poniedziałek, 20 lipca 2026

„H. St. John Philby i Kim Philby. Szpiegowska afera stulecia”. Autor: Anthony Cave Brown

 

Anthony Cave Brown „H. St. John Philby i Kim Philby. Szpiegowska afera stulecia”

Wydawnictwo Philip Wilson, Warszawa 1997

Czytelnik, który sugerując się tytułem książki, sięgnie po nią jak po lekturę sensacyjną, pasjonującą i zapierającą dech w piersiach, niestety się rozczaruje. Autor stworzył szczegółową monografię życia i działalności dwóch Philby’ch – ojca i syna, przedstawiając oraz analizując ich osobowości i czyny, życia prywatnego, w tym rodzinnego i intymnego, nie pomijając. W tekście przywołuje mnóstwo źródeł, skrupulatnie wskazanych w przypisach (zgromadzonych odrębnie dla każdego z 18-tu rozdziałów książki). Czytamy zatem ambitne opracowanie popularnonaukowe, przyswajalne trudniej i wolniej niż np. dzieła Fredericka Forsytha czy Kena Folleta o zbliżonej tematyce. Tym niemniej książka z pewnością zainteresuje pasjonatów historii, a zwłaszcza historii służb specjalnych.

Anthony Cave Brown prowadzi te dwie biografie równolegle. Zaczyna od ojca, jego pochodzenia, wykształcenia, pierwszej pracy zawodowej, narodzin syna i dwóch córek. I właśnie ojciec jest głównym bohaterem pierwszych rozdziałów. Syn pojawia się w nich drugoplanowo, tylko dla opisania dzieciństwa, wczesnej młodości, nauki w elitarnych szkołach etc. W drugiej części książki proporcje już się odwracają – przede wszystkim czytamy o życiu i działalności syna, choć o ojcu autor bynajmniej nie zapomina. Co pewien czas obaj się też spotykają, doskonale się wzajemnie rozumiejąc i wspierając. No to teraz trochę o każdym z nich, oczywiście w telegraficznym skrócie, jak na 677 stron książki (licząc bez przypisów, indeksów i załączonego na końcu zbioru fotografii).

Harry St. John Philby (1885-1960) przez całe życie pozostawał krnąbrnym i nieposłusznym przedstawicielem brytyjskiego establishmentu. Absolwent uniwersytetu w Cambridge, poliglota, pracę dla rządu JKM rozpoczął w Indiach, następnie kontynuował na Bliskim Wschodzie. W urzędniczej karierze pomogła mu bliska, osobista znajomość ze starszą, wpływową damą. Poznajemy hierarchię i organizację służb kolonialnych Imperium Brytyjskiego. H. St. Philby zaprzyjaźnił się też prywatnie z Ibn Saudem, przyszłym królem Arabii Saudyjskiej. Wspierał jego polityczną i ekonomiczną działalność, nieraz wbrew intencjom, a nawet rozkazom rządu brytyjskiego, które kontestował. W 1930 r. dokonał konwersji na islam, przyjmując imię Abdullach. Był ojcem pięciorga dzieci, w tym dwóch synów z arabską żoną (przyrodnich braci Kima). W tle jego biografii mamy pierwszą wojnę światową na Bliskim Wschodzie, następujący po niej rozpad Imperium Osmańskiego oraz zagospodarowanie przez Wielką Brytanię i Francję terenów byłych tureckich podbojów. Czytamy o skomplikowanych relacjach wewnątrzarabskich, także o początkach zorganizowanej emigracji Żydów do Palestyny. Poznajemy szczegóły rywalizacji koncernów naftowych brytyjskich i amerykańskich, przy czym Philby senior stał się aktywnym rzecznikiem tych drugich, świadomie osłabiając potencjał ekonomiczny swojego państwa.

Harold Adrian Russel „Kim” Philby (1912-1988) już w szkole średniej oraz na uniwersytecie w Cambridge wyznawał poglądy skrajnie lewicowe. W 1934 r. w wieku 22 lat został zwerbowany przez wywiad radziecki, który potraktował go „perspektywicznie”, wydając mu polecenie zatrudnienia się w tajnych służbach brytyjskich. Owe nieproste zadanie, zważywszy ciągnącą się za nim opinię sympatyka komunizmu, Kim Philby wykonał w roku 1940. Następnie stopniowo awansował w strukturach SIS (MI6), dochodząc do wysokich stanowisk, m.in. zostając w 1944 r. szefem sekcji antyradzieckiej (!). Autor przedstawia kilkuletnie starania Kima o przyjęcie do służby w SIS, a następnie opisuje i szczegółowo analizuje jego działalność na wszystkich etatach (oficjalnych i niejawnych), jakie w latach 1940-1963 tam zajmował. Wskazuje szkody rzeczywiste i przypuszczalne, które dyplomacji oraz zachodnim służbom specjalnym przyniosła równoległa współpraca Kima z wywiadem radzieckim (NKWD, KGB). Czytamy również o współdziałaniu, ale też o wzajemnej nieufności oraz rywalizacji tajnych służb brytyjskich i amerykańskich. W tle mamy wybrane wydarzenia drugiej wojny światowej, następnie zimnej wojny, aż do czasów Gorbaczowa. Pasjonujące są zwłaszcza te fragmenty książki, w których autor pisze o coraz to bardziej narastających podejrzeniach wobec Kima Philby’ego, istnieniu wyraźnych poszlak jego zdradzieckiej działalności (z prawdopodobieństwem bliskim pewności), nienadających się jednakże do skutecznego wykorzystania procesowego. Funkcjonariusze służb brytyjskich (MI5 i MI6) byli przekonani o jego agenturalnej działalności, ale nie mając tzw. twardych dowodów i bojąc się kompromitacji, nie odważyli się tak wysokiego urzędnika, jakim był Kim Philby, aresztować i postawić przed sądem. Nasuwa się tu wyraźna rozbieżność pomiędzy metodyką pracy kontrwywiadów państw demokratycznych i ZSRR. Przecież gdyby w identycznej sytuacji znalazły się służby radzieckie, to podejrzanego delikwenta poddałyby stosownej „obróbce”, a ten już po kilku godzinach wyjawiłby wszystko, co wiedział i czego nie wiedział. Natomiast SIS (MI6) tylko grała z Philby’m, jak pisze autor, w kotka i myszkę, obniżając mu etat i kierując w 1956 r. do Bejrutu w charakterze niejawnego współpracownika (oficjalnie korespondenta prasowego). Stamtąd w 1963 r. uciekł do ZSRR, przy czym A. C. Brown nie wyklucza „przymknięcia na to oka” przez SIS. Następnie autor obszernie informuje o personalnych konsekwencjach owej ucieczki, jakie nastąpiły w służbach brytyjskich i amerykańskich, także o wielkim „rejwachu” w parlamencie i mediach, oraz będącym tego następstwem upadku rządu brytyjskiego. Ostatnie 25 lat życia Kim Philby spędził w Związku Radzieckim, żyjąc tam w warunkach materialnych dostępnych jedynie członkom nomenklatury partyjno-państwowej, będąc wysoko odznaczonym i dobrze nagradzanym doradcą kierownictwa KGB, wykładając, publikując, także utrzymując kontakt korespondencyjny z rodziną.

Przedstawiając i analizując cały życiorys Kima, A. C. Brown nie pomija życia prywatnego – pisze o jego incydentalnym homoseksualizmie w latach szkolnych i studenckich (co jednak nie przełożyło się na taką ostateczną orientację Kima), o wrodzonej wadzie wymowy, następnie o jego życiu rodzinnym, kłopotach materialnych i ich pokonywaniu, czterech kolejnych małżeństwach, pięciokrotnym ojcostwie (z drugą żoną) oraz o postępującym alkoholizmie. Nb. chyba najbardziej atrakcyjną małżonką Kima była ta czwarta - Ruffina, Rosjanka mająca również polskie korzenie, młodsza od niego o 20 lat, którą poznał i poślubił w 1970 r., mieszkając już w ZSRR (w książce znajdujemy jej dwie fotografie).

Reasumując, polecam tę niezwykle interesującą lekturę – z zastrzeżeniem jak na wstępie, iż nie jest to sensacyjne czytadło. Oprócz dokładnego poznania życiorysów tytułowych bohaterów wejdziemy za kulisy brytyjskiej i amerykańskiej polityki w XX wieku. O Kimie Philby’m większość pasjonatów historii już wcześniej słyszała i sporo wiedziała, choć na pewno nie aż w takich szczegółach, jak to przedstawił A. C. Brown. Ale o niezwykle urozmaiconym życiu oraz o budzącej wiele kontrowersji działalności jego taty, Philby’ego seniora, czy też Państwo wiecie? Kto wie, proszę: ręka do góry! Lasu podniesionych rąk nie widzę. Ja również swojej bym nie podniósł przed przeczytaniem tej książki. Poloniców w niej prawie nie ma. Na str. 618 autor daje do zrozumienia, aby śmierci generała Władysława Sikorskiego w katastrofie gibraltarskiej w lipcu 1943 r. nie łączyć z agenturalną działalnością Kima Philby’ego. Cytuję: Kiedy badano wrak samolotu, stwierdzono, że maszyna spadła w wyniku zwykłego wypadku powietrznego: brytyjski mechanik z Gibraltaru zostawił w samolocie chlebak, w którym miał suchy prowiant; kiedy samolot startował, chlebak przesunął się do tyłu i uszkodził stery. Wprowadzenie powyższego cytatu nie oznacza, iż przyznaję autorowi rację.

PS. O Kimie Philby’m już pisałem na blogu, omawiając książkę Jurija Modina pt. „Moja Piątka z Cambridge” (dostęp poprzez katalog autorski alfabetyczny albo katalog tematyczny 5). Osobom zainteresowanym owym szpiegiem polecam również wspomnienia jego czwartej żony, Rufiny Philby, pt. „Prywatne życie Kima Philby’ego. Moskiewskie lata” (Wydawnictwo Dolnośląskie, Wrocław 2000). Jej opisu proszę jednak tu nie szukać - książkę przeczytałem w latach, gdy jeszcze nie miałem czasu bawić się w zamieszczanie amatorskich recenzji w Internecie.

piątek, 10 lipca 2026

„Polacy. Opowieści niepoprawne politycznie VII”. Autor: Piotr Zychowicz

 

Piotr Zychowicz „Polacy. Opowieści niepoprawne politycznie VII”

Dom Wydawniczy REBIS Sp. z o.o., Poznań 2026

Poprzednie (I-VI) „opowieści niepoprawne politycznie” są już tu na blogu skomentowane, a oprócz nich także prawie wszystkie pozostałe książki pana Piotra Zychowicza, jako że jest on moim ulubionym autorem. Proszę tego jednakże nie odbierać jako wielkiego hołdu pod jego adresem. Miewałem bowiem również trochę istotnych zastrzeżeń odnośnie przedstawianych przez niego argumentów polityczno-historycznych, co łatwo stwierdzić odszukując omówienia wcześniejszych publikacji książkowych Pana Piotra (najlepiej poprzez katalog autorski alfabetyczny). Generalnie jednak całkowicie zgadzam się z opinią autora, że w historiografii powinna dominować obiektywna prawda, a tzw. polityka historyczna to najczęściej tylko inteligentnie spreparowany, propagandowy zlepek półprawd, przemilczeń, przeinaczeń, niekiedy też zwykłych kłamstw. Z autorem łączy mnie również wielka sympatia do osoby i twórczości śp. profesora Pawła Wieczorkiewicza (1948-2009), którego wszystkie książki stoją na półkach mojej biblioteki domowej. Oczywiście przeczytane, niektóre nawet więcej niż raz.

Wygląda na to, iż dziś tu omawiana publikacja pana Piotra Zychowicza staje się hitem czytelniczym lata 2026! Zważywszy na okoliczność, że zapowiada się ono gorące (wysokie temperatury mają wkrótce powrócić), niektórzy czytelnicy, ci mniej „zaawansowani” w wiedzy historycznej, mogą podczas lektury odnosić wrażenie, że to upał miesza im w głowach. Będą przecież czytać o wydarzeniach na ogół powszechnie znanych – o naszych dziejach wałkowanych na lekcjach historii oraz utrwalonych w literaturze pięknej, szkolnej lekturze obowiązkowej i uzupełniającej. Aż tu nagle dowiedzą się o faktach całkowicie tam przemilczanych, czasami jedynie napomykanych w jakimś jednozdaniowym akapicie czy przypisie. Informacje o nich autor wydobywa w trakcie rozmów ze znanymi, polskimi i zagranicznymi profesorami oraz świadkami i uczestnikami wydarzeń historycznych – wywiady z nimi stanowią treść części rozdziałów książki. Pozostałe rozdziały to już natomiast własne publikacje Pana Piotra – niektóre wcześniej zamieszczone w periodykach historycznych, a teraz rozszerzone, niektóre zaś mające w tej książce swoją premierę. Chyba najbardziej „obrazoburczymi” tematami będą poniższe ustalenia autora i jego rozmówców.

§  Stalin latem 1944 r. bynajmniej nie wydał swojemu wojsku rozkazu stop, byle tylko nie wspomóc powstania warszawskiego. To Wehrmacht wówczas wygrał szereg bitew z Armią Czerwoną, w tym na przełomie lipca i sierpnia wielką bitwę pancerną pod Warszawą. Udaremniony został w ten sposób faktyczny rozkaz Stalina zdobycia naszej stolicy i uchwycenia przyczółków po lewej stronie Wisły. Następnie, po wkroczeniu wojsk NKWD do Warszawy, administracja cywilna oraz zwycięscy powstańcy - żołnierze Armii Krajowej podzieliliby tragiczny los swoich kolegów współdziałających z Armią Czerwoną w wyzwalaniu polskich miast na wschodzie.

§  Geneza utworzenia oraz szlak bojowy Brygady Świętokrzyskiej NSZ, która w ścisłej współpracy z Wehrmachtem dyslokowała się w 1945 r. na zachód, w tym transportem kolejowym III Rzeszy. Przewodnikami byli niemieccy oficerowie łącznikowi, m.in. zabezpieczający brygadzie pomoc logistyczną. Czytamy też o zrealizowanych i niezrealizowanych (z powodu końca wojny) zakresach współdziałania w walce z Armią Czerwoną. Natomiast jedynym kombatanckim udziałem brygady w wojnie po stronie aliantów stało się wyzwolenie przez nią dnia 5 maja 1945 r. niemieckiego obozu koncentracyjnego dla kobiet w Holiszowie. Cyt., str. 87: Wbrew późniejszym opowieściom wielkiej walki z Niemcami tam nie było. Bo esesmanów w tym obozie zostało niewielu.

§  Osławiona w latach PRL bitwa pod Lenino (12, 13 października 1943 r.) faktycznie zakończyła się klęską dywizji kościuszkowskiej gen. Berlinga, przy czym kilkuset jej żołnierzy zdezerterowało na stronę niemiecką.

§  Polacy w armii Hitlera (tytuł części III tej książki). Wg jednego z profesorskich rozmówców autora było ich ponad pół miliona (str. 163), wg zaś innego - minimum 638 tysięcy (str. 190). W rozdziałach tej części książki omówione są wszystkie okoliczności powoływania Polaków do Wehrmachtu i niekiedy do Waffen SS, następnie ich zachowanie na frontach wschodnim i zachodnim. Autor m.in. przywołuje wspomnienia Joachima Cerafickiego, którego książkę pt. „Wasserpolacken. Relacja Polaka w służbie Wehrmachtu” miałem przyjemność omówić na tym blogu (zob. katalog autorski alfabetyczny albo katalog tematyczny 2). W zakończeniu pozwoliłem sobie zamieścić tam również adekwatny dowcip z epoki PRL.😊

§  W rozdziałach części VI autor i jego angielscy rozmówcy (poza jednym) wyrażają pogląd, iż to bynajmniej nie spór III Rzeszy i II RP o Gdańsk oraz o „korytarz przez korytarz”, ani nie odwieczny konflikt polsko-niemiecki, były rzeczywistymi przyczynami wybuchu II wojny światowej. Rozmówcy zżymają się z powodu naiwności i łatwowierności przywódców II RP, którzy nie uwzględnili ówczesnych imponderabiliów brytyjskiej racji stanu oraz faktycznych możliwości ofensywnych sił zbrojnych Wielkiej Brytanii i Francji. Czytamy również o niezrealizowanym scenariuszu uderzenia Francji i Wielkiej Brytanii na ZSRR w pierwszym kwartale 1940 r.

Oprócz powyższych autor porusza też inne, bulwersujące zagadnienia z dalszej oraz najnowszej historii Polski (w tym także przyczyny oraz przebieg cywilnych katastrof lotniczych i morskich). Przedstawia wkład Rzeczypospolitej😠 w ustanowienie dnia 7 listopada narodowym świętem Rosji. W ślad za Romanem Dmowskim i Józefem Piłsudskim (str. 445) szanuje oraz docenia pragmatyzm Aleksandra Wielopolskiego. Rozmawia z kombatantami Armii Krajowej (w tym uczestnikami powstania warszawskiego) oraz Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie. Z tymi drugimi o ich powojennych losach żołnierskich w już niepolskich mundurach (rozmowy te zostały przeprowadzone wiele lat wcześniej, za ich życia). Minister Radosław Sikorski opowiada mu o swojej misji korespondenta wojennego w Afganistanie i Angoli w latach 1986-1989. Następnie autor puszcza wodze fantazji historii realnie alternatywnej. Potępia upór króla Zygmunta III Wazy, przez który Rzeczpospolita straciła szansę stać się światowym supermocarstwem. Osadza Wielkiego Księcia Konstantego na tronach króla Polski i cara Rosji. Doprowadza do sojuszu II RP z III Rzeszą, co owocuje wspólną, zwycięską defiladą ich wojsk w zdobytej Moskwie. Przedstawia ponury obraz PRL, zniszczonej bronią jądrową po wybuchu III wojny światowej. W książce znajdujemy także dwa zestawy dobrej jakości fotografii, tematycznie odnoszących się do treści. A na ostatniej stronie okładki Pan Piotr awizuje kontynuację polskiego segmentu opowieści niepoprawnych politycznie, autoryzując to umieszczeniem obok swojej fotografii. Trzymamy za słowo!

PS.1. Na dowód uważnej lektury wskazuję oczywisty błąd edytorski na str. 373 w moim egzemplarzu książki. W wierszu 4 od góry wyrazy „pierwszych dwóch miesiącach września” należy zastąpić wyrazami „pierwszych dwóch tygodniach września”.

PS.2. Osobom zainteresowanym relacjami z naszym zachodnim sąsiadem w przededniu II wojny światowej proponuję również lekturę książki autorstwa prof. Stanisława Żerko pt. „Stosunki polsko-niemieckie 1938-1939”, już tu omówionej (zob. katalog autorski alfabetyczny albo katalog tematyczny 1). W końcowej części zawarłem tam garść własnych przypuszczeń, jak mogłoby wyglądać współdziałanie armii polskiej i niemieckiej, wspólnie uderzających na ZSRR (hipotezę takiego sojuszu wysuwa m.in. pan Piotr Zychowicz).

czwartek, 2 lipca 2026

"Dziesiąta Aleja". Autor: Mario Puzo

 

Za dwa dni, wg czasu polskiego, nastąpi 250. rocznica ogłoszenia Deklaracji Niepodległości Stanów Zjednoczonych Ameryki (stąd coroczne święto Independence Day 4 lipca). Rok temu miałem tu przyjemność omówić „Historię Stanów Zjednoczonych Ameryki 1607-2024. Od osady do mocarstwa”, autorstwa znanego amerykanisty, profesora Zbigniewa Lewickiego (opis do odszukania poprzez katalog autorski alfabetyczny albo katalog tematyczny 9). Wypada, aby także i dziś znalazło się tu coś amerykańskiego – oczywiście wraz z okolicznościowymi życzeniami Wszystkiego Najlepszego, które niniejszym składam moim Amerykańskim Czytelniczkom i Czytelnikom, liczebnie pierwszej (w gronie czytelników zagranicznych) grupie osób zainteresowanych tą stroną internetową.

Mario Puzo „Dziesiąta Aleja”

Wydawnictwo Albatros Sp. z o.o., Warszawa 2023

Proszę się nie zasugerować nazwiskiem autora „Ojca Chrzestnego”, „Omerty”, „Ostatniego Dona” itd., i nie spodziewać się pod powyższym tytułem jego kolejnej powieści „mafijnej”. Aczkolwiek wątek przestępczości zorganizowanej, polegającej na wymuszaniu haraczy od drobnych przedsiębiorców (piekarzy), też się w „Dziesiątej Alei” na chwilę pojawia. Przede wszystkim jednak czytamy powieść obyczajową i psychologiczną, osadzoną w historycznych realiach egzystencji nowojorskiej diaspory włoskiej, zamieszkującej czynszowe kamienice w tytułowej Dziesiątej Alei, w bezpośrednim sąsiedztwie kolejowej infrastruktury technicznej i magazynowej. Akcja rozpoczyna się w roku 1928, kończy zaś w latach drugiej wojny światowej. Obserwujemy losy kilku - kilkunastu rodzin włoskich imigrantów, pochodzenia najczęściej chłopskiego, którzy po to wyrwali się z biedy, ciężkiej pracy na roli i braku życiowych perspektyw w ojczystej Italii, aby za Atlantykiem również podjąć wyczerpującą walkę o byt, ale już w innych warunkach i z nadzieją na sukces materialny oraz osiągnięcie wyższej pozycji życiowej. Trzeba przyznać, iż nadzieje takie nieraz się spełniały. Życie jednak ich nie rozpieszczało. Niewykształceni, nieznający angielskiego, często niepiśmienni, imali się ciężkich prac fizycznych niewymagających kwalifikacji. W razie choroby mogli jedynie liczyć na darmową i byle jaką, tylko w zakresie podstawowym, pomoc medyczną. Niektórzy nie wytrzymywali nieznanego dotąd tempa i sposobu życia, popadali w alkoholizm (utrzymujący się mimo formalnie obowiązującej do 1933 r. prohibicji). Dał się im też we znaki wielki kryzys ekonomiczny lat 1929-1933 – objęły ich redukcje zatrudnienia, potracili życiowe oszczędności w upadłych bankach, pobankrutowali również drobni przedsiębiorcy. Odbiło się to na ich, zazwyczaj wielodzietnych, włoskich rodzinach, którym głód i chłód zaczęły zaglądać do oczu. Żyjący w zwartych skupiskach imigranci długo starali się zachowywać ojczyste obyczaje, kultywować tradycję włoskiego modelu wiejskiej, katolickiej rodziny – trudne jednak do pogodzenia z nowojorską wielokulturowością i otwartością na różne religie, prądy umysłowe etc. (najbliżej im było do katolickich środowisk polskich oraz irlandzkich). Dzieci imigrantów „amerykanizowały się” już w znacznie większym stopniu, czego pierwszym przejawem stawał się brak zrozumienia dla mentalności rodziców oraz sprzeciw wobec prowadzonego trybu życia. Po latach „chudych” nadeszły wreszcie lata „tłuste”, determinowane najpierw przez rooseveltowski New Deal, a następnie przez wojenny boom gospodarczy. Amerykański przemysł na skalę masową wsparł logistykę armii własnej oraz państw Koalicji, o bezrobociu w USA nie mogło być już wtedy mowy. Ceną, jaką zapłacili młodzi Amerykanie (także włoscy imigranci) była śmierć żołnierzy z poboru na frontach drugiej wojny światowej.

Tyle, jeśli chodzi o ogólne, ważne, historyczno-społeczne tło powieści. Jej bohaterami są członkowie rodziny Angeluzzi-Corbo, z dominującą postacią Lucii Santy, lat ok. 38 w pierwszym rozdziale książki. Posiadającą dzieci z dwóch małżeństw (po troje z każdego). W wieku siedemnastu lat Lucia Santa, poślubiona formalnie w Italii per procura włoskiemu imigrantowi w Ameryce, prostemu nowojorskiemu robotnikowi portowemu, popłynęła do niego przez Atlantyk. Urodziła mu troje dzieci, z których trzecie okazało się tzw. pogrobowcem, tzn. przyszło na świat pół roku po śmierci ojca, ofiary wypadku podczas rozładunku towarów w porcie. Będąc dość atrakcyjną kobietą, wkrótce znalazła sobie drugiego męża, również niepiśmiennego włoskiego imigranta, z którym doczekała się kolejnej trójki potomstwa. Nie chcąc streszczać książki, nie zamierzam pisać o jej drugim małżeństwie, wyjawię tylko, iż było ono bardzo (choć nietypowo) nieudane. W końcu doszło do tego, iż niewykształcona, prosta Lucia Santa dźwigała na swych kobiecych barkach ciężar utrzymania całej rodziny, w tym sześciorga dzieci (czterech synów i dwóch córek). I dała radę! Oprócz wykonywania prac domowych (gotowanie, pranie, sprzątanie, ogrzewanie etc.) spadł na nią obowiązek wyżywienia, ubrania i wychowania tej gromadki dzieci. Małżonek włączał się w to dorywczo i tylko do czasu. Starsze dzieci trochę jej pomagały, poszły do pracy rezygnując z kontynuacji nauki w szkole ponadpodstawowej. Opieka społeczna też co nieco dołożyła. Kobiecie było ciężko – do problemów z mężem doszła choroba płuc córki, potem własny artretyzm, później tragiczna śmierć jednego z synów.

Na podkreślenie zasługuje tło psychologiczno-charakterologiczne bohaterów książki, ze szczególnym uwzględnieniem właśnie osoby Lucii Santy. To bardzo energiczna ekstrawertyczka, walcząca „zębami, pazurami” o utrzymanie domu i dobrostan rodziny. Twardą ręką trzymająca często niegrzeczne i psotne dzieci, wymuszająca ich posłuszeństwo pasem lub wałkiem do ciasta. Dużo pomaga jej starsza córka, choć ta oddala się od włoskiej tradycji, wychodząc za mąż nie za rodaka, czy chociażby katolickiego Polaka albo Irlandczyka, lecz za Żyda. Synowie też, w miarę dorastania, doceniają poświęcenie matki i niosą jej pomoc materialną. Owe dzieci Lucii Santy prowadzą, w kolejnych latach akcji powieści, również swoje własne, pozadomowe życie, szczegółowo i bardzo interesująco przez autora ukazane i skomentowane – z uwzględnieniem ich dojrzewających charakterów, zdolności umysłowych i fizycznych, punktów widzenia oraz osobistych motywacji. Książka kończy się happy endem – rodzina, której nadal przewodzi Lucia Santa Angeluzzi-Corbo, przeprowadza się z lokalu w kamienicy czynszowej w Dziesiątej Alei do nowego domu w ekskluzywnym Long Island. Głównej bohaterce, jadącej samochodem do nowego miejsca zamieszkania, towarzyszą liczne refleksje i wspomnienia, bardziej chyba jednak wzruszające czytelnika (to z autopsji!) niż tę twardą kobietę.

PS. Bywa że bohaterowie książki używają w rozmowach wtrętów włoskich (wyrazów lub całych zwrotów), niestety nieprzetłumaczonych na polski. Znaczenia niektórych można się domyślić z samego ich brzmienia, innych z kontekstów dialogów, zdarzają się jednak i takie, których nie sposób prawidłowo rozszyfrować. Szkoda, iż wydawca nie zadbał o ich objaśnienie.

czwartek, 25 czerwca 2026

„Historia, której nie było”. Autorka: Agnieszka Jankowiak-Maik

 

Agnieszka Jankowiak-Maik „Historia, której nie było”

Wydawnictwo Otwarte sp. z o.o., Kraków 2022

Pani „psorka od historii” napisała niezwykle interesującą książkę, skierowaną do ambitnych pasjonatów przedmiotu, którego naucza w poznańskim liceum. Na warsztat wzięła pokutujące w świadomości publicznej mity, stereotypy, półprawdy i uproszczenia – na początku każdego z dziesięciu rozdziałów przypominając je, a następnie rozprawiając się z nimi. Większość z nich dotyczy historii Polski. Dzięki lekturze czytelnik dowiaduje się, jak się faktycznie przedstawiały te zaistniałe w przeszłości wydarzenia, oraz ile prawdy (i czy w ogóle) jest w odwiecznych, z pokolenia na pokolenie, przekazach społecznych. Autorka oparła swe argumenty na konkretnych faktach, przywołała także opinie uznanych, akademickich badaczy dziejów. Poruszyła nw. zagadnienia.

1.     Chrzest Mieszka I (966 r.) a chrzty mieszkańców jego ziem. Początkowa słabość infrastruktury organizacyjnej Kościoła. Dość długie utrzymywanie się wierzeń pogańskich.

2.     Peryferyjne znaczenie bitwy pod Cedynią (972 r.) i czy rzeczywiście rozegrała się ona pod Cedynią. Fikcyjność bitwy na Psim Polu pod Wrocławiem, gdzie w 1109 r. woje Bolesława Krzywoustego mieli pokonać najeźdźcze wojska króla (wkrótce cesarza) Henryka V.

3.     Potomkinie i potomkowie króla Kazimierza III Wielkiego (1310-1370) z prawego i nieprawego łoża, ich pogmatwane losy. Okoliczności, w których omal nie doszło do przedłużenia linii Piastów na polskim tronie – w osobie księcia Kaźka Słupskiego, wnuka Kazimierza Wielkiego.

4.     Postacie trzech królowych Polski: Jadwigi Andegaweńskiej (1373-1399), Bony Sforzy (1494-1557) i Anny Jagiellonki (1523-1596). Ich znaczenie dynastyczne oraz osobisty wpływ na zagraniczną i wewnętrzną politykę państwa.

5.     Pośmiertne symbole – „życie po życiu” biskupa św. Stanisława (1030-1079), straconego na rozkaz króla Bolesława Śmiałego (1042-1082), Juliana Ordona (1810-1877) - obrońcy warszawskiej reduty w 1831 r., oraz „Janka Wiśniewskiego”, a faktycznie Zbigniewa Godlewskiego (1952-1970), młodego pracownika Stoczni Gdańskiej (nb. syna oficera ludowego WP), śmiertelnej ofiary wydarzeń grudniowych 1970 r.

6.     Ważne daty w listopadzie 1918 r., z których dzień 11 listopada wybrano na Święto Niepodległości – co jednak następowało stopniowo, a ostatecznie (na mocy ustawy sejmowej) dopiero w 1937 r.

7.     Zwycięska walka kobiet o otrzymanie praw wyborczych w odrodzonej w 1918 r. Polsce. Rzekome argumenty „parasolkowe” i faktyczne merytoryczne. Dyskusja delegacji pań z Naczelnikiem Państwa. Obrady Zjazdu Kobiet w grudniu 1918 r.

8.     Sierpniowy „cud nad Wisłą” w roku 1920. Politycznym oponentom Józefa Piłsudskiego trudno było go uznać za sprawcę zwycięstwa w bitwie warszawskiej, a zatem przypisano je, jakże by inaczej, Matce Boskiej. W rozdziale tym autorka przedstawia rzeczywiste okoliczności polskiej wygranej. Podkreśla również, w ślad za lordem D’Abernonem, wielkie znaczenie owej bitwy dla historii Europy.

9.     Zarys historii polskiego antysemityzmu, w tym pogromów antyżydowskich. Bzdurne ich teologiczne i kryminalne, propagandowe uzasadnianie na przestrzeni wieków, m.in. przez ks. Piotra Skargę (1536-1612).

10.  Opinia premiera Winstona Churchilla (1874-1965) o lotnikach, zwycięzcach w bitwie o Anglię w 1940 r., oraz o Polsce i Polakach.

Pani Agnieszka Jankowiak-Maik, podkreślając we wstępie do książki jej poznawczo-edukacyjny charakter, napisała, że może ona również zaskoczyć osoby już dobrze znające historię. Przyznaję, iż początkowo, rzuciwszy okiem na spis treści (str. 7-9), wskazujący tematykę opracowania, lekko się uśmiechnąłem. Byłem przekonany, że raczej się już jedynie utwierdzę w posiadanej wiedzy, ew. może poczytam o jakichś innych, nowych punktach widzenia. Nie doceniłem autorki, a więc chapeau bas, Pani Agnieszko. Dzięki rozdziałowi V poznałem popowstaniowe losy Juliana Ordona, a dzięki rozdziałowi IX wielowiekowy polski (i nie tylko polski) złowrogi fenomen wiary w (cyt.) „wampirycznych Żydów”. Dość ogólnie obydwa te zagadnienia nie były mi wcześniej obce, jednakowoż nie znane aż w takich licznych i frapujących szczegółach, jak przeczytałem o nich w książce. Także o aktywnej, osobistej działalności politycznej królowych Jadwigi Andegaweńskiej i Anny Jagiellonki dowiedziałem się więcej dopiero z rozdziału IV. Reasumując, polecam Państwu tę interesującą lekturę, napisaną przystępnie i będącą w sam raz na właśnie rozpoczynające się letnie, urlopowo-wakacyjne dni.

czwartek, 18 czerwca 2026

„Pogrom 1905”. „Pogrom 1906”. „Pogrom 1907”. Autor: Wacław Holewiński

 

Wacław Holewiński „Pogrom 1905”. Zysk i S-ka Wydawnictwo, Poznań 2018

Wacław Holewiński „Pogrom 1906”. Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 2019

Wacław Holewiński „Pogrom 1907”. Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 2020

Czytamy trzytomową powieść historyczną opartą na faktach. Oprócz fikcyjnych występują w niej postacie rzeczywiste, a wśród nich także osoby trwale zapisane w historii. W zakończeniu trylogii autor informuje, iż poświęca ją tym, o których (cyt.) Polska o większości z nich zapomniała, a my nie mamy prawa. Dalej zamieszcza Listę straconych na stokach Cytadeli Warszawskiej w okresie 1904-1909, liczącą 181 nazwisk bojowców Polskiej Partii Socjalistycznej.

Przebywamy w Królestwie Kongresowym w tytułowych latach 1905-1907, przede wszystkim w Warszawie, której otrzymujemy dokładną charakterystykę, uwzględniającą zamieszkującą ją ówcześnie ludność oraz zabudowę i topografię miasta. Proponuję mieć plan Warszawy pod ręką, albowiem oprócz historycznych autor podaje w przypisach także obecne nazwy ulic, informuje również o aktualnych adresach kamienic, jeśli te wspomniane w powieści do dziś się zachowały. Miasto ma dwa skrajnie różne oblicza. Oprócz zamożności części mieszkańców, różnorodności imprez rozrywkowych i kulturalnych, luksusowych domów i lokali mieszkalnych, pałaców i pałacyków, drogich restauracji i kawiarń, istnieją w nim wielka bieda, ciasnota i fatalny stan sanitarny mieszkań w dzielnicach robotniczych, bezrobocie, głód, prostytucja, złodziejstwo, zorganizowany świat przestępczy, alkoholowe spelunki. Nad wszystkim usiłuje zapanować i wewnętrznie rozgrywać rosyjska administracja cywilna, policyjna i wojskowa, równolegle bezczelnie czerpiąc zyski z korupcji. Wysocy jej notable poruszają się z eskortą, nie zawsze potrafiącą ich ochronić. Padają od kul i bomb miotanych przez bojowców PPS. Ofiarami zbrojnych zamachów stają się również niższej rangi policjanci i żołnierze (także polskiego pochodzenia), rozszyfrowani agenci donosiciele, a nawet przypadkowi cywilni mieszkańcy, jeśli mieli pecha znaleźć się w niewłaściwym miejscu i czasie. Jakby tego było mało, bywa, iż polscy robotnicy strzelają do siebie nawzajem, albowiem ci zrzeszeni w endeckim Narodowym Związku Robotniczym przeciwstawiają się polityce zbrojnej przemocy, stosowanej przez patriotycznych polskich socjalistów (PPS) i internacjonalistycznych socjaldemokratów (SDKPiL). Po mieście przemieszczają się uzbrojone patrole kozackie i czerkieskie, mające prawo legitymować przechodniów, żądając od nich wszelkich wyjaśnień wyłącznie po rosyjsku. Na zewnątrz Warszawa jest już zresztą półrosyjska – wszystkie publiczne nazwy, napisy obowiązkowo muszą być w niej dwujęzyczne. Także nauczanie publiczne jest rosyjskojęzyczne, polski język wykładowy dopuszcza się jedynie w szkołach prywatnych.

Tyle o tle historycznym powieści. Jej bohaterami są Polacy, Żydzi i Rosjanie, osoby zarówno przyzwoite, jak i całkowite szwarccharaktery. Jak na dobrą literaturę beletrystyczną przystało, postacie te są ukazane bardzo realistycznie. W zależności od sytuacji radują się lub martwią, obżerają lub głodują, gonią lub uciekają, politykują, strzelają, zabijają i ranią, giną, cierpią z otrzymanych ran, chorują, marzną, kochają, uprawiają seks itd. Na kartach trylogii pojawiają się m.in.:

Ø  bojownicy i bojowniczki PPS, organizujący i wykonujący zamachy (w tym kilka nieudanych, ale z ofiarami wśród zamachowców i osób postronnych),

Ø  sympatyczni warszawscy lekarze, leczący również nieodpłatnie,

Ø  społeczni działacze filantropijni, starający się nieść pomoc ludziom ubogim, w tym rodzinom osób aresztowanych,

Ø  różnych rang żandarmi, policjanci kryminalni oraz funkcjonariusze carskiej Ochrany, działający brutalnie i podstępnie, prawie wszyscy skorumpowani, ale mający też niemałe osiągnięcia w walce z polskimi rewolucjonistami,

Ø  skutecznie infiltrujący konspirację liczni agenci Ochrany, a wśród nich piękna agentka, inteligentna, przez co bardzo niebezpieczna,

Ø  borykający się z cenzurą warszawscy dziennikarze, potrafiący sprytnie docierać do nieformalnych źródeł informacji,

Ø  polscy i żydowscy gangsterzy warszawskiego półświatka, sutenerzy i alfonsi,

Ø  prostytutki polskie i żydowskie; dziewczyny wykonujące ów zawód „z powołania” lub (znacznie częściej) przymuszone doń sytuacyjnie, także ich energiczna szefowa, burdelmama.

Reasumując, polecam Państwu tę pasjonującą lekturę, dającą opis naszej stolicy w pierwszej dekadzie XX wieku, ze szczególnym uwzględnieniem tytułowych pogromów mieszkańców miasta i polskości w ogóle. Zarazem też przedstawiającą obraz polskiej rewolucji 1905 roku, jakiego nie znajdziemy w szkolnych podręcznikach historii. Każdą z trzech książek urozmaicają ciekawe fotografie, przede wszystkim postaci historycznych, o których w nich mowa, oraz zdjęcia starej Warszawy. Szkoda, że bardzo małego formatu.

czwartek, 11 czerwca 2026

„Katarzyna Wielka. Nienasycona żądza życia i władzy”. Autor: Henri Troyat

 

Henri Troyat „Katarzyna Wielka. Nienasycona żądza życia i władzy”

Wydawnictwo AMBER Sp. z o.o., Warszawa 2023

Znany francuski pisarz stworzył interesującą biografię carycy Katarzyny II. Dokładnie przedstawił wydarzenia i towarzyszące im okoliczności, w rezultacie których niemiecka księżniczka Zofia von Anhalt-Zerbst (ur. 1729):

Ø  w 1745 r. została żoną Piotra Romanowa – następcy carskiego tronu, w 1762 r. wstępującego na ów tron jako cesarz (car) Piotr III,

Ø  a po kilku miesiącach w tymże roku 1762, po detronizacji i zgładzeniu małżonka, objęła samodzielne rządy w Rosji jako cesarzowa Katarzyna II, sprawując je aż do śmierci w roku 1796.

Czytając pasjonujący esej biograficzno-historyczny poznajemy:

·       silną osobowość Katarzyny, jej wygląd i stan zdrowia (z wiekiem bardzo zmienne), charakter, dużą erudycję, dość wszechstronne zainteresowania i znajomości,

·       rosyjski szowinizm tej Niemki na carskim tronie, imponujący bilans jej dokonań w polityce wewnętrznej i zagranicznej imperium,

·       obraz Rosji i jej mieszkańców w drugiej połowie XVIII wieku,

·       przepych życia na carskim dworze oraz intrygi, umizgi, romanse i spiski mające tam miejsce,

·       niezmiernie ciekawe charakterystyki osób należących do carskiej rodziny panującej, w tym Piotra III, jego (?) syna Pawła oraz wnuków: Aleksandra, Konstantego i Mikołaja,

·       opinie i plany Katarzyny względem męża (słusznie uznanego za półgłówka), syna (wyraźnie nielubianego) i wnuków, w których była zakochana,

·       relacje Katarzyny II z osobami władców innych mocarstw europejskich,

·       jej bardzo duży temperament erotyczny, utrzymujący się także w wieku 60+; rozumie się samo przez się, iż leciwa władczyni – pomimo znacznej otyłości, braków w uzębieniu itp. – nie narzekała na brak powodzenia u młodych, ambitnych przedstawicieli płci brzydkiej, marzących o błyskawicznej karierze przez jej łóżko,

·       sylwetki kolejnych oficjalnych kochanków Katarzyny, ich pochodzenie, zasady dobierania oraz wynagradzania, czas trwania romansów, sposoby ich kończenia,

·       olbrzymi awans i duży wpływ na politykę Rosji dwóch jej łóżkowych faworytów: Grigorija Potiomkina (młodszego od Katarzyny o 10 lat) i Płatona Zubowa (młodszego od niej o 38 lat),

·       okoliczności nagłej śmierci Katarzyny II; objęcie tronu przez cara Pawła I i odstąpienie od polityki realizowanej przez matkę,

·       wreszcie to, co polskiego czytelnika chyba najbardziej zainteresuje (i zaboli), czyli jak Katarzyna potraktowała zakochanego w niej Stanisława Poniatowskiego (przyszłego króla), oraz w jaki sposób przeprowadziła procedury trzech rozbiorów Rzeczypospolitej; autor przy okazji zwięźle przedstawia charakterystykę naszego ginącego państwa.

Przy tym ostatnim nie sposób nie podkreślić ambiwalentnego podejścia do lektury. Bohaterka książki została przez francuskiego historyka zaprezentowana neutralnie, chwilami nawet pozytywnie. Podkreślił wprowadzenie przez nią Rosji w epokę Oświecenia, zorganizowanie administracji państwa oraz duży rozwój terytorialny imperium. Natomiast pejoratywnej oceny z naszego punktu widzenia nie muszę chyba bliżej uzasadniać – to przecież cesarzowa Katarzyna II była główną sprawczynią usunięcia Pierwszej Rzeczypospolitej z mapy politycznej Europy.

Na str. 21 czytamy, że na dworze petersburskim początkowo rozważano także inną opcję mariażu następcy tronu, a mianowicie ożenienia Piotra z Marianną (Marią Anną), drugą córką naszego króla Augusta III Sasa. Wielka szkoda, że do tego nie doszło. Dziewczyny byłoby dla owego półgłówka szkoda, ale bieg historii na pewno okazałby się wtedy inny. Rzeczpospolita by ocalała, dotrwała do czasów napoleońskich. A i te przedstawiałyby się zupełnie inaczej. Rosja byłaby dużo słabsza, rządziłby nią inny car.

PS. Na zakończenie, na dowód uważnej lektury, pozwolę sobie wnieść następującą erratę: 1) na str. 12 w wierszu 4 od góry rok 1792 należy poprawić na rok 1739; 2) na str. 27 w wierszu 15 od dołu rok 1744 należy poprawić na rok 1741; 3) na str. 422 w wierszu 1 od góry imię Piotr należy zamienić na imię Paweł; 4) na str. 428 w wierszu 6 od góry wyrazy „Panowanie Pawła” należy zamienić na wyrazy „Panowanie Piotra”. Wszystko to jasno wynika z kontekstu, uważny czytelnik nie powinien mieć wątpliwości. Zastrzegam, iż ww. błędy edytorskie zauważyłem w egzemplarzu książki posiadanym przeze mnie.

czwartek, 4 czerwca 2026

„Pokój Ryski. Wspomnienia. Pertraktacje. Tajne układy z Joffem. Listy”. Autor: Jan Dąbski

 

Dziś coś dla koneserów historii!

Jan Dąbski „Pokój Ryski. Wspomnienia. Pertraktacje. Tajne układy z Joffem. Listy”

Wydawca: Graf_ika. Usługi Wydawnicze Iwona Knechta, Warszawa 2014

Wydawca zaprezentował nam reprint książki z roku 1931, napisanej przez Jana Dąbskiego specjalnie na okoliczność dziesiątej rocznicy zawarcia Traktatu Pokoju pomiędzy Polską a Rosją i Ukrainą, podpisanego w Rydze dnia 18 marca 1921 r. Jest to już więc dziś publikacja historyczna w podwójnym znaczeniu tych słów: jako traktująca o historii, ale też historyczna sama przez się („biały kruk”). Na skopiowanej stronie tytułowej wydania z 1931 r. widnieją dodatkowo wyrazy „Z 15 ilustracjami i 1 mapą”. Owe ilustracje to interesujące fotografie przede wszystkim polskich i bolszewickich uczestników rokowań pokojowych, natomiast żadnej mapy w moim egzemplarzu reprintu nie stwierdziłem. Albo pominął ją obecny wydawca, albo „zachachmęcił” pracownik księgarni internetowej, w której nabyłem książkę. Podczas lektury posiłkowałem się więc atlasem historycznym. Nieco rozczuliła mnie już trochę archaiczna składnia wyrazów oraz ortografia. Autor książki Jan Dąbski (1880-1931) był przewodniczącym polskiej delegacji do przeprowadzenia ze stroną bolszewicką rokowań w sprawie zawarcia rozejmu i pokoju. W tamtym czasie piastował stanowisko wiceministra spraw zagranicznych RP. Tak go przedstawia Wikipedia:

 https://pl.wikipedia.org/wiki/Jan_D%C4%85bski

Czytamy zatem subiektywny reportaż historyczny autorstwa wiceministra Jana Dąbskiego. W pierwszej części (pt. „Wojna polsko-sowiecka”) przedstawił zwięzły zarys przyczyn i przebiegu tej wojny, oraz propozycji pokojowych wysuwanych przed datą 14 sierpnia 1920 r., tj. do dnia wyjazdu Polskiej Delegacji Pokojowej z przyfrontowej już wtedy Warszawy na rokowania do Mińska Białoruskiego. W części drugiej pt. „Pokój preliminarny” szczegółowo opisał negocjacje ze stroną bolszewicką w Mińsku (17.08.1920 – 2.09.1920) i w Rydze (21.09.1920 – 12.10.1920). W Mińsku głównym przeciwnikiem Jana Dąbskiego, tj. przewodniczącym delegacji bolszewickiej, był Karl Daniszewski, którego w Rydze zastąpił wytrawny radziecki dyplomata Adolf Joffe. Autor niemalże in extenso przytoczył treść większości deklaracji, oświadczeń, wniosków itp., które padały z obu stron podczas rokowań pokojowych. Równolegle toczyła się wojna, a jej postępujący, zwycięski dla Polski przebieg odpowiednio determinował zachowania negocjacyjne przewodniczących i członków obydwu delegacji. Interesująco wiceminister Dąbski opisał również trudną podróż samochodami i pociągiem polskiej delegacji do Mińska Białoruskiego w warunkach wojennych (przekroczenie linii frontu), fatalne tam warunki zakwaterowania i wyżywienia, a także napotkane utrudnienia w nawiązaniu łączności z Warszawą. Stało się to głównym powodem przeniesienia rokowań do stolicy Łotwy. Strona polska już na wstępie się dowiedziała i dość szybko formalnie pogodziła (!), że negocjuje z dwoma państwami: Rosyjską Socjalistyczną Federacyjną Republiką Rad oraz Ukraińską Socjalistyczną Republiką Rad, reprezentowanymi przez wspólną delegację. Stronie bolszewickiej szalenie bowiem zależało, aby radziecką Ukrainę formalnie uczynić podmiotem trwającej wojny i rokowań pokojowych. Przy czym ciekawostką było, iż Galicji wschodniej bolszewicy nie traktowali jeszcze wówczas jako przynależnej do obszaru państwa ukraińskiego, lecz uznawali ją za odrębny byt polityczno-terytorialny. Potwierdza to powołanie przez nich latem 1920 r. tzw. Galrewkomu, czyli zalążka rządu przyszłej Galicyjskiej Socjalistycznej Republiki Rad, o czym interesująco pisze p. Michał Klimecki w książce pt. „Galicja wschodnia 1920” (proszę zerknąć do katalogu autorskiego alfabetycznego albo katalogu tematycznego 1 tego blogu). Pierwszy etap rokowań ryskich zakończyło podpisanie dnia 12.10.1920 r. „Preliminariów Pokojowych”, dających podstawę do zawarcia rozejmu (wszedł w życie dnia 18.10.1920 r.) oraz do wypracowania tekstu ostatecznego traktatu pokojowego.

Część trzecia książki, zatytułowana „Pokój definitywny”, to także szczegółowy opis negocjacji w Rydze, trwających od 17.11.1920 r. do 18.03.1921 r. Odnosiły się do kwestii terytorialnych, prawno-politycznych, finansowo-ekonomicznych oraz wymiany jeńców i zakładników. Dotyczyły m.in. reewakuacji ruchomego mienia państwowego, samorządowego i prywatnego (wywiezionego z b. Królestwa Polskiego w latach 1914 i 1915), okoliczności możliwości wyboru obywatelstwa polskiego przez mieszkańców b. Imperium Rosyjskiego, rozliczeń finansowych ze wskazanych w traktacie tytułów, zwrotu dóbr kultury etc. Sprawy negocjowano w komisjach, po czym przenoszono je na obrady plenarne. Autor szczegółowo wskazuje i objaśnia wszystkie dyskutowane zagadnienia, napotykane problemy oraz sposoby ich rozwiązywania. W tym ostatnim pomagały mu nibyprywatne, „tajne” rozmowy z Adolfem Joffe (prowadzone po niemiecku), których ustalenia przekazywano następnie członkom obu delegacji. Wiceminister Jan Dąbski pozostawał też w kontakcie roboczym z ministrem spraw zagranicznych Eustachym Sapiehą oraz z premierem Wincentym Witosem. W książce przytacza treść swoich listów do nich. Traktat Ryski, podpisany dnia 18.03.1921 r., wszedł w życie dnia 30.04.1921 r. po wymianie dokumentów ratyfikacyjnych.

Czytelnicy zainteresowani pełną treścią wynegocjowanych umów międzypaństwowych („Preliminariów Pokojowych” oraz „Traktatu Pokoju”), obydwa te dokumenty znajdą w załącznikach do książki, odpowiednio na stronach 201-205 i 206-224. Ten drugi (po polsku, rosyjsku i ukraińsku) jest również dostępny na stronie internetowej Sejmu RP. Zob. Dz.U. z 1921 r. Nr 49, poz. 300:

 https://isap.sejm.gov.pl/isap.nsf/download.xsp/WDU19210490300/O/D19210300.pdf

Osobiście podczas lektury odniosłem wrażenie pewnych niedomówień ze strony autora, będącego wszak głównym architektem Pokoju Ryskiego. Po pierwsze, zdziwiło mnie, jak łatwo delegacja polska zgodziła się na niedopuszczenie do rokowań Ukraińskiej Republiki Ludowej, potwierdzając prawo delegacji radzieckiej do określenia Ukraińskiej Socjalistycznej Republiki Rad jako jedynego, niepodległego państwa ukraińskiego. A przecież zaledwie kilka miesięcy wcześniej Rząd RP za takie państwo uznał Ukraińską Republikę Ludową, sprzymierzoną z Polską i walczącą z bolszewikami po naszej stronie. W rezultacie w historiografii ukraińskiej „Ryga 1920/1921” jest po dziś dzień synonimem zdrady, analogicznie jak „Jałta 1945” w opinii historyków polskich. Druga sprawa to przemilczenie przez p. Jana Dąbskiego faktu, że w pewnym momencie strona bolszewicka była gotowa zgodzić się na korzystniejszy przebieg granicy Polski, na odcinku północno-wschodnim sięgającej dalej na wschód. Wspominają o tym niektórzy nasi historycy. Natomiast autor informuje tylko (str. 110), iż kwestię ewentualnego włączenia Mińska do Polski poddano pod głosowanie członków Delegacji Polskiej, których większość była temu przeciwna, a więc takie właśnie stanowisko przyjęto w toku prowadzonych negocjacji. Sam fakt przeprowadzenia owego głosowania musiał chyba jednak wyniknąć z pojawienia się możliwości wynegocjowania większego przyrostu terytorium RP na północnym wschodzie.

PS. Do rokowań ryskich nawiązuje m.in. p. Wacław Solski w autobiograficznej książce pt. „Moje wspomnienia” (proszę zerknąć do katalogu autorskiego alfabetycznego albo katalogu tematycznego 6 tego blogu). Wacław Solski był ich pełnoprawnym uczestnikiem, członkiem delegacji bolszewickiej.