czwartek, 6 sierpnia 2026

„Made in Poland. Wspomnienia żołnierza Kedywu Stanisława Likiernika”. Autorzy: Emil Marat, Michał Wójcik

 

Dzisiejszy i następne tu sierpniowe artykuły dotyczyć będą lektur o organizacji i akcjach zbrojnych oddziałów Polski podziemnej. Poniżej omawianą polecam zwłaszcza osobom pamiętającym „Kolumbów” – książkę autorstwa Romana Bratnego oraz nakręcony na jej podstawie i pod tym samym tytułem serial telewizyjny.

Przy okazji: mój blog dnia 3 sierpnia br. ukończył 10 lat – tyle już czasu ośmielam się zawracać Państwu głowę.😊

Emil Marat, Michał Wójcik „Made in Poland. Wspomnienia żołnierza Kedywu Stanisława Likiernika”

Wydawca: Wielka Litera Sp. z o.o., Warszawa 2024

Z żołnierzem oddziału Kierownictwa Dywersji Armii Krajowej, powstańcem warszawskim Stanisławem Likiernikiem (1923-2018), przyjacielsko i z należnym mu szacunkiem (zważywszy m.in. dużą różnicę wieku) dyskutują dwaj znani dziennikarze i autorzy książek historycznych: Emil Marat (ur. 1971) i Michał Wójcik (ur. 1969; zbieżność imienia i nazwiska ze znanym politykiem przypadkowa). Rozmowy toczą się w 2013 r. (pierwsze wydanie tej książki ukazało się w roku 2014). Trudno je określić mianem „wywiadu rzeki”, ponieważ autorzy nieraz polemizują ze Stanisławem Likiernikiem i pozostają przy swoim zdaniu, na dowód przytaczając fragmenty relacji (opublikowanych albo tylko zasłyszanych) innych uczestników lub świadków dyskutowanych wydarzeń. Bywa też, iż uzupełniają podawane przez niego informacje. Zatem są to rozmowy trzech ekspertów, z których ten najstarszy dysponuje, obok nabytej po wojnie dużej wiedzy historycznej, przede wszystkim własnym, niebagatelnym doświadczeniem życiowym. Tytułowym Made in Poland sam się też on określił, gdy stwierdził po przybyciu do Francji w 1946 r., jak bardzo się odróżnia od obywateli swojej drugiej, przybranej ojczyzny (paszportem francuskim dysponował już w roku 1957). Jego wspomnienia obejmują:

Ø  pochodzenie z patriotycznej polskiej rodziny, w poprzednich pokoleniach żydowskiej; ojciec Stanisława Likiernika już się za Żyda nie uważał, był oficerem kawalerzystą, następnie pełnił służbę w polskim wywiadzie,

Ø  beztroskie dzieciństwo i wczesną nastoletnią młodość (do wybuchu wojny),

Ø  przystąpienie do zbrojnego podziemia ZWZ/AK; Stanisław Likiernik krytycznie odnosi się do konspiracyjnych, wojskowych szkoleń teoretycznych i praktycznych, negatywnie też ocenia oficerów wykładowców,

Ø  akcje dywersyjne, w których uczestniczył lub tylko o nich wiedział,

Ø  udział w powstaniu warszawskim, kilkakrotne cudem uniknięcie śmierci (został trzy razy ranny), przebranie się w cywilne ubranie i niepójście do niewoli,

Ø  niezwykle krytyczną ocenę decyzji o wybuchu powstania warszawskiego – zarówno w odniesieniu do ówczesnych uwarunkowań politycznych, jak i do wyboru momentu podjęcia walk,

Ø  nielegalne (przez „zieloną granicę”) opuszczenie Polski w 1946 r., spotkanie z ojcem we Francji, który przebywał tam po wyjściu z oflagu,

Ø  stopniowe ułożenie sobie życia we Francji: założenie rodziny, kariera zawodowa,

Ø  długoletnie utrzymywanie kontaktów przyjacielskich z kolegami oraz koleżankami z konspiracji i z powstania, częste odwiedzanie Polski.

Smaczku lekturze dodają liczne elementy inteligentnej ironii, zauważalne w wypowiedziach rozmówców. Napotykamy również na dość ostre słowa krytyki Stanisława Likiernika pod adresem pewnych autorów książek historycznych o tematyce okupacyjnej. Emil Marat i Michał Wójcik starają się go nieco tonować, sami mając czasem odmienne poglądy. Przykładowo: na str. 309 i 311 zawarte jest ich raczej słuszne przypuszczenie, że Marcelego Nowotko zastrzelili w listopadzie 1942 r. żołnierze Tajnej Organizacji Wojskowej (w 1943 r. włączonej do AK i przeorganizowanej w jeden z oddziałów Kedywu), natomiast Stanisław Likiernik podobny pogląd, wyrażany również przez Dariusza Baliszewskiego, uznaje za cyt. „całkowitą bzdurę” (str. 68-70). Dyskusja trzech panów często też zahacza o powieść Romana Bratnego (kolegi Stanisława Likiernika z dzieciństwa, a później także z AK) pt. Kolumbowie. Rocznik 20. Roman Bratny, konstruując literacko jednego ze swych tytułowych bohaterów, a mianowicie Stanisława Skiernika o pseudonimie „Kolumb”, dokonał w książce kompilacji postaci dwóch żołnierzy Kedywu: Krzysztofa Sobieszczańskiego (1916-1950; nota biograficzna na str. 309 i 310), rzeczywiście noszącego ów pseudonim, oraz właśnie Stanisława Likiernika, będącego jednakże w konspiracji „Machabeuszem”. Wszystkich kolegów i koleżanki Stanisława Likiernika z lat wojny, oraz jego bezpośrednich przełożonych, wymienia końcowy rozdział pt. Lista obecności (str. 291-320), zawierający ich noty biograficzne. Dowiadujemy się tam m.in., którzy i które z nich to pierwowzory pozostałych bohaterów powieści Romana Bratnego.

Reasumując, miłośnicy książek traktujących realistycznie oraz bez patosu o okupacji, konspiracji i powstaniu warszawskim na pewno się nie rozczarują. Proponuję im też, aby gdzieś w bibliotece publicznej (jeśli nie domowej) odgrzebali wspomnianą powieść Romana Bratnego, a przynajmniej obejrzeli dobry serial TVP nakręcony w 1970 r. na jej podstawie, co pewien czas przypominany na różnych kanałach TV. Podkreślam tu wspaniałą grę aktorską Jana Englerta, odtwórcę roli dowódcy, powieściowego Zygmunta – będącego kompilacją postaci Zygmunta Zabierzowskiego (1916-1978; nota biograficzna na str. 318 i 319) oraz Stanisława Sosabowskiego „Stasinka” (1917-2000; nota biograficzna na str. 310 i 311). Sam Roman Bratny (1921-2017; nota biograficzna na str. 294-296) to w książce Jerzy (alter ego autora „Kolumbów”), w filmie doskonale zagrany przez Władysława Kowalskiego. Natomiast powieściowego Stanisława Skiernika - „Kolumba” (będącego, jak powyżej wspomniano, mixem postaci Stanisława Likiernika i Krzysztofa Sobieszczańskiego), sugestywnie odtworzył w filmowym serialu aktor Jerzy Matałowski.

czwartek, 30 lipca 2026

„Polskie podziemie w oczach wroga. Tajny raport dowódcy niemieckiego wywiadu gen. Reinharda Gehlena”. Autorzy: Jan Rydel, Andrzej Leon Sowa

 

Pojutrze przypada 82. rocznica wybuchu powstania warszawskiego. Punktualnie o godzinie 17 w Warszawie zawyją syreny i Warszawiacy staną przez chwilę na baczność. W katalogu tematycznym 2 tego blogu znajdziecie Państwo kilka pozycji bezpośrednio dotyczących powstania, w tym trzy jego monografie autorstwa historyków niepolskich: Normana Daviesa, Alexandry Richie oraz Hannsa von Krannhals. Polecam również wymienioną tam książkę Marcina Ludwickiego, traktującą o tym, co się działo w Warszawie po upadku powstania aż do wyzwolenia dnia 17 stycznia 1945 r. Dziś natomiast jest tu o niemieckim, jeszcze wojennym, kompleksowym opracowaniu zawierającym analizę polskiego ruchu oporu (część owego elaboratu też odnosi się do powstania warszawskiego).

Jan Rydel, Andrzej Leon Sowa „Polskie podziemie w oczach wroga. Tajny raport dowódcy niemieckiego wywiadu gen. Reincharda [sic!] Gehlena”.

Wydawnictwo M, Kraków 2016

Żeby tak już od razu w tytule (na okładce książki i pierwszej stronie) się pomylić! „Reinhard” pisze się przecież przez „h”, a nie „ch”! Że też panowie profesorowie, którzy tytułowy raport naukowo opracowali i skomentowali, tego ewidentnego, wydawniczego lapsusu nie zauważyli! Wszędzie dalej w tekście występuje już oczywiście pisownia prawidłowa.

Ad rem. Tytuł książki nieco mnie zmylił. Informacja o istnieniu tajnego raportu Reinharda Gehlena kiedyś obiła mi się o uszy, ale bliższych szczegółów nie znałem. Nabywając książkę wyobrażałem sobie, że zawiera ona wybraną dokumentację Abwehry, wytworzoną podczas ponad pięciu lat okupacji, traktującą zarówno o całokształcie polskiego ruchu oporu, jak też o jego konkretnych akcjach i uczestnikach. Tymczasem to opracowanie, zatytułowane: „Siły wojskowe i wywiadowcze w ogólnych ramach polskiego ruchu oporu”, powstało ad hoc wiosną 1945 r., a napisali je „na kolanie” i przeważnie „z głowy” podwładni gen. Reinharda Gehlena, bardzo się przy tym spiesząc i pakując do skrzyń posiadaną dokumentację. Front wschodni stał już na Odrze, a Heinrich Himmler (adresat raportu) potrzebował ekspertyzy mogącej być przydatną dla potrzeb ewentualnej organizacji tym razem niemieckiego ruchu oporu.

Z zastrzeżeniem sporej liczby błędów (w nazwiskach, faktach i opiniach) uderza bardzo dobra ogólna znajomość oficerów Gehlena polskiego państwa podziemnego – jego wszystkich agend cywilnych i wojskowych, podporządkowanych Londynowi (czyli rządowi na uchodźstwie), Moskwie, oraz tych niepodlegających nikomu za granicą. Oprócz krajowej konspiracji niemieccy oficerowie analizują też nasze siły zbrojne walczące na frontach zachodnim i wschodnim. Autorzy raportu mają również znakomite rozeznanie uwarunkowań politycznych sprawy polskiej w obozie aliantów, prawidłowo antycypują przyszłe zniewolenie Polski przez Stalina, z faktycznym przyzwoleniem przywódców Wielkiej Brytanii i USA. Oficerowie Gehlena pokusili się także o charakterystykę polskiego charakteru narodowego, naszych zalet i przywar. W szóstym roku wojny nie jesteśmy już dla nich „podludźmi”, a między wierszami daje się wyczytać żal, że ramię w ramię z Wehrmachtem nie bronimy Europy przed bolszewizmem. Wielokrotnie chwalony jest też polski wywiad, z podkreśleniem korzyści jego działań dla aliantów zachodnich. Ów pisany na przełomie marca i kwietnia 1945 r. elaborat został podzielony na trzy części, analizujące odrębnie: 1) sytuację przed powstaniem warszawskim, 2) powstanie warszawskie oraz 3) sytuację po powstaniu warszawskim. Miejscami jest pasjonujący, chwilami jednak przypomina esej napisany przez ucznia, który nie uważał na lekcjach historii. Całość zasługuje na uwagę ze względu na obraz Polski i Polaków widziany oczami oficerów niemieckiego wywiadu wojskowego w ostatnich tygodniach wojny. Gdyby dano im więcej czasu, oraz mieliby do dyspozycji pochowane już akta (w pięćdziesięciu metalowych skrzyniach, z którymi gen. Reinhard Gehlen zgłosił się w maju 1945 r. do Amerykanów), to zapewne ich opracowanie byłoby dokładniejsze oraz zawierało mniej błędów. W tym kontekście podkreślenia i uznania wymagają liczne, korygujące i objaśniające przypisy, zamieszczone przez profesorów Jana Rydla i Andrzeja Leona Sowę prawie na każdej stronie książki. Dużo niezbędnych informacji zawiera również rozdział wstępny pt. Raport Gehlena. Wywiad niemiecki o Polsce, Polakach i o polskim podziemiu (str. 11-26), autorstwa prof. Jana Rydla, przedstawiający m.in. okoliczności powstania tego dokumentu oraz sylwetkę jego głównego twórcy. W przypisie nr 17 na str. 19 i 20 prof. Jan Rydel zauważa, iż (cyt.) wydaje się nieprawdopodobne, aby przynajmniej jedna z pięćdziesięciu legendarnych metalowych skrzyń (…) nie zawierała materiałów na temat spraw polskich, które są przechowywane gdzieś w Niemczech (w Pullach?). Od siebie dodam, że m.in. mogą tam się znajdować dokumenty ostatecznie wyjaśniające rolę marszałka Edwarda Śmigłego-Rydza, jaką po ucieczce (sfingowanej ?) z Rumunii pełnił na Węgrzech i w okupowanej Polsce w roku 1941.

 

poniedziałek, 20 lipca 2026

„H. St. John Philby i Kim Philby. Szpiegowska afera stulecia”. Autor: Anthony Cave Brown

 

Anthony Cave Brown „H. St. John Philby i Kim Philby. Szpiegowska afera stulecia”

Wydawnictwo Philip Wilson, Warszawa 1997

Czytelnik, który sugerując się tytułem książki, sięgnie po nią jak po lekturę sensacyjną, pasjonującą i zapierającą dech w piersiach, niestety się rozczaruje. Autor stworzył szczegółową monografię życia i działalności dwóch Philby’ch – ojca i syna, przedstawiając oraz analizując ich osobowości i czyny, życia prywatnego, w tym rodzinnego i intymnego, nie pomijając. W tekście przywołuje mnóstwo źródeł, skrupulatnie wskazanych w przypisach (zgromadzonych odrębnie dla każdego z 18-tu rozdziałów książki). Czytamy zatem ambitne opracowanie popularnonaukowe, przyswajalne trudniej i wolniej niż np. dzieła Fredericka Forsytha czy Kena Folleta o zbliżonej tematyce. Tym niemniej książka z pewnością zainteresuje pasjonatów historii, a zwłaszcza historii służb specjalnych.

Anthony Cave Brown prowadzi te dwie biografie równolegle. Zaczyna od ojca, jego pochodzenia, wykształcenia, pierwszej pracy zawodowej, narodzin syna i dwóch córek. I właśnie ojciec jest głównym bohaterem pierwszych rozdziałów. Syn pojawia się w nich drugoplanowo, tylko dla opisania dzieciństwa, wczesnej młodości, nauki w elitarnych szkołach etc. W drugiej części książki proporcje już się odwracają – przede wszystkim czytamy o życiu i działalności syna, choć o ojcu autor bynajmniej nie zapomina. Co pewien czas obaj się też spotykają, doskonale się wzajemnie rozumiejąc i wspierając. No to teraz trochę o każdym z nich, oczywiście w telegraficznym skrócie, jak na 677 stron książki (licząc bez przypisów, indeksów i załączonego na końcu zbioru fotografii).

Harry St. John Philby (1885-1960) przez całe życie pozostawał krnąbrnym i nieposłusznym przedstawicielem brytyjskiego establishmentu. Absolwent uniwersytetu w Cambridge, poliglota, pracę dla rządu JKM rozpoczął w Indiach, następnie kontynuował na Bliskim Wschodzie. W urzędniczej karierze pomogła mu bliska, osobista znajomość ze starszą, wpływową damą. Poznajemy hierarchię i organizację służb kolonialnych Imperium Brytyjskiego. H. St. Philby zaprzyjaźnił się też prywatnie z Ibn Saudem, przyszłym królem Arabii Saudyjskiej. Wspierał jego polityczną i ekonomiczną działalność, nieraz wbrew intencjom, a nawet rozkazom rządu brytyjskiego, które kontestował. W 1930 r. dokonał konwersji na islam, przyjmując imię Abdullach. Był ojcem pięciorga dzieci, w tym dwóch synów z arabską żoną (przyrodnich braci Kima). W tle jego biografii mamy pierwszą wojnę światową na Bliskim Wschodzie, następujący po niej rozpad Imperium Osmańskiego oraz zagospodarowanie przez Wielką Brytanię i Francję terenów byłych tureckich podbojów. Czytamy o skomplikowanych relacjach wewnątrzarabskich, także o początkach zorganizowanej emigracji Żydów do Palestyny. Poznajemy szczegóły rywalizacji koncernów naftowych brytyjskich i amerykańskich, przy czym Philby senior stał się aktywnym rzecznikiem tych drugich, świadomie osłabiając potencjał ekonomiczny swojego państwa.

Harold Adrian Russel „Kim” Philby (1912-1988) już w szkole średniej oraz na uniwersytecie w Cambridge wyznawał poglądy skrajnie lewicowe. W 1934 r. w wieku 22 lat został zwerbowany przez wywiad radziecki, który potraktował go „perspektywicznie”, wydając mu polecenie zatrudnienia się w tajnych służbach brytyjskich. Owe nieproste zadanie, zważywszy ciągnącą się za nim opinię sympatyka komunizmu, Kim Philby wykonał w roku 1940. Następnie stopniowo awansował w strukturach SIS (MI6), dochodząc do wysokich stanowisk, m.in. zostając w 1944 r. szefem sekcji antyradzieckiej (!). Autor przedstawia kilkuletnie starania Kima o przyjęcie do służby w SIS, a następnie opisuje i szczegółowo analizuje jego działalność na wszystkich etatach (oficjalnych i niejawnych), jakie w latach 1940-1963 tam zajmował. Wskazuje szkody rzeczywiste i przypuszczalne, które dyplomacji oraz zachodnim służbom specjalnym przyniosła równoległa współpraca Kima z wywiadem radzieckim (NKWD, KGB). Czytamy również o współdziałaniu, ale też o wzajemnej nieufności oraz rywalizacji tajnych służb brytyjskich i amerykańskich. W tle mamy wybrane wydarzenia drugiej wojny światowej, następnie zimnej wojny, aż do czasów Gorbaczowa. Pasjonujące są zwłaszcza te fragmenty książki, w których autor pisze o coraz to bardziej narastających podejrzeniach wobec Kima Philby’ego, istnieniu wyraźnych poszlak jego zdradzieckiej działalności (z prawdopodobieństwem bliskim pewności), nienadających się jednakże do skutecznego wykorzystania procesowego. Funkcjonariusze służb brytyjskich (MI5 i MI6) byli przekonani o jego agenturalnej działalności, ale nie mając tzw. twardych dowodów i bojąc się kompromitacji, nie odważyli się tak wysokiego urzędnika, jakim był Kim Philby, aresztować i postawić przed sądem. Nasuwa się tu wyraźna rozbieżność pomiędzy metodyką pracy kontrwywiadów państw demokratycznych i ZSRR. Przecież gdyby w identycznej sytuacji znalazły się służby radzieckie, to podejrzanego delikwenta poddałyby stosownej „obróbce”, a ten już po kilku godzinach wyjawiłby wszystko, co wiedział i czego nie wiedział. Natomiast SIS (MI6) tylko grała z Philby’m, jak pisze autor, w kotka i myszkę, obniżając mu etat i kierując w 1956 r. do Bejrutu w charakterze niejawnego współpracownika (oficjalnie korespondenta prasowego). Stamtąd w 1963 r. uciekł do ZSRR, przy czym A. C. Brown nie wyklucza „przymknięcia na to oka” przez SIS. Następnie autor obszernie informuje o personalnych konsekwencjach owej ucieczki, jakie nastąpiły w służbach brytyjskich i amerykańskich, także o wielkim „rejwachu” w parlamencie i mediach, oraz będącym tego następstwem upadku rządu brytyjskiego. Ostatnie 25 lat życia Kim Philby spędził w Związku Radzieckim, żyjąc tam w warunkach materialnych dostępnych jedynie członkom nomenklatury partyjno-państwowej, będąc wysoko odznaczonym i dobrze nagradzanym doradcą kierownictwa KGB, wykładając, publikując, także utrzymując kontakt korespondencyjny z rodziną.

Przedstawiając i analizując cały życiorys Kima, A. C. Brown nie pomija życia prywatnego – pisze o jego incydentalnym homoseksualizmie w latach szkolnych i studenckich (co jednak nie przełożyło się na taką ostateczną orientację Kima), o wrodzonej wadzie wymowy, następnie o jego życiu rodzinnym, kłopotach materialnych i ich pokonywaniu, czterech kolejnych małżeństwach, pięciokrotnym ojcostwie (z drugą żoną) oraz o postępującym alkoholizmie. Nb. chyba najbardziej atrakcyjną małżonką Kima była ta czwarta - Ruffina, Rosjanka mająca również polskie korzenie, młodsza od niego o 20 lat, którą poznał i poślubił w 1970 r., mieszkając już w ZSRR (w książce znajdujemy jej dwie fotografie).

Reasumując, polecam tę niezwykle interesującą lekturę – z zastrzeżeniem jak na wstępie, iż nie jest to sensacyjne czytadło. Oprócz dokładnego poznania życiorysów tytułowych bohaterów wejdziemy za kulisy brytyjskiej i amerykańskiej polityki w XX wieku. O Kimie Philby’m większość pasjonatów historii już wcześniej słyszała i sporo wiedziała, choć na pewno nie aż w takich szczegółach, jak to przedstawił A. C. Brown. Ale o niezwykle urozmaiconym życiu oraz o budzącej wiele kontrowersji działalności jego taty, Philby’ego seniora, czy też Państwo wiecie? Kto wie, proszę: ręka do góry! Lasu podniesionych rąk nie widzę. Ja również swojej bym nie podniósł przed przeczytaniem tej książki. Poloniców w niej prawie nie ma. Na str. 618 autor daje do zrozumienia, aby śmierci generała Władysława Sikorskiego w katastrofie gibraltarskiej w lipcu 1943 r. nie łączyć z agenturalną działalnością Kima Philby’ego. Cytuję: Kiedy badano wrak samolotu, stwierdzono, że maszyna spadła w wyniku zwykłego wypadku powietrznego: brytyjski mechanik z Gibraltaru zostawił w samolocie chlebak, w którym miał suchy prowiant; kiedy samolot startował, chlebak przesunął się do tyłu i uszkodził stery. Wprowadzenie powyższego cytatu nie oznacza, iż przyznaję autorowi rację.

PS. O Kimie Philby’m już pisałem na blogu, omawiając książkę Jurija Modina pt. „Moja Piątka z Cambridge” (dostęp poprzez katalog autorski alfabetyczny albo katalog tematyczny 5). Osobom zainteresowanym owym szpiegiem polecam również wspomnienia jego czwartej żony, Rufiny Philby, pt. „Prywatne życie Kima Philby’ego. Moskiewskie lata” (Wydawnictwo Dolnośląskie, Wrocław 2000). Jej opisu proszę jednak tu nie szukać - książkę przeczytałem w latach, gdy jeszcze nie miałem czasu bawić się w zamieszczanie amatorskich recenzji w Internecie.

piątek, 10 lipca 2026

„Polacy. Opowieści niepoprawne politycznie VII”. Autor: Piotr Zychowicz

 

Piotr Zychowicz „Polacy. Opowieści niepoprawne politycznie VII”

Dom Wydawniczy REBIS Sp. z o.o., Poznań 2026

Poprzednie (I-VI) „opowieści niepoprawne politycznie” są już tu na blogu skomentowane, a oprócz nich także prawie wszystkie pozostałe książki pana Piotra Zychowicza, jako że jest on moim ulubionym autorem. Proszę tego jednakże nie odbierać jako wielkiego hołdu pod jego adresem. Miewałem bowiem również trochę istotnych zastrzeżeń odnośnie przedstawianych przez niego argumentów polityczno-historycznych, co łatwo stwierdzić odszukując omówienia wcześniejszych publikacji książkowych Pana Piotra (najlepiej poprzez katalog autorski alfabetyczny). Generalnie jednak całkowicie zgadzam się z opinią autora, że w historiografii powinna dominować obiektywna prawda, a tzw. polityka historyczna to najczęściej tylko inteligentnie spreparowany, propagandowy zlepek półprawd, przemilczeń, przeinaczeń, niekiedy też zwykłych kłamstw. Z autorem łączy mnie również wielka sympatia do osoby i twórczości śp. profesora Pawła Wieczorkiewicza (1948-2009), którego wszystkie książki stoją na półkach mojej biblioteki domowej. Oczywiście przeczytane, niektóre nawet więcej niż raz.

Wygląda na to, iż dziś tu omawiana publikacja pana Piotra Zychowicza staje się hitem czytelniczym lata 2026! Zważywszy na okoliczność, że zapowiada się ono gorące (wysokie temperatury mają wkrótce powrócić), niektórzy czytelnicy, ci mniej „zaawansowani” w wiedzy historycznej, mogą podczas lektury odnosić wrażenie, że to upał miesza im w głowach. Będą przecież czytać o wydarzeniach na ogół powszechnie znanych – o naszych dziejach wałkowanych na lekcjach historii oraz utrwalonych w literaturze pięknej, szkolnej lekturze obowiązkowej i uzupełniającej. Aż tu nagle dowiedzą się o faktach całkowicie tam przemilczanych, czasami jedynie napomykanych w jakimś jednozdaniowym akapicie czy przypisie. Informacje o nich autor wydobywa w trakcie rozmów ze znanymi, polskimi i zagranicznymi profesorami oraz świadkami i uczestnikami wydarzeń historycznych – wywiady z nimi stanowią treść części rozdziałów książki. Pozostałe rozdziały to już natomiast własne publikacje Pana Piotra – niektóre wcześniej zamieszczone w periodykach historycznych, a teraz rozszerzone, niektóre zaś mające w tej książce swoją premierę. Chyba najbardziej „obrazoburczymi” tematami będą poniższe ustalenia autora i jego rozmówców.

§  Stalin latem 1944 r. bynajmniej nie wydał swojemu wojsku rozkazu stop, byle tylko nie wspomóc powstania warszawskiego. To Wehrmacht wówczas wygrał szereg bitew z Armią Czerwoną, w tym na przełomie lipca i sierpnia wielką bitwę pancerną pod Warszawą. Udaremniony został w ten sposób faktyczny rozkaz Stalina zdobycia naszej stolicy i uchwycenia przyczółków po lewej stronie Wisły. Następnie, po wkroczeniu wojsk NKWD do Warszawy, administracja cywilna oraz zwycięscy powstańcy - żołnierze Armii Krajowej podzieliliby tragiczny los swoich kolegów współdziałających z Armią Czerwoną w wyzwalaniu polskich miast na wschodzie.

§  Geneza utworzenia oraz szlak bojowy Brygady Świętokrzyskiej NSZ, która w ścisłej współpracy z Wehrmachtem dyslokowała się w 1945 r. na zachód, w tym transportem kolejowym III Rzeszy. Przewodnikami byli niemieccy oficerowie łącznikowi, m.in. zabezpieczający brygadzie pomoc logistyczną. Czytamy też o zrealizowanych i niezrealizowanych (z powodu końca wojny) zakresach współdziałania w walce z Armią Czerwoną. Natomiast jedynym kombatanckim udziałem brygady w wojnie po stronie aliantów stało się wyzwolenie przez nią dnia 5 maja 1945 r. niemieckiego obozu koncentracyjnego dla kobiet w Holiszowie. Cyt., str. 87: Wbrew późniejszym opowieściom wielkiej walki z Niemcami tam nie było. Bo esesmanów w tym obozie zostało niewielu.

§  Osławiona w latach PRL bitwa pod Lenino (12, 13 października 1943 r.) faktycznie zakończyła się klęską dywizji kościuszkowskiej gen. Berlinga, przy czym kilkuset jej żołnierzy zdezerterowało na stronę niemiecką.

§  Polacy w armii Hitlera (tytuł części III tej książki). Wg jednego z profesorskich rozmówców autora było ich ponad pół miliona (str. 163), wg zaś innego - minimum 638 tysięcy (str. 190). W rozdziałach tej części książki omówione są wszystkie okoliczności powoływania Polaków do Wehrmachtu i niekiedy do Waffen SS, następnie ich zachowanie na frontach wschodnim i zachodnim. Autor m.in. przywołuje wspomnienia Joachima Cerafickiego, którego książkę pt. „Wasserpolacken. Relacja Polaka w służbie Wehrmachtu” miałem przyjemność omówić na tym blogu (zob. katalog autorski alfabetyczny albo katalog tematyczny 2). W zakończeniu pozwoliłem sobie zamieścić tam również adekwatny dowcip z epoki PRL.😊

§  W rozdziałach części VI autor i jego angielscy rozmówcy (poza jednym) wyrażają pogląd, iż to bynajmniej nie spór III Rzeszy i II RP o Gdańsk oraz o „korytarz przez korytarz”, ani nie odwieczny konflikt polsko-niemiecki, były rzeczywistymi przyczynami wybuchu II wojny światowej. Rozmówcy zżymają się z powodu naiwności i łatwowierności przywódców II RP, którzy nie uwzględnili ówczesnych imponderabiliów brytyjskiej racji stanu oraz faktycznych możliwości ofensywnych sił zbrojnych Wielkiej Brytanii i Francji. Czytamy również o niezrealizowanym scenariuszu uderzenia Francji i Wielkiej Brytanii na ZSRR w pierwszym kwartale 1940 r.

Oprócz powyższych autor porusza też inne, bulwersujące zagadnienia z dalszej oraz najnowszej historii Polski (w tym także przyczyny oraz przebieg cywilnych katastrof lotniczych i morskich). Przedstawia wkład Rzeczypospolitej😠 w ustanowienie dnia 7 listopada narodowym świętem Rosji. W ślad za Romanem Dmowskim i Józefem Piłsudskim (str. 445) szanuje oraz docenia pragmatyzm Aleksandra Wielopolskiego. Rozmawia z kombatantami Armii Krajowej (w tym uczestnikami powstania warszawskiego) oraz Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie. Z tymi drugimi o ich powojennych losach żołnierskich w już niepolskich mundurach (rozmowy te zostały przeprowadzone wiele lat wcześniej, za ich życia). Minister Radosław Sikorski opowiada mu o swojej misji korespondenta wojennego w Afganistanie i Angoli w latach 1986-1989. Następnie autor puszcza wodze fantazji historii realnie alternatywnej. Potępia upór króla Zygmunta III Wazy, przez który Rzeczpospolita straciła szansę stać się światowym supermocarstwem. Osadza Wielkiego Księcia Konstantego na tronach króla Polski i cara Rosji. Doprowadza do sojuszu II RP z III Rzeszą, co owocuje wspólną, zwycięską defiladą ich wojsk w zdobytej Moskwie. Przedstawia ponury obraz PRL, zniszczonej bronią jądrową po wybuchu III wojny światowej. W książce znajdujemy także dwa zestawy dobrej jakości fotografii, tematycznie odnoszących się do treści. A na ostatniej stronie okładki Pan Piotr awizuje kontynuację polskiego segmentu opowieści niepoprawnych politycznie, autoryzując to umieszczeniem obok swojej fotografii. Trzymamy za słowo!

PS.1. Na dowód uważnej lektury wskazuję oczywisty błąd edytorski na str. 373 w moim egzemplarzu książki. W wierszu 4 od góry wyrazy „pierwszych dwóch miesiącach września” należy zastąpić wyrazami „pierwszych dwóch tygodniach września”.

PS.2. Osobom zainteresowanym relacjami z naszym zachodnim sąsiadem w przededniu II wojny światowej proponuję również lekturę książki autorstwa prof. Stanisława Żerko pt. „Stosunki polsko-niemieckie 1938-1939”, już tu omówionej (zob. katalog autorski alfabetyczny albo katalog tematyczny 1). W końcowej części zawarłem tam garść własnych przypuszczeń, jak mogłoby wyglądać współdziałanie armii polskiej i niemieckiej, wspólnie uderzających na ZSRR (hipotezę takiego sojuszu wysuwa m.in. pan Piotr Zychowicz).

czwartek, 2 lipca 2026

"Dziesiąta Aleja". Autor: Mario Puzo

 

Za dwa dni, wg czasu polskiego, nastąpi 250. rocznica ogłoszenia Deklaracji Niepodległości Stanów Zjednoczonych Ameryki (stąd coroczne święto Independence Day 4 lipca). Rok temu miałem tu przyjemność omówić „Historię Stanów Zjednoczonych Ameryki 1607-2024. Od osady do mocarstwa”, autorstwa znanego amerykanisty, profesora Zbigniewa Lewickiego (opis do odszukania poprzez katalog autorski alfabetyczny albo katalog tematyczny 9). Wypada, aby także i dziś znalazło się tu coś amerykańskiego – oczywiście wraz z okolicznościowymi życzeniami Wszystkiego Najlepszego, które niniejszym składam moim Amerykańskim Czytelniczkom i Czytelnikom, liczebnie pierwszej (w gronie czytelników zagranicznych) grupie osób zainteresowanych tą stroną internetową.

Mario Puzo „Dziesiąta Aleja”

Wydawnictwo Albatros Sp. z o.o., Warszawa 2023

Proszę się nie zasugerować nazwiskiem autora „Ojca Chrzestnego”, „Omerty”, „Ostatniego Dona” itd., i nie spodziewać się pod powyższym tytułem jego kolejnej powieści „mafijnej”. Aczkolwiek wątek przestępczości zorganizowanej, polegającej na wymuszaniu haraczy od drobnych przedsiębiorców (piekarzy), też się w „Dziesiątej Alei” na chwilę pojawia. Przede wszystkim jednak czytamy powieść obyczajową i psychologiczną, osadzoną w historycznych realiach egzystencji nowojorskiej diaspory włoskiej, zamieszkującej czynszowe kamienice w tytułowej Dziesiątej Alei, w bezpośrednim sąsiedztwie kolejowej infrastruktury technicznej i magazynowej. Akcja rozpoczyna się w roku 1928, kończy zaś w latach drugiej wojny światowej. Obserwujemy losy kilku - kilkunastu rodzin włoskich imigrantów, pochodzenia najczęściej chłopskiego, którzy po to wyrwali się z biedy, ciężkiej pracy na roli i braku życiowych perspektyw w ojczystej Italii, aby za Atlantykiem również podjąć wyczerpującą walkę o byt, ale już w innych warunkach i z nadzieją na sukces materialny oraz osiągnięcie wyższej pozycji życiowej. Trzeba przyznać, iż nadzieje takie nieraz się spełniały. Życie jednak ich nie rozpieszczało. Niewykształceni, nieznający angielskiego, często niepiśmienni, imali się ciężkich prac fizycznych niewymagających kwalifikacji. W razie choroby mogli jedynie liczyć na darmową i byle jaką, tylko w zakresie podstawowym, pomoc medyczną. Niektórzy nie wytrzymywali nieznanego dotąd tempa i sposobu życia, popadali w alkoholizm (utrzymujący się mimo formalnie obowiązującej do 1933 r. prohibicji). Dał się im też we znaki wielki kryzys ekonomiczny lat 1929-1933 – objęły ich redukcje zatrudnienia, potracili życiowe oszczędności w upadłych bankach, pobankrutowali również drobni przedsiębiorcy. Odbiło się to na ich, zazwyczaj wielodzietnych, włoskich rodzinach, którym głód i chłód zaczęły zaglądać do oczu. Żyjący w zwartych skupiskach imigranci długo starali się zachowywać ojczyste obyczaje, kultywować tradycję włoskiego modelu wiejskiej, katolickiej rodziny – trudne jednak do pogodzenia z nowojorską wielokulturowością i otwartością na różne religie, prądy umysłowe etc. (najbliżej im było do katolickich środowisk polskich oraz irlandzkich). Dzieci imigrantów „amerykanizowały się” już w znacznie większym stopniu, czego pierwszym przejawem stawał się brak zrozumienia dla mentalności rodziców oraz sprzeciw wobec prowadzonego trybu życia. Po latach „chudych” nadeszły wreszcie lata „tłuste”, determinowane najpierw przez rooseveltowski New Deal, a następnie przez wojenny boom gospodarczy. Amerykański przemysł na skalę masową wsparł logistykę armii własnej oraz państw Koalicji, o bezrobociu w USA nie mogło być już wtedy mowy. Ceną, jaką zapłacili młodzi Amerykanie (także włoscy imigranci) była śmierć żołnierzy z poboru na frontach drugiej wojny światowej.

Tyle, jeśli chodzi o ogólne, ważne, historyczno-społeczne tło powieści. Jej bohaterami są członkowie rodziny Angeluzzi-Corbo, z dominującą postacią Lucii Santy, lat ok. 38 w pierwszym rozdziale książki. Posiadającą dzieci z dwóch małżeństw (po troje z każdego). W wieku siedemnastu lat Lucia Santa, poślubiona formalnie w Italii per procura włoskiemu imigrantowi w Ameryce, prostemu nowojorskiemu robotnikowi portowemu, popłynęła do niego przez Atlantyk. Urodziła mu troje dzieci, z których trzecie okazało się tzw. pogrobowcem, tzn. przyszło na świat pół roku po śmierci ojca, ofiary wypadku podczas rozładunku towarów w porcie. Będąc dość atrakcyjną kobietą, wkrótce znalazła sobie drugiego męża, również niepiśmiennego włoskiego imigranta, z którym doczekała się kolejnej trójki potomstwa. Nie chcąc streszczać książki, nie zamierzam pisać o jej drugim małżeństwie, wyjawię tylko, iż było ono bardzo (choć nietypowo) nieudane. W końcu doszło do tego, iż niewykształcona, prosta Lucia Santa dźwigała na swych kobiecych barkach ciężar utrzymania całej rodziny, w tym sześciorga dzieci (czterech synów i dwóch córek). I dała radę! Oprócz wykonywania prac domowych (gotowanie, pranie, sprzątanie, ogrzewanie etc.) spadł na nią obowiązek wyżywienia, ubrania i wychowania tej gromadki dzieci. Małżonek włączał się w to dorywczo i tylko do czasu. Starsze dzieci trochę jej pomagały, poszły do pracy rezygnując z kontynuacji nauki w szkole ponadpodstawowej. Opieka społeczna też co nieco dołożyła. Kobiecie było ciężko – do problemów z mężem doszła choroba płuc córki, potem własny artretyzm, później tragiczna śmierć jednego z synów.

Na podkreślenie zasługuje tło psychologiczno-charakterologiczne bohaterów książki, ze szczególnym uwzględnieniem właśnie osoby Lucii Santy. To bardzo energiczna ekstrawertyczka, walcząca „zębami, pazurami” o utrzymanie domu i dobrostan rodziny. Twardą ręką trzymająca często niegrzeczne i psotne dzieci, wymuszająca ich posłuszeństwo pasem lub wałkiem do ciasta. Dużo pomaga jej starsza córka, choć ta oddala się od włoskiej tradycji, wychodząc za mąż nie za rodaka, czy chociażby katolickiego Polaka albo Irlandczyka, lecz za Żyda. Synowie też, w miarę dorastania, doceniają poświęcenie matki i niosą jej pomoc materialną. Owe dzieci Lucii Santy prowadzą, w kolejnych latach akcji powieści, również swoje własne, pozadomowe życie, szczegółowo i bardzo interesująco przez autora ukazane i skomentowane – z uwzględnieniem ich dojrzewających charakterów, zdolności umysłowych i fizycznych, punktów widzenia oraz osobistych motywacji. Książka kończy się happy endem – rodzina, której nadal przewodzi Lucia Santa Angeluzzi-Corbo, przeprowadza się z lokalu w kamienicy czynszowej w Dziesiątej Alei do nowego domu w ekskluzywnym Long Island. Głównej bohaterce, jadącej samochodem do nowego miejsca zamieszkania, towarzyszą liczne refleksje i wspomnienia, bardziej chyba jednak wzruszające czytelnika (to z autopsji!) niż tę twardą kobietę.

PS. Bywa że bohaterowie książki używają w rozmowach wtrętów włoskich (wyrazów lub całych zwrotów), niestety nieprzetłumaczonych na polski. Znaczenia niektórych można się domyślić z samego ich brzmienia, innych z kontekstów dialogów, zdarzają się jednak i takie, których nie sposób prawidłowo rozszyfrować. Szkoda, iż wydawca nie zadbał o ich objaśnienie.

czwartek, 25 czerwca 2026

„Historia, której nie było”. Autorka: Agnieszka Jankowiak-Maik

 

Agnieszka Jankowiak-Maik „Historia, której nie było”

Wydawnictwo Otwarte sp. z o.o., Kraków 2022

Pani „psorka od historii” napisała niezwykle interesującą książkę, skierowaną do ambitnych pasjonatów przedmiotu, którego naucza w poznańskim liceum. Na warsztat wzięła pokutujące w świadomości publicznej mity, stereotypy, półprawdy i uproszczenia – na początku każdego z dziesięciu rozdziałów przypominając je, a następnie rozprawiając się z nimi. Większość z nich dotyczy historii Polski. Dzięki lekturze czytelnik dowiaduje się, jak się faktycznie przedstawiały te zaistniałe w przeszłości wydarzenia, oraz ile prawdy (i czy w ogóle) jest w odwiecznych, z pokolenia na pokolenie, przekazach społecznych. Autorka oparła swe argumenty na konkretnych faktach, przywołała także opinie uznanych, akademickich badaczy dziejów. Poruszyła nw. zagadnienia.

1.     Chrzest Mieszka I (966 r.) a chrzty mieszkańców jego ziem. Początkowa słabość infrastruktury organizacyjnej Kościoła. Dość długie utrzymywanie się wierzeń pogańskich.

2.     Peryferyjne znaczenie bitwy pod Cedynią (972 r.) i czy rzeczywiście rozegrała się ona pod Cedynią. Fikcyjność bitwy na Psim Polu pod Wrocławiem, gdzie w 1109 r. woje Bolesława Krzywoustego mieli pokonać najeźdźcze wojska króla (wkrótce cesarza) Henryka V.

3.     Potomkinie i potomkowie króla Kazimierza III Wielkiego (1310-1370) z prawego i nieprawego łoża, ich pogmatwane losy. Okoliczności, w których omal nie doszło do przedłużenia linii Piastów na polskim tronie – w osobie księcia Kaźka Słupskiego, wnuka Kazimierza Wielkiego.

4.     Postacie trzech królowych Polski: Jadwigi Andegaweńskiej (1373-1399), Bony Sforzy (1494-1557) i Anny Jagiellonki (1523-1596). Ich znaczenie dynastyczne oraz osobisty wpływ na zagraniczną i wewnętrzną politykę państwa.

5.     Pośmiertne symbole – „życie po życiu” biskupa św. Stanisława (1030-1079), straconego na rozkaz króla Bolesława Śmiałego (1042-1082), Juliana Ordona (1810-1877) - obrońcy warszawskiej reduty w 1831 r., oraz „Janka Wiśniewskiego”, a faktycznie Zbigniewa Godlewskiego (1952-1970), młodego pracownika Stoczni Gdańskiej (nb. syna oficera ludowego WP), śmiertelnej ofiary wydarzeń grudniowych 1970 r.

6.     Ważne daty w listopadzie 1918 r., z których dzień 11 listopada wybrano na Święto Niepodległości – co jednak następowało stopniowo, a ostatecznie (na mocy ustawy sejmowej) dopiero w 1937 r.

7.     Zwycięska walka kobiet o otrzymanie praw wyborczych w odrodzonej w 1918 r. Polsce. Rzekome argumenty „parasolkowe” i faktyczne merytoryczne. Dyskusja delegacji pań z Naczelnikiem Państwa. Obrady Zjazdu Kobiet w grudniu 1918 r.

8.     Sierpniowy „cud nad Wisłą” w roku 1920. Politycznym oponentom Józefa Piłsudskiego trudno było go uznać za sprawcę zwycięstwa w bitwie warszawskiej, a zatem przypisano je, jakże by inaczej, Matce Boskiej. W rozdziale tym autorka przedstawia rzeczywiste okoliczności polskiej wygranej. Podkreśla również, w ślad za lordem D’Abernonem, wielkie znaczenie owej bitwy dla historii Europy.

9.     Zarys historii polskiego antysemityzmu, w tym pogromów antyżydowskich. Bzdurne ich teologiczne i kryminalne, propagandowe uzasadnianie na przestrzeni wieków, m.in. przez ks. Piotra Skargę (1536-1612).

10.  Opinia premiera Winstona Churchilla (1874-1965) o lotnikach, zwycięzcach w bitwie o Anglię w 1940 r., oraz o Polsce i Polakach.

Pani Agnieszka Jankowiak-Maik, podkreślając we wstępie do książki jej poznawczo-edukacyjny charakter, napisała, że może ona również zaskoczyć osoby już dobrze znające historię. Przyznaję, iż początkowo, rzuciwszy okiem na spis treści (str. 7-9), wskazujący tematykę opracowania, lekko się uśmiechnąłem. Byłem przekonany, że raczej się już jedynie utwierdzę w posiadanej wiedzy, ew. może poczytam o jakichś innych, nowych punktach widzenia. Nie doceniłem autorki, a więc chapeau bas, Pani Agnieszko. Dzięki rozdziałowi V poznałem popowstaniowe losy Juliana Ordona, a dzięki rozdziałowi IX wielowiekowy polski (i nie tylko polski) złowrogi fenomen wiary w (cyt.) „wampirycznych Żydów”. Dość ogólnie obydwa te zagadnienia nie były mi wcześniej obce, jednakowoż nie znane aż w takich licznych i frapujących szczegółach, jak przeczytałem o nich w książce. Także o aktywnej, osobistej działalności politycznej królowych Jadwigi Andegaweńskiej i Anny Jagiellonki dowiedziałem się więcej dopiero z rozdziału IV. Reasumując, polecam Państwu tę interesującą lekturę, napisaną przystępnie i będącą w sam raz na właśnie rozpoczynające się letnie, urlopowo-wakacyjne dni.

czwartek, 18 czerwca 2026

„Pogrom 1905”. „Pogrom 1906”. „Pogrom 1907”. Autor: Wacław Holewiński

 

Wacław Holewiński „Pogrom 1905”. Zysk i S-ka Wydawnictwo, Poznań 2018

Wacław Holewiński „Pogrom 1906”. Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 2019

Wacław Holewiński „Pogrom 1907”. Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 2020

Czytamy trzytomową powieść historyczną opartą na faktach. Oprócz fikcyjnych występują w niej postacie rzeczywiste, a wśród nich także osoby trwale zapisane w historii. W zakończeniu trylogii autor informuje, iż poświęca ją tym, o których (cyt.) Polska o większości z nich zapomniała, a my nie mamy prawa. Dalej zamieszcza Listę straconych na stokach Cytadeli Warszawskiej w okresie 1904-1909, liczącą 181 nazwisk bojowców Polskiej Partii Socjalistycznej.

Przebywamy w Królestwie Kongresowym w tytułowych latach 1905-1907, przede wszystkim w Warszawie, której otrzymujemy dokładną charakterystykę, uwzględniającą zamieszkującą ją ówcześnie ludność oraz zabudowę i topografię miasta. Proponuję mieć plan Warszawy pod ręką, albowiem oprócz historycznych autor podaje w przypisach także obecne nazwy ulic, informuje również o aktualnych adresach kamienic, jeśli te wspomniane w powieści do dziś się zachowały. Miasto ma dwa skrajnie różne oblicza. Oprócz zamożności części mieszkańców, różnorodności imprez rozrywkowych i kulturalnych, luksusowych domów i lokali mieszkalnych, pałaców i pałacyków, drogich restauracji i kawiarń, istnieją w nim wielka bieda, ciasnota i fatalny stan sanitarny mieszkań w dzielnicach robotniczych, bezrobocie, głód, prostytucja, złodziejstwo, zorganizowany świat przestępczy, alkoholowe spelunki. Nad wszystkim usiłuje zapanować i wewnętrznie rozgrywać rosyjska administracja cywilna, policyjna i wojskowa, równolegle bezczelnie czerpiąc zyski z korupcji. Wysocy jej notable poruszają się z eskortą, nie zawsze potrafiącą ich ochronić. Padają od kul i bomb miotanych przez bojowców PPS. Ofiarami zbrojnych zamachów stają się również niższej rangi policjanci i żołnierze (także polskiego pochodzenia), rozszyfrowani agenci donosiciele, a nawet przypadkowi cywilni mieszkańcy, jeśli mieli pecha znaleźć się w niewłaściwym miejscu i czasie. Jakby tego było mało, bywa, iż polscy robotnicy strzelają do siebie nawzajem, albowiem ci zrzeszeni w endeckim Narodowym Związku Robotniczym przeciwstawiają się polityce zbrojnej przemocy, stosowanej przez patriotycznych polskich socjalistów (PPS) i internacjonalistycznych socjaldemokratów (SDKPiL). Po mieście przemieszczają się uzbrojone patrole kozackie i czerkieskie, mające prawo legitymować przechodniów, żądając od nich wszelkich wyjaśnień wyłącznie po rosyjsku. Na zewnątrz Warszawa jest już zresztą półrosyjska – wszystkie publiczne nazwy, napisy obowiązkowo muszą być w niej dwujęzyczne. Także nauczanie publiczne jest rosyjskojęzyczne, polski język wykładowy dopuszcza się jedynie w szkołach prywatnych.

Tyle o tle historycznym powieści. Jej bohaterami są Polacy, Żydzi i Rosjanie, osoby zarówno przyzwoite, jak i całkowite szwarccharaktery. Jak na dobrą literaturę beletrystyczną przystało, postacie te są ukazane bardzo realistycznie. W zależności od sytuacji radują się lub martwią, obżerają lub głodują, gonią lub uciekają, politykują, strzelają, zabijają i ranią, giną, cierpią z otrzymanych ran, chorują, marzną, kochają, uprawiają seks itd. Na kartach trylogii pojawiają się m.in.:

Ø  bojownicy i bojowniczki PPS, organizujący i wykonujący zamachy (w tym kilka nieudanych, ale z ofiarami wśród zamachowców i osób postronnych),

Ø  sympatyczni warszawscy lekarze, leczący również nieodpłatnie,

Ø  społeczni działacze filantropijni, starający się nieść pomoc ludziom ubogim, w tym rodzinom osób aresztowanych,

Ø  różnych rang żandarmi, policjanci kryminalni oraz funkcjonariusze carskiej Ochrany, działający brutalnie i podstępnie, prawie wszyscy skorumpowani, ale mający też niemałe osiągnięcia w walce z polskimi rewolucjonistami,

Ø  skutecznie infiltrujący konspirację liczni agenci Ochrany, a wśród nich piękna agentka, inteligentna, przez co bardzo niebezpieczna,

Ø  borykający się z cenzurą warszawscy dziennikarze, potrafiący sprytnie docierać do nieformalnych źródeł informacji,

Ø  polscy i żydowscy gangsterzy warszawskiego półświatka, sutenerzy i alfonsi,

Ø  prostytutki polskie i żydowskie; dziewczyny wykonujące ów zawód „z powołania” lub (znacznie częściej) przymuszone doń sytuacyjnie, także ich energiczna szefowa, burdelmama.

Reasumując, polecam Państwu tę pasjonującą lekturę, dającą opis naszej stolicy w pierwszej dekadzie XX wieku, ze szczególnym uwzględnieniem tytułowych pogromów mieszkańców miasta i polskości w ogóle. Zarazem też przedstawiającą obraz polskiej rewolucji 1905 roku, jakiego nie znajdziemy w szkolnych podręcznikach historii. Każdą z trzech książek urozmaicają ciekawe fotografie, przede wszystkim postaci historycznych, o których w nich mowa, oraz zdjęcia starej Warszawy. Szkoda, że bardzo małego formatu.