Stefan
Türschmid „Cień Lucyfera”
Wydawca
ARCANA sp. z o.o., Kraków 2015
Miłośnicy
literatury autobiograficznej i biograficznej będą tą książką zachwyceni.
Najpierw Stefan Türschmid (1946-2020) snuje osobiste wspomnienia wg schematu
życie i działalność, umieszczając je w tle zachodzących
wydarzeń politycznych i społecznych, oraz uzupełniając o własne
poglądy, opinie i refleksje. Następnie to samo czyni jego ojciec, Robert
Türschmid (1914-1999). Stefan jest również autorem esejów biograficznych o Wilhelmie
Türschmidzie (1887-1942) i Ryszardzie Kazimierskiej z d. Türschmid (1927-2016).
W książce znajdujemy też poezję oraz osobiste wspomnienia Feliksa
Türschmida (1846-1921), z uzupełnieniami autorstwa kolejno Roberta i Stefana.
W zakończeniu mamy genealogię rodu (łącznie z narysowanym drzewem
genealogicznym), opracowaną przez Roberta. Rodu, nadmieńmy, niemieckiego – przybyłego
w drugiej połowie XVIII wieku do Galicji wschodniej, tam rozrośniętego
na kilka gałęzi oraz spolonizowanego poprzez małżeństwa z Polkami tak, że
niemieckie pozostało (w linii męskiej) jedynie nazwisko. Całość
przygotował do druku Stefan Türschmid. Prześledźmy teraz wszystko w wielkim
skrócie, po kolei przerzucając karty tej emocjonalnie napisanej przez
Türschmidów książki.
Stefan
Türschmid (1946-2020) to swego czasu znany opozycjonista wobec władz i ustroju
PRL, za co w latach 1970 i 1971 spędził kilkanaście miesięcy w areszcie
i więzieniu. Należał do nielegalnej organizacji „Ruch”, której współtwórcą
był Stefan Niesiołowski. Dokładnie opisuje swoją w niej działalność i dotkliwe
tego konsekwencje. Niezależnie otrzymujemy też szczegółową relację z jego życia
w Polsce Ludowej w latach dzieciństwa i młodości, w wieku
dojrzałym, aż dochodzimy do kresu istnienia PRL i dalszego curriculum
vitae autora już w III RP. Jako opozycjonista polityczny został w PRL
pozbawiony możliwości rozwoju zgodnego z humanistycznym wykształceniem.
Magister polonistyki (absolwent Uniwersytetu Łódzkiego, 1970), ograniczany
do pracy bibliotekarstwie lub do nauczania w szkole specjalnej, z konieczności
podejmował się innych zajęć zawodowych, głównie w charakterze trenera
jeździectwa konnego (swojej wielkiej pasji) oraz do prowadzenia prywatnego,
drobnego biznesu. To drugie, jak pamiętają starsi czytelnicy, w dwóch
ostatnich dekadach PRL było dużo bardziej opłacalne niż praca na tzw. państwowej
posadzie. W Polsce już nieludowej Stefan Türschmid kilka lat pracował w dziennikarstwie,
z którym się rozstał wskutek głoszenia radykalnych poglądów politycznych, m.in.
optował za przeprowadzeniem daleko idącej, personalnej dekomunizacji. Można
rozumieć jego nieprzejednanie, wynikające z ciężkich przeżyć osobistych w młodości,
ale przecież polska transformacja ustrojowa przebiegła bezkrwawo, zgodnie i pokojowo,
więc nie było żadnych podstaw, aby (cyt., str. 199) partyjnych
funkcjonariuszy po sekretarzy niższych szczebli pozbawić na wiele lat prawa
sprawowania urzędów i biernego prawa wyborczego. Za błąd niesłusznie uznawał
też (cyt., str. 198), iż komunistom nie urządzono ich Norymbergi.
Odpowiedni czas na to przeminął. Tych, którym się ona rzeczywiście należała, najczęściej
od dawna już nie było wśród żyjących, a wyjątki dożywały starczych lat, przeważnie
za granicą (np. Helena Wolińska-Brus). Równie emocjonalnie rozedrgane było
życie małżeńskie autora – dwa razy żenił się i rozwodził z tą samą
kobietą, Barbarą, panią magister inżynier elektryk, z którą miał dwóch
synów (dziś wysokiej klasy artystów muzyków). Zajął się też twórczością
literacką, napisał kilka interesujących powieści, m.in. Mrok i mgła,
tu omówioną (zob. katalog autorski alfabetyczny lub katalog
tematyczny 6). Odczuwał poważne problemy zdrowotne wynikłe z niefortunnego,
zlekceważonego następnie przez lekarza, upadku z konia. Przez pewien czas borykał
się też z ogarniającym go alkoholizmem, którym próbował uśmierzać ból. Przystąpił
wtedy do tzw. klubu AA. Podkreślmy w tym miejscu wielką szczerość Stefana
Türschmida, naprawdę godną uznania.
Robert
Türschmid (1914-1999), w wieku 3 lat osierocony przez ojca,
wychowywany głównie przez babcię, miał dość trudne i ciekawe dzieciństwo.
Matka, atrakcyjna kobieta (fotografia na str. 280) zajęła się nim
bezpośrednio dopiero po powtórnym (i materialnie korzystnym) wyjściu za
mąż za lekarza pochodzenia żydowskiego. Wrzesień 1939 zastał Roberta z prawie
ukończonymi studiami na Wydziale Mechanicznym w Politechnice Lwowskiej (po
wojnie uzupełnił je, uzyskując w 1946 r. dyplom w Politechnice
Śląskiej w Gliwicach). Autor interesująco opisuje dwie okupacje (radziecką
i niemiecką), na terenie których podczas wojny przebywał. Przed wywózką na
Syberię uchroniła go okoliczność, iż jego żona Lidia, z domu Zielkowska,
pochodziła z Poznańskiego, a zatem – w myśl ówczesnych
porozumień radziecko-niemieckich – miała prawo do legalnego wyjazdu wraz z mężem
do strefy okupacji niemieckiej. Po napaści Niemiec na ZSRR Robert powtórnie
udał się do Lwowa i ściągnął stamtąd (nielegalnie) ojczyma, zagrożonego z racji
pochodzenia żydowskiego. Załatwił mu tzw. aryjskie papiery i umożliwił
przetrwanie wojny. Zamieszkali pod Warszawą. Utrzymanie licznej rodziny na
dobrym poziomie zapewniał przede wszystkim wygnany z Poznańskiego teść
Roberta, biznesmen umiejący sobie radzić w życiu i prowadzący w okupowanej
Warszawie dochodowe przedsiębiorstwo. Po wojnie inżynierskie kwalifikacje
Roberta Türschmida okazały się na wagę złota, wziął aktywny udział w rozwoju
przemysłu. Mimo nieprzynależności do PZPR powierzano mu szereg samodzielnych i kierowniczych
stanowisk (dość szczegółowo relacjonuje swoją pracę zawodową). W październiku
1947 r. został aresztowany przez UB, oskarżony o sabotaż
gospodarczy i prawomocnie skazany, z więzienia wyszedł w grudniu
1948 r. Dalsze lata to już okres osobistej stabilizacji, szczęśliwego
małżeństwa z Lidią oraz zawodowej i materialnej prosperity (jak na ówczesne
warunki PRL). Sporo podróżował po Polsce i świecie. We wspomnieniach dużo
miejsca poświęca dwojgu dzieciom, w tym synowi Stefanowi. Tak więc w książce
nieraz napotykamy na opisy tych samych miejsc, osób oraz wydarzeń, odrębnie
widzianych oczami ojca i syna.
Wywodzący
się z odrębnej gałęzi rodu Wilhelm Türschmid (1887-1942),
w II RP dyrektor szpitala w Tarnowie (str. 429), nie dożył
końca wojny, został zamordowany przez Niemców w Oświęcimiu. Pełniąc tam
funkcję lekarza obozowego zaskarbił sobie wdzięczność i pamięć
współwięźniów. Uwiecznił go m.in. radziecki pisarz Andriej Pogożew w autobiograficznej
książce pt. Ucieczka z Auschwitz. Po 1956 r. dr. Wilhelma
Türschmida pośmiertnie odznaczono orderem Virtuti Militari (str. 435).
Córka
Wilhelma, Ryszarda Kazimierska z d. Türschmid (1927-2016),
zaprzysiężony żołnierz AK, wzięła udział w powstaniu warszawskim. Po
powojennej tułaczce w Niemczech, Włoszech (tam przeżyła niefortunną przygodę
matrymonialną) i Anglii, powróciła do Polski, w Warszawie ukończyła
anglistykę, gdzie też podjęła pracę tłumaczki i dziennikarki. Po
1956 r. wstąpiła do PZPR (str. 461), co Stefanowi z trudem przyszło
zrozumieć. W pracy
dziennikarskiej była bardzo ceniona, m.in. w 1986 r. powierzono jej
przeprowadzenie wywiadu prasowego z Mieczysławem Rakowskim, ówczesnym
marszałkiem sejmu PRL, zarazem czołowym partyjnym reformatorem.
Ojciec
Wilhelma, Feliks Türschmid (1846-1921) chyba najbardziej odbiegał życiorysem
i charakterem od swoich krewnych. Wrażliwy poeta, mający (dosłownie) głodne
i chłodne dzieciństwo, we wczesnej młodości był nieszczęśliwie zakochany.
Czytamy tylko część jego autobiografii. O tym, że się ożenił i został
ojcem pięciorga dzieci, z których troje przeżyło dzieciństwo, dowiadujemy
się już z uzupełnienia dopisanego przez Stefana.
A to
bynajmniej nie wszyscy Türschmidowie! Każda z prezentowanych w książce
głównych postaci miała przecież swoją dalszą i bliższą rodzinę, wstępnych
i zstępnych, krewnych i powinowatych. Aby nie pogubić się w zawiłościach
tych wszystkich relacji rodzinnych konieczne jest częste zaglądanie do ich
drzewa genealogicznego na str. 508 i 509. Życzę pasjonującej lektury.
Poznamy historyczne czasy widziane oczami wartościowych ludzi, skrupulatnie też
prześledzimy ich indywidualne losy.
PS.1.
Ktoś może zapytać, a gdzie ten tytułowy Lucyfer i jego cień.
Wg rosyjskiego poety Aleksandra Błoka, jak zauważył Stefan Türschmid,
chodzi o ów diabelski cień rzucony na cały wiek XX. W Europie
spersonifikowany (już po śmierci Błoka) postaciami Stalina i Hitlera.
PS.2.
Informacje o roku śmierci Stefana (2020) oraz Ryszardy (2016)
uzyskałem z Internetu. Obydwoje zmarli już po wydaniu tej książki (2015).