Dziś coś dla koneserów historii!
Jędrzej
Moraczewski „Dziennik wydarzeń 1939-1944”
Wydawnictwo LTW,
Łomianki 2016
Jędrzeja
Moraczewskiego (13.01.1870 - 5.08.1944) znajdziemy w każdym podręczniku
historii Polski i encyklopedii. To po dniu 11 listopada 1918 r. pierwszy
premier rządu II Rzeczypospolitej (18.11.1918 - 16.01.1919) i jednocześnie
minister komunikacji. Później dwukrotnie (1925-1926 i 1926-1929) minister robót
publicznych, przez kilka lat także poseł (z listy PPS) i wicemarszałek
sejmu RP, oraz prosanacyjny działacz związkowy wysokiego szczebla. Inżynier,
absolwent Politechniki Lwowskiej (1894), kombatant Legionów, następnie uczestnik
wojny z Rosją bolszewicką w stopniu kapitana saperów, kawaler Orderu
Virtuti Militari V klasy. Od 1920 roku mieszkaniec podwarszawskiego
Sulejówka. W maju 1926 r. współorganizator strajku kolejarzy,
wspomagającego zamach stanu dokonany przez marszałka Józefa Piłsudskiego. Ważne
funkcje publiczne, w tym bycie posłanką na sejm RP, sprawowała
również jego żona, Zofia Moraczewska (1873-1958).
Jędrzej
Moraczewski pozostawił potomnym odręcznie napisany (w jedenastu zeszytach)
diariusz datowany od 5 września 1939 r. do 1 sierpnia 1944 r.,
z wyjątkiem czasokresu od 5 lutego 1943 r. do 15 marca 1944 r.
Brakujące zeszyty rękopisów zaginęły w niewyjaśnionych okolicznościach. Albo
żona premiera nie przekazała ich (obowiązkowo) w 1950 r. w komplecie
do Archiwum Wydziału Historii Partii przy KC PZPR, albo zostały później przez
kogoś już w tymże archiwum odłączone. Niezwykle pracochłonnej redakcji ocalałego,
dostępnego tekstu dokonali p. Joanna Dufrat i p. Piotr
Cichoracki. Oprócz uwspółcześnienia stylu, gramatyki i ortografii nieraz
trudnego do odczytania rękopisu, zamieścili bardzo dużo przypisów objaśniających
wspomnienia i refleksje Jędrzeja Moraczewskiego. Dołączyli również przypisy
„odkodowujące” nazwiska niektórych osób, podawane przez b. premiera w brzmieniu
zmienionym albo zgoła zastępowane zagadkowymi sekwencjami liter. Nie zawsze
taka deszyfracja okazywała się jednak możliwa, zwłaszcza wtedy, gdy autor
dziennika mógł mieć na myśli kontakty z osobami należącymi do ZWZ/AK. Informację
o swych pracach redakcyjnych nad tekstem dziennika, jak również zwięzłą
biografię Jędrzeja Moraczewskiego, Joanna Dufrat i Piotr Cichoracki
przedstawili we wstępie do książki (str. 5-29). Dowiadujemy się z niego
m.in., iż życie rodzinne małżeństwa Moraczewskich dotknęła straszna tragedia: na
przestrzeni lat utracili wszystkie (czworo) dzieci. Tadeusz (1901-1902) we wczesnym
dzieciństwie zmarł na szkarlatynę, Kazimierz (1903-1920) poległ na froncie
w wojnie z Rosją bolszewicką, a Wanda (1905-1942) i Adam (1907-1941)
zostali zamęczeni w obozie koncentracyjnym w Oświęcimiu. Cały ów
wstęp należy przeczytać uważnie, pomoże on bowiem m.in. zrozumieć uwagi rzucane
ad hoc przez autora dziennika, jak też wiele jego skrótów myślowych. Czytelnik
przystępujący do lektury „Dziennika wydarzeń 1939-1944” powinien także dobrze
orientować się w historii II wojny światowej (przebiegu działań
militarnych oraz dyplomacji). Odnosząc się zaś do merytorycznej treści diariusza,
można wyodrębnić w niej następujące wątki tematyczne, przez autora w kolejnych,
dziennych wpisach najczęściej pomieszane. Niekiedy są one prezentowane jedynie skrótowo
i hasłowo, innym razem zaś rozwlekle i szczegółowo rozwijane.
Ø Zmieniająca się w kolejnych
latach wojny sytuacja polityczno-militarna. Jędrzej Moraczewski przez cały czas
zachowuje optymizm, zwalcza defetyzm obserwowany u niektórych znajomych.
Po napaści Niemiec na ZSRR (22.06.1941) długo pielęgnuje nadzieję na
wzajemne wykrwawienie się dwóch śmiertelnych wrogów Polski i powtórkę
sytuacji z jesieni 1918 r. Bieżące informacje o przebiegu
działań militarnych i dyplomatycznych autor uzyskuje z nasłuchów zagranicznych
stacji radiowych, gazet konspiracyjnych, oficjalnej polskojęzycznej prasy w Generalnym
Gubernatorstwie, komunikatów niemieckich oraz z przypadkowych rozmów z żołnierzami
Wehrmachtu (Jędrzej Moraczewski i jego żona biegle władają językiem
niemieckim). Źródłem niektórych wieści bywa także agencja JPP („Jedna Pani
Powiedziała”). Dzisiejszego czytelnika, dobrze znającego historię polityczną
tamtych lat, wręcz śmieszą niektóre wiadomości niemające najmniejszego pokrycia
w ówczesnej rzeczywistości, przekazywane sobie jednak z ogromną nadzieją
i ekscytacją nawet przez inteligentnych skądinąd ludzi. Sam autor stara
się podchodzić do podobnych „wieści” krytycznie, zdając sobie sprawę, iż
pierwszą, niematerialną ofiarą wojny zawsze bywa prawda.
Ø Fresk epoki, czyli
życie codzienne mieszkańców Sulejówka i Warszawy, do której Jędrzej i Zofia
Moraczewscy bardzo często jeździli, a od 6 grudnia 1941 r. do 29 marca
1942 r. nawet w niej zamieszkali. Terror okupanta, egzekucje
zakładników, łapanki na roboty do Niemiec, przymusowe wykwaterowanie Polaków z domów
i lokali, zajmowanych następnie przez wojsko oraz administrację i ludność
niemiecką. Wielkie problemy z zaopatrzeniem w artykuły pierwszej
potrzeby, przede wszystkim w żywność i opał, ich jakość oraz ceny
urzędowe (kartkowe) i czarnorynkowe. Olbrzymi tłok w nieregularnie
kursujących pociągach, liczne w nich rewizje i rekwizycje. Rodzime łapownictwo,
oszustwa, kradzieże i pospolity bandytyzm. Ludobójczy terror wobec
ludności żydowskiej – autor o tym ze zgrozą wspomina, ale tematu szerzej nie
rozwija (z treści dziennika wynika, iż sympatykiem Żydów to on raczej nie jest).
Ø Sytuacja rodzinna i towarzyska
Jędrzeja Moraczewskiego. Choroba onkologiczna żony, leczenie operacyjne w Warszawie.
Długotrwałe i nieskuteczne starania o uwolnienie aresztowanych syna,
Adama, i córki, Wandy. Rozwiązywanie trudnych problemów finansowych i bytowych
rodziny. Kilkumiesięczny (XII 1941–III 1942) pobyt w Warszawie
pod zmienionym nazwiskiem, w obawie przed aresztowaniem. Po powrocie do
Sulejówka zamieszkiwanie już w innym domu, ponieważ cały dworek
Moraczewskich zajął Wehrmacht (przymusowo, ale i odpłatnie). Liczne
kontakty towarzyskie ze znajomymi z Warszawy i Sulejówka, ożywione dyskusje
o sytuacji politycznej, częste gry w brydża. Opowiadanie okupacyjnych
dowcipów, przytoczonych w dzienniku.
Ø Aktywna działalność
społeczna i zawodowa autora oraz jego żony, należących do ścisłej elity
Sulejówka. Zaangażowanie w funkcjonowanie Spółdzielni Spożywców „Praca”,
oraz w społeczną, doraźną kontrolę lokalnego samorządu terytorialnego.
Przeciwdziałanie korupcji w systemie reglamentacji kartkowej żywności i opału,
energiczne starania o usprawnienie owego systemu. Kwestie te, dla dzisiejszego
czytelnika nieistotne i nudne, Jędrzej Moraczewski opisuje niezwykle
dokładnie, drobiazgowo przytaczając kwoty pieniężne, wielkości zamawianych
i zużywanych sortymentów, także nazwiska uczciwych i nieuczciwych
kontrahentów. Są to sprawy bardzo go w tamtym czasie absorbujące. Wspomina
o pomocy udzielanej mieszkańcom Sulejówka w ich sporach ze
skorumpowanymi urzędnikami gminy. W razie potrzeby występuje też w roli
tłumacza w kontaktach mieszkańców z kwaterującymi w Sulejówku
oficerami i podoficerami Wehrmachtu.
Ø Osobiste poglądy i prywatne
zainteresowania Jędrzeja Moraczewskiego. Kultywowanie pamięci o marszałku
Józefie Piłsudskim (1867-1935), z którym oboje z żoną byli
zaprzyjaźnieni i przez pewien czas po sąsiedzku w Sulejówku mieszkali.
Negatywna ocena działalności jego sanacyjnych następców. Także bardzo ostra krytyka
premiera rządu emigracyjnego, generała Władysława Sikorskiego (1881-1943),
którego Moraczewski osobiście poznał w latach minionych i od dawna nie
był o nim dobrego zdania. Między wierszami dziennika możemy też domyślnie
wyczytać, iż autor jakieś luźne kontakty z ZWZ/AK nawiązał
i utrzymuje. Politycznie oraz ideowo Jędrzej Moraczewski nieprzerwanie jawi
się jako socjalista i antykomunista. Na str. 531 znajdujemy zasłyszaną
przez niego radziecką sentencję (cyt.): Jeden z Moskali tak się
wyraził: „Nasz ustrój bolszewicki jest dzisiaj jak żona. Człowiek przyzwyczaił
się, ale nie ma przyjemności”.😂 Autor w tamtych latach również dużo
czytał i kolekcjonował książki, w prowadzonym dzienniku komentując
ich treść nieraz dość szczegółowo. Oprócz bieżącego dziennika tworzył także
swoje obszerne wspomnienia z lat wcześniejszych.
Ostatni
zapis w diariuszu nosi datę 1 sierpnia 1944 r., tj. jeden dzień
po opuszczeniu przez Niemców Sulejówka. Wkrótce (cytat ze wstępu, str. 17):
Jędrzej Moraczewski (…) zginął trafiony w krtań przypadkowym odłamkiem
pocisku artyleryjskiego w swoim domu 5 sierpnia 1944 r. Nie
wiadomo czy był to pocisk atakującej Armii Czerwonej, czy może wycofującego się
Wehrmachtu. Reasumując, czytelnicy nieobawiający się dość trudnej,
tematycznie bardzo zróżnicowanej i obszernej (1016 stron) literatury
pamiętnikarskiej autorstwa tej ważnej postaci historycznej, mogą po książkę
sięgnąć – z zastrzeżeniem przeznaczenia na nią odpowiedniej ilości wolnego
czasu (mnie zajęło to 3 tygodnie). Znajdą w niej też 29 dobrej
jakości fotografii Jędrzeja i Zofii Moraczewskich z różnych lat ich
życia.