki i ortografii nieraz trudnego do odczytania rękopisu, zamieścili bardzo dużo przypisów objaśniających wspomnienia i refleksje Jędrzeja Moraczewskiego. Dołączyli również przypisy „odkodowujące” nazwiska niektórych osób, podawane przez b. premiera w brzmieniu zmienionym albo zgoła zastępowane zagadkowymi sekwencjami liter. Nie zawsze taka deszyfracja okazywała się jednak możliwa, zwłaszcza wtedy, gdy autor dziennika mógł mieć na myśli kontakty z osobami należącymi do ZWZ/AK. Informację o swych pracach redakcyjnych nad tekstem dziennika, jak również zwięzłą biografię Jędrzeja Moraczewskiego, Joanna Dufrat i Piotr Cichoracki przedstawili we wstępie do książki (str. 5-29). Dowiadujemy się z niego m.in., iż życie rodzinne małżeństwa Moraczewskich dotknęła straszna tragedia: na przestrzeni lat utracili wszystkie (czworo) dzieci. Tadeusz (1901-1902) we wczesnym dzieciństwie zmarł na szkarlatynę, Kazimierz (1903-1920) poległ na froncie w wojnie z Rosją bolszewicką, a Wanda (1905-1942) i Adam (1907-1941) zostali zamęczeni w obozie koncentracyjnym w Oświęcimiu. Cały ów wstęp należy przeczytać uważnie, pomoże on bowiem m.in. zrozumieć uwagi rzucane ad hoc przez autora dziennika, jak też wiele jego skrótów myślowych. Czytelnik przystępujący do lektury „Dziennika wydarzeń 1939-1944” powinien także dobrze orientować się w historii II wojny światowej (przebiegu działań militarnych oraz dyplomacji). Odnosząc się zaś do merytorycznej treści diariusza, można wyodrębnić w niej następujące wątki tematyczne, przez autora w kolejnych, dziennych wpisach najczęściej pomieszane. Niekiedy są one prezentowane jedynie skrótowo i hasłowo, innym razem zaś rozwlekle i szczegółowo rozwijane.

Ø  Zmieniająca się w kolejnych latach wojny sytuacja polityczno-militarna. Jędrzej Moraczewski przez cały czas zachowuje optymizm, zwalcza defetyzm obserwowany u niektórych znajomych. Po napaści Niemiec na ZSRR (22.06.1941) długo pielęgnuje nadzieję na wzajemne wykrwawienie się dwóch śmiertelnych wrogów Polski i powtórkę sytuacji z jesieni 1918 r. Bieżące informacje o przebiegu działań militarnych i dyplomatycznych autor uzyskuje z nasłuchów zagranicznych stacji radiowych, gazet konspiracyjnych, oficjalnej polskojęzycznej prasy w Generalnym Gubernatorstwie, komunikatów niemieckich oraz z przypadkowych rozmów z żołnierzami Wehrmachtu (Jędrzej Moraczewski i jego żona biegle władają językiem niemieckim). Źródłem niektórych wieści bywa także agencja JPP („Jedna Pani Powiedziała”). Dzisiejszego czytelnika, dobrze znającego historię polityczną tamtych lat, wręcz śmieszą niektóre wiadomości niemające najmniejszego pokrycia w ówczesnej rzeczywistości, przekazywane sobie jednak z ogromną nadzieją i ekscytacją nawet przez inteligentnych skądinąd ludzi. Sam autor stara się podchodzić do podobnych „wieści” krytycznie, zdając sobie sprawę, iż pierwszą, niematerialną ofiarą wojny zawsze bywa prawda.

Ø  Fresk epoki, czyli życie codzienne mieszkańców Sulejówka i Warszawy, do której Jędrzej i Zofia Moraczewscy bardzo często jeździli, a od 6 grudnia 1941 r. do 29 marca 1942 r. nawet w niej zamieszkali. Terror okupanta, egzekucje zakładników, łapanki na roboty do Niemiec, przymusowe wykwaterowanie Polaków z domów i lokali, zajmowanych następnie przez wojsko oraz administrację i ludność niemiecką. Wielkie problemy z zaopatrzeniem w artykuły pierwszej potrzeby, przede wszystkim w żywność i opał, ich jakość oraz ceny urzędowe (kartkowe) i czarnorynkowe. Olbrzymi tłok w nieregularnie kursujących pociągach, liczne w nich rewizje i rekwizycje. Rodzime łapownictwo, oszustwa, kradzieże i pospolity bandytyzm. Ludobójczy terror wobec ludności żydowskiej – autor o tym ze zgrozą wspomina, ale tematu szerzej nie rozwija (z treści dziennika wynika, iż sympatykiem Żydów to on raczej nie jest).

Ø  Sytuacja rodzinna i towarzyska Jędrzeja Moraczewskiego. Choroba onkologiczna żony, leczenie operacyjne w Warszawie. Długotrwałe i nieskuteczne starania o uwolnienie aresztowanych syna, Adama, i córki, Wandy. Rozwiązywanie trudnych problemów finansowych i bytowych rodziny. Kilkumiesięczny (XII 1941–III 1942) pobyt w Warszawie pod zmienionym nazwiskiem, w obawie przed aresztowaniem. Po powrocie do Sulejówka zamieszkiwanie już w innym domu, ponieważ cały dworek Moraczewskich zajął Wehrmacht (przymusowo, ale i odpłatnie). Liczne kontakty towarzyskie ze znajomymi z Warszawy i Sulejówka, ożywione dyskusje o sytuacji politycznej, częste gry w brydża. Opowiadanie okupacyjnych dowcipów, przytoczonych w dzienniku.

Ø  Aktywna działalność społeczna i zawodowa autora oraz jego żony, należących do ścisłej elity Sulejówka. Zaangażowanie w funkcjonowanie Spółdzielni Spożywców „Praca”, oraz w społeczną, doraźną kontrolę lokalnego samorządu terytorialnego. Przeciwdziałanie korupcji w systemie reglamentacji kartkowej żywności i opału, energiczne starania o usprawnienie owego systemu. Kwestie te, dla dzisiejszego czytelnika nieistotne i nudne, Jędrzej Moraczewski opisuje niezwykle dokładnie, drobiazgowo przytaczając kwoty pieniężne, wielkości zamawianych i zużywanych sortymentów, także nazwiska uczciwych i nieuczciwych kontrahentów. Są to sprawy bardzo go w tamtym czasie absorbujące. Wspomina o pomocy udzielanej mieszkańcom Sulejówka w ich sporach ze skorumpowanymi urzędnikami gminy. W razie potrzeby występuje też w roli tłumacza w kontaktach mieszkańców z kwaterującymi w Sulejówku oficerami i podoficerami Wehrmachtu.

Ø  Osobiste poglądy i prywatne zainteresowania Jędrzeja Moraczewskiego. Kultywowanie pamięci o marszałku Józefie Piłsudskim (1867-1935), z którym oboje z żoną byli zaprzyjaźnieni i przez pewien czas po sąsiedzku w Sulejówku mieszkali. Negatywna ocena działalności jego sanacyjnych następców. Także bardzo ostra krytyka premiera rządu emigracyjnego, generała Władysława Sikorskiego (1881-1943), którego Moraczewski osobiście poznał w latach minionych i od dawna nie był o nim dobrego zdania. Między wierszami dziennika możemy też domyślnie wyczytać, iż autor jakieś luźne kontakty z ZWZ/AK nawiązał i utrzymuje. Politycznie oraz ideowo Jędrzej Moraczewski nieprzerwanie jawi się jako socjalista i antykomunista. Na str. 531 znajdujemy zasłyszaną przez niego radziecką sentencję (cyt.): Jeden z Moskali tak się wyraził: „Nasz ustrój bolszewicki jest dzisiaj jak żona. Człowiek przyzwyczaił się, ale nie ma przyjemności”.😂 Autor w tamtych latach również dużo czytał i kolekcjonował książki, w prowadzonym dzienniku komentując ich treść nieraz dość szczegółowo. Oprócz bieżącego dziennika tworzył także swoje obszerne wspomnienia z lat wcześniejszych.

Ostatni zapis w diariuszu nosi datę 1 sierpnia 1944 r., tj. jeden dzień po opuszczeniu przez Niemców Sulejówka. Wkrótce (cytat ze wstępu, str. 17): Jędrzej Moraczewski (…) zginął trafiony w krtań przypadkowym odłamkiem pocisku artyleryjskiego w swoim domu 5 sierpnia 1944 r. Nie wiadomo czy był to pocisk atakującej Armii Czerwonej, czy może wycofującego się Wehrmachtu. Reasumując, czytelnicy nieobawiający się dość trudnej, tematycznie bardzo zróżnicowanej i obszernej (1016 stron) literatury pamiętnikarskiej autorstwa tej ważnej postaci historycznej, mogą po książkę sięgnąć – z zastrzeżeniem przeznaczenia na nią odpowiedniej ilości wolnego czasu (mnie zajęło to 3 tygodnie). Znajdą w niej też 29 dobrej jakości fotografii Jędrzeja i Zofii Moraczewskich z różnych lat ich życia.