czwartek, 3 września 2026

„Dziennik wydarzeń 1939-1944”. Autor: Jędrzej Moraczewski

 

Dziś coś dla koneserów historii!

Jędrzej Moraczewski „Dziennik wydarzeń 1939-1944”

Wydawnictwo LTW, Łomianki 2016

Jędrzeja Moraczewskiego (13.01.1870 - 5.08.1944) znajdziemy w każdym podręczniku historii Polski i encyklopedii. To po dniu 11 listopada 1918 r. pierwszy premier rządu II Rzeczypospolitej (18.11.1918 - 16.01.1919) i jednocześnie minister komunikacji. Później dwukrotnie (1925-1926 i 1926-1929) minister robót publicznych, przez kilka lat także poseł (z listy PPS) i wicemarszałek sejmu RP, oraz prosanacyjny działacz związkowy wysokiego szczebla. Inżynier, absolwent Politechniki Lwowskiej (1894), kombatant Legionów, następnie uczestnik wojny z Rosją bolszewicką w stopniu kapitana saperów, kawaler Orderu Virtuti Militari V klasy. Od 1920 roku mieszkaniec podwarszawskiego Sulejówka. W maju 1926 r. współorganizator strajku kolejarzy, wspomagającego zamach stanu dokonany przez marszałka Józefa Piłsudskiego. Ważne funkcje publiczne, w tym bycie posłanką na sejm RP, sprawowała również jego żona, Zofia Moraczewska (1873-1958).

Jędrzej Moraczewski pozostawił potomnym odręcznie napisany (w jedenastu zeszytach) diariusz datowany od 5 września 1939 r. do 1 sierpnia 1944 r., z wyjątkiem czasokresu od 5 lutego 1943 r. do 15 marca 1944 r. Brakujące zeszyty rękopisów zaginęły w niewyjaśnionych okolicznościach. Albo żona premiera nie przekazała ich (obowiązkowo) w 1950 r. w komplecie do Archiwum Wydziału Historii Partii przy KC PZPR, albo zostały później przez kogoś już w tymże archiwum odłączone. Niezwykle pracochłonnej redakcji ocalałego, dostępnego tekstu dokonali p. Joanna Dufrat i p. Piotr Cichoracki. Oprócz uwspółcześnienia stylu, gramatyki i ortografii nieraz trudnego do odczytania rękopisu, zamieścili bardzo dużo przypisów objaśniających wspomnienia i refleksje Jędrzeja Moraczewskiego. Dołączyli również przypisy „odkodowujące” nazwiska niektórych osób, podawane przez b. premiera w brzmieniu zmienionym albo zgoła zastępowane zagadkowymi sekwencjami liter. Nie zawsze taka deszyfracja okazywała się jednak możliwa, zwłaszcza wtedy, gdy autor dziennika mógł mieć na myśli kontakty z osobami należącymi do ZWZ/AK. Informację o swych pracach redakcyjnych nad tekstem dziennika, jak również zwięzłą biografię Jędrzeja Moraczewskiego, Joanna Dufrat i Piotr Cichoracki przedstawili we wstępie do książki (str. 5-29). Dowiadujemy się z niego m.in., iż życie rodzinne małżeństwa Moraczewskich dotknęła straszna tragedia: na przestrzeni lat utracili wszystkie (czworo) dzieci. Tadeusz (1901-1902) we wczesnym dzieciństwie zmarł na szkarlatynę, Kazimierz (1903-1920) poległ na froncie w wojnie z Rosją bolszewicką, a Wanda (1905-1942) i Adam (1907-1941) zostali zamęczeni w obozie koncentracyjnym w Oświęcimiu. Cały ów wstęp należy przeczytać uważnie, pomoże on bowiem m.in. zrozumieć uwagi rzucane ad hoc przez autora dziennika, jak też wiele jego skrótów myślowych. Czytelnik przystępujący do lektury „Dziennika wydarzeń 1939-1944” powinien także dobrze orientować się w historii II wojny światowej (przebiegu działań militarnych oraz dyplomacji). Odnosząc się zaś do merytorycznej treści diariusza, można wyodrębnić w niej następujące wątki tematyczne, przez autora w kolejnych, dziennych wpisach najczęściej pomieszane. Niekiedy są one prezentowane jedynie skrótowo i hasłowo, innym razem zaś rozwlekle i szczegółowo rozwijane.

Ø  Zmieniająca się w kolejnych latach wojny sytuacja polityczno-militarna. Jędrzej Moraczewski przez cały czas zachowuje optymizm, zwalcza defetyzm obserwowany u niektórych znajomych. Po napaści Niemiec na ZSRR (22.06.1941) długo pielęgnuje nadzieję na wzajemne wykrwawienie się dwóch śmiertelnych wrogów Polski i powtórkę sytuacji z jesieni 1918 r. Bieżące informacje o przebiegu działań militarnych i dyplomatycznych autor uzyskuje z nasłuchów zagranicznych stacji radiowych, gazet konspiracyjnych, oficjalnej polskojęzycznej prasy w Generalnym Gubernatorstwie, komunikatów niemieckich oraz z przypadkowych rozmów z żołnierzami Wehrmachtu (Jędrzej Moraczewski i jego żona biegle władają językiem niemieckim). Źródłem niektórych wieści bywa także agencja JPP („Jedna Pani Powiedziała”). Dzisiejszego czytelnika, dobrze znającego historię polityczną tamtych lat, wręcz śmieszą niektóre wiadomości niemające najmniejszego pokrycia w ówczesnej rzeczywistości, przekazywane sobie jednak z ogromną nadzieją i ekscytacją nawet przez inteligentnych skądinąd ludzi. Sam autor stara się podchodzić do podobnych „wieści” krytycznie, zdając sobie sprawę, iż pierwszą, niematerialną ofiarą wojny zawsze bywa prawda.

Ø  Fresk epoki, czyli życie codzienne mieszkańców Sulejówka i Warszawy, do której Jędrzej i Zofia Moraczewscy bardzo często jeździli, a od 6 grudnia 1941 r. do 29 marca 1942 r. nawet w niej zamieszkali. Terror okupanta, egzekucje zakładników, łapanki na roboty do Niemiec, przymusowe wykwaterowanie Polaków z domów i lokali, zajmowanych następnie przez wojsko oraz administrację i ludność niemiecką. Wielkie problemy z zaopatrzeniem w artykuły pierwszej potrzeby, przede wszystkim w żywność i opał, ich jakość oraz ceny urzędowe (kartkowe) i czarnorynkowe. Olbrzymi tłok w nieregularnie kursujących pociągach, liczne w nich rewizje i rekwizycje. Rodzime łapownictwo, oszustwa, kradzieże i pospolity bandytyzm. Ludobójczy terror wobec ludności żydowskiej – autor o tym ze zgrozą wspomina, ale tematu szerzej nie rozwija (z treści dziennika wynika, iż sympatykiem Żydów to on raczej nie jest).

Ø  Sytuacja rodzinna i towarzyska Jędrzeja Moraczewskiego. Choroba onkologiczna żony, leczenie operacyjne w Warszawie. Długotrwałe i nieskuteczne starania o uwolnienie aresztowanych syna, Adama, i córki, Wandy. Rozwiązywanie trudnych problemów finansowych i bytowych rodziny. Kilkumiesięczny (XII 1941–III 1942) pobyt w Warszawie pod zmienionym nazwiskiem, w obawie przed aresztowaniem. Po powrocie do Sulejówka zamieszkiwanie już w innym domu, ponieważ cały dworek Moraczewskich zajął Wehrmacht (przymusowo, ale i odpłatnie). Liczne kontakty towarzyskie ze znajomymi z Warszawy i Sulejówka, ożywione dyskusje o sytuacji politycznej, częste gry w brydża. Opowiadanie okupacyjnych dowcipów, przytoczonych w dzienniku.

Ø  Aktywna działalność społeczna i zawodowa autora oraz jego żony, należących do ścisłej elity Sulejówka. Zaangażowanie w funkcjonowanie Spółdzielni Spożywców „Praca”, oraz w społeczną, doraźną kontrolę lokalnego samorządu terytorialnego. Przeciwdziałanie korupcji w systemie reglamentacji kartkowej żywności i opału, energiczne starania o usprawnienie owego systemu. Kwestie te, dla dzisiejszego czytelnika nieistotne i nudne, Jędrzej Moraczewski opisuje niezwykle dokładnie, drobiazgowo przytaczając kwoty pieniężne, wielkości zamawianych i zużywanych sortymentów, także nazwiska uczciwych i nieuczciwych kontrahentów. Są to sprawy bardzo go w tamtym czasie absorbujące. Wspomina o pomocy udzielanej mieszkańcom Sulejówka w ich sporach ze skorumpowanymi urzędnikami gminy. W razie potrzeby występuje też w roli tłumacza w kontaktach mieszkańców z kwaterującymi w Sulejówku oficerami i podoficerami Wehrmachtu.

Ø  Osobiste poglądy i prywatne zainteresowania Jędrzeja Moraczewskiego. Kultywowanie pamięci o marszałku Józefie Piłsudskim (1867-1935), z którym oboje z żoną byli zaprzyjaźnieni i przez pewien czas po sąsiedzku w Sulejówku mieszkali. Negatywna ocena działalności jego sanacyjnych następców. Także bardzo ostra krytyka premiera rządu emigracyjnego, generała Władysława Sikorskiego (1881-1943), którego Moraczewski osobiście poznał w latach minionych i od dawna nie był o nim dobrego zdania. Między wierszami dziennika możemy też domyślnie wyczytać, iż autor jakieś luźne kontakty z ZWZ/AK nawiązał i utrzymuje. Politycznie oraz ideowo Jędrzej Moraczewski nieprzerwanie jawi się jako socjalista i antykomunista. Na str. 531 znajdujemy zasłyszaną przez niego radziecką sentencję (cyt.): Jeden z Moskali tak się wyraził: „Nasz ustrój bolszewicki jest dzisiaj jak żona. Człowiek przyzwyczaił się, ale nie ma przyjemności”.😂 Autor w tamtych latach również dużo czytał i kolekcjonował książki, w prowadzonym dzienniku komentując ich treść nieraz dość szczegółowo. Oprócz bieżącego dziennika tworzył także swoje obszerne wspomnienia z lat wcześniejszych.

Ostatni zapis w diariuszu nosi datę 1 sierpnia 1944 r., tj. jeden dzień po opuszczeniu przez Niemców Sulejówka. Wkrótce (cytat ze wstępu, str. 17): Jędrzej Moraczewski (…) zginął trafiony w krtań przypadkowym odłamkiem pocisku artyleryjskiego w swoim domu 5 sierpnia 1944 r. Nie wiadomo czy był to pocisk atakującej Armii Czerwonej, czy może wycofującego się Wehrmachtu. Reasumując, czytelnicy nieobawiający się dość trudnej, tematycznie bardzo zróżnicowanej i obszernej (1016 stron) literatury pamiętnikarskiej autorstwa tej ważnej postaci historycznej, mogą po książkę sięgnąć – z zastrzeżeniem przeznaczenia na nią odpowiedniej ilości wolnego czasu (mnie zajęło to 3 tygodnie). Znajdą w niej też 29 dobrej jakości fotografii Jędrzeja i Zofii Moraczewskich z różnych lat ich życia.

czwartek, 27 sierpnia 2026

„Rywka. Śmierć ze złotym warkoczem. Gry wojenne polskiego podziemia”. Autor: Michał Wójcik

 

I ponownie pan Michał Wójcik. Omawiając w poprzednim artykule jego inną książkę, poinformowałem, że jednej z bohaterek, młodej Żydówce, autor nie tylko poświęcił cały rozdział, ale również stworzył o niej odrębne opracowanie, które przedstawię tu następnym razem. Słowa zatem dotrzymuję.

Michał Wójcik „Rywka. Śmierć ze złotym warkoczem. Gry wojenne polskiego podziemia”

Wydawnictwo Wielka Litera Sp. z o.o., Warszawa 2024

Pan Michał Wójcik napisał porywający, zbeletryzowany reportaż historyczny. Wszystkie źródła, do których dotarł, zarówno publikowane, jak i te zawarte jedynie w aktach personalnych, dokumentach urzędowych i sądowych, wspomnieniach pozostających w maszynopisach etc., wskazał w obszernej bibliografii (str. 355-372). A na str. 353 zamieścił podziękowanie m.in. dla Fundacji Współpracy Polsko-Niemieckiej, której (cyt.) hojne stypendium pozwoliło na podróże i badania w różnych archiwach. Postać tytułowej Rywki Tajtelbaum (1917-1943), pseudonimy: Niuta, Wanda, Wanda Witwicka, przewija się przez całe to opracowanie. Dość dokładnie poznajemy jej curriculum vitae, tym niemniej książki nie można określić jako wyłącznie biograficznej. W bardzo obszernym tle mamy bowiem przez cały czas „wielką politykę” w okresie międzywojnia i w latach okupacji. Głównymi wątkami tematycznymi książki są następujące zagadnienia.

1.     Narodowość i pochodzenie społeczne tytułowej bohaterki, jej wykształcenie, charakter oraz wygląd zewnętrzny. Także krystalizujące się w miarę lat poglądy polityczne. Członkini PPR, żołnierka Gwardii Ludowej, w tym osławionej, bojowej Specgrupy. Uczestniczka wielu jej akcji, nieraz osobista wykonawczyni wyroków śmierci na okupantach i zdrajcach. Aresztowana przez Gestapo, najprawdopodobniej w wyniku bratobójczej denuncjacji. Zamordowana w (lub po) ciężkim śledztwie, miejsca stracenia i pochówku pozostały nieznane.

2.     Sytuacja mniejszości narodowej żydowskiej w Polsce przedwojennej oraz w latach okupacji. Rodzimy antysemityzm w II RP, uaktywniający się po śmierci marszałka Piłsudskiego, obserwowany później również podczas Holokaustu. Obrzydliwe zjawisko okupacyjne: szmalcownictwo. Tragedia powstania w getcie warszawskim.

3.     Początki działalności politycznej Polskiej Partii Robotniczej oraz zbrojnej aktywności Gwardii Ludowej. Faktycznym zadaniem nr 1 stało się zdobywanie środków pieniężnych, niezbędnych na pokrycie materiałowych i osobowych kosztów utrzymania kierownictwa PPR i dowództwa GL, propagandy, nielegalnych zakupów broni etc. Udane i nieudane akcje tzw. ekspropriacyjne oraz dywersyjne (w książce opisane). Wykonywanie wyroków na zdrajcach i konfidentach. Żenująco niepomyślne początki partyzantki leśnej Gwardii Ludowej – brak sukcesów militarnych, bandycki skład i charakter poczynań oddziałów GL.

4.     Przypadki obopólnej infiltracji i zwalczania się kierownictw PPR/GL oraz Delegatury Rządu/ZWZ/AK. Wydawanie i wykonywanie wyroków śmierci, także wzajemne denuncjacje do Gestapo. Autor dowodzi tu większej skuteczności agentów i podwójnych agentów Polski Podziemnej (rządu emigracyjnego), o nazwiskach już dziś zapomnianych. Cyt. str. 343: Ich zasługi w infiltracji PPR i GL są jednak bezsprzeczne. Nie ulega także wątpliwości, że to oni – swoimi raportami – przyczynili się do wyeliminowania wielu działaczy komunistycznych, wpływając przez to na politykę partii. To oni usuwali Gomułce i Spychalskiemu kadrowe „kłody spod nóg”. Pierwszoplanowym takim wyeliminowanym działaczem stał się sekretarz PPR Marceli Nowotko, którego zastrzelili dwaj żołnierze Armii Krajowej. Cyt., str. 182: Zatem w istocie było to dzieło podziemia, a nie efekt wewnętrznych porachunków wśród komunistów.

W Epilogu (str. 346-352) p. Michał Wójcik powraca do tytułowej bohaterki, informując o jej „życiu po śmierci” w literaturze polskiej i zagranicznej (izraelskiej, amerykańskiej). Wymienia powstałe na przestrzeni lat publikacje o charakterze zarówno hagiograficznym, jak i deprecjonujące, odbrązawiające jej postać i czyny. Daje przy tym do zrozumienia, iż w swoim opracowaniu przedstawił ją możliwie najbardziej obiektywnie.

Cóż by tu jeszcze dodać? Przez książkę przewija się sporo historycznych nazwisk, w większości dziś znanych jedynie tzw. badaczom przedmiotu. Aby się więc nie pogubić, radzę podczas lektury powracać do ważnych notek biograficznych (wraz z fotografiami), zamieszczonych na str. 14-25. Nb. sporo interesujących fotografii (osób, wojennej Warszawy etc.) zauważamy również w całym tekście książki. Przy okazji pochwalę się, iż dwoje jej bohaterów (przyjaciół Rywki) już gościłem na tym blogu. Stanisława Sowińska napisała autobiograficzną opowieść pt. Gorzkie lata. Z wyżyn władzy do stalinowskiego więzienia (zob. katalog autorski alfabetyczny albo katalog tematyczny 3), a Franciszek Bartoszek jest jedną z głównych postaci książki pt. Niewygodny Polak, autorstwa Macieja Bernatta-Reszczyńskiego (zob. katalog autorski alfabetyczny albo katalog tematyczny 2). To drugie opracowanie dotyczy wykonanego przez Gwardię Ludową w 1943 r. zamachu na insp. Aleksandra Reszczyńskiego, komendanta Policji Polskiej (tzw. policji granatowej). Michał Wójcik analizuje możliwość istnienia dodatkowych, niewziętych pod uwagę przez Macieja Bernatta-Reszczyńskiego, motywacji zamachowców.

PS. Jak się Państwo zorientowaliście, dziś omówiona książka p. Michała Wójcika niezmiernie mi się spodobała – przede wszystkim z powodu obiektywnego, rzetelnego przedstawienia relacji pomiędzy podziemiem prorządowym a komunistycznym podczas okupacji. Tym bardziej jest mi więc przykro, że muszę zasygnalizować istnienie w niej historycznego błędu faktograficznego. Cytuję, str. 128: Gdy 17 września do wojny przyłącza się ZSRR, Rywka jest już we Lwowie. Miasto tylko przez kilka dni było pod panowaniem niemieckim, potem hitlerowcy przekazują je Sowietom (…). Wg mojej wiedzy polska obrona Lwowa dnia 22 września 1939 r. poddała miasto Armii Czerwonej, a zatem Lwów w 1939 r. nie mógł pozostawać, nawet przez tylko kilka dni, pod panowaniem niemieckim. O zaistnieniu ww. błędu powiadomiłem e-mailem wydawnictwo. W odpowiedzi podziękowano mi oraz poinformowano, iż w ew. dodruku książki ów błąd już się nie powtórzy. 

czwartek, 20 sierpnia 2026

„Polki, które zabijały dla sprawy. Cyngielki, gwardzistki, terrorystki”. Autor: Michał Wójcik

 

Michał Wójcik „Polki, które zabijały dla sprawy. Cyngielki, gwardzistki, terrorystki”

Społeczny Instytut Wydawniczy Znak, Kraków 2023

Autor (przypadkowa zbieżność imienia i nazwiska ze znanym politykiem), znawca historii Polski Podziemnej, przybliża nam kilkanaście sylwetek kobiet, które wespół z mężczyznami aktywnie uczestniczyły w walkach II wojny światowej, głównie w ruchu oporu podczas okupacji hitlerowskiej. Koncentrując się na ich czynach, pamiętał również o ogólnym przedstawieniu osobowości tych pań – informacji o pochodzeniu społecznym, stanie majątkowym, wykształceniu, charakterze, sprawach rodzinnych etc. Trzy z nich zbrojny debiut odbyły jeszcze przed odzyskaniem niepodległości w 1918 r., zatem w latach wojny, oprócz osobistego zaangażowania, służyły także swoim doświadczeniem i radą. Nazwisk tytułowych bohaterek nie zdradzę. Proszę samemu je poznać, sięgając po tę książkę napisaną bardzo przystępnie, lekkim stylem - lekturę w sam raz urlopowo-wakacyjną. Czytając ją poznamy wybrane akcje polskiego podziemia (głównie ZWZ/AK, choć nie tylko), nie zawsze przebiegające bezproblemowo, a czasem nawet budzące wątpliwości co do zasadności ich podjęcia. Były nimi (wymieniam najważniejsze):

§  Zamach na Franza Kutscherę, szefa SS i policji w Warszawie (w książce opisany b. dokładnie, autor poświęcił mu prolog oraz rozdział 9).

§  Wykonanie wyroku śmierci na domniemanej konfidentce, żonie pułkownika WP, który w 1939 r. poszedł na wojnę i przepadł bez wieści.

§  Zamach na Emila Brauna, kierownika warszawskiego Wohnungsamtu, opracowującego plany masowych wysiedleń Warszawiaków i przebudowy miasta na modłę niemiecką.

§  Wykonanie wyroków śmierci na kolaboranckim małżeństwie Mostowiczów.

§  Nieudana próba śmiertelnego otrucia Józefa Hieronima Retingera, b. doradcy gen. Władysława Sikorskiego, 56-letniego angielskiego agenta, który w kwietniu 1944 r. wylądował w okupowanej Polsce na spadochronie (mając to na względzie autor nazywa Retingera najstarszym wiekiem polskim „cichociemnym”).

§  Działalność niezwykle atrakcyjnej kobiety - agentki czterech wywiadów: radzieckiego, polskiego, niemieckiego i brytyjskiego; jej rozstrzelanie przez powstańców w czasie powstania warszawskiego wywołało wściekłość brytyjskiego łącznika w Warszawie.

§  Zamachy na Niemców oraz akcje tzw. ekspropriacyjne, dokonywane przez Gwardię Ludową; aktywny, wybijający się w nich udział młodej Żydówki (autor poświęcił jej jeden rozdział, ale oprócz tego napisał o niej odrębną książkę, którą omówię tu następnym razem).

§  Działalność odważnych saperek – członkiń Kobiecych Patrolów Minerskich.

§  Walki na przyczółku czerniakowskim we wrześniu 1944 r., udział w nich żołnierek armii gen. Berlinga.

W tle ww. wydarzeń mamy rozbudowane opisy realiów okupacyjnej i powstańczej Warszawy. Niektóre szczegóły dotyczące akcji i osób polskiego podziemia, już od dawna budzące wątpliwości historyków, autor konfrontuje z później dostępnymi materiałami źródłowymi, w tym z oświadczeniami uczestniczek złożonymi u schyłku ich życia. Nie zawsze jednak można dojść do ostatecznego wyjaśnienia, niekiedy trzeba się zadowolić swoistym protokołem rozbieżności. A w zakończeniu książki (Epilog. Losy, str. 269-289) p. Michał Wójcik przedstawia powojenne dzieje swoich bohaterek, również niewolne od życiowych perypetii (represje w czasach bierutowskich, na ogół przemilczenie w gomułkowskich, za to odznaczenia i awanse w następnych dekadach PRL). Bibliografia, wskazana odrębnie dla każdego rozdziału, może być przydatna czytelnikowi pragnącemu poszerzyć wiedzę o skomplikowanej, często niejednoznacznej historii lat okupacji. Publikacje o tej tematyce znajdziecie też Państwo w katalogu tematycznym 2 blogu.

PS. Powyżej wspomniałem (za autorem) o żonie pułkownika WP, który w 1939 r. poszedł na wojnę i przepadł bez wieści. Takich wdów po polskich żołnierzach II wojny światowej było swego czasu więcej. W latach akademickich 1972/1973 i 1973/1974 byłem najemcą pokoju w mieszkaniu w niedużej, przedwojennej kamienicy przy ulicy Paryskiej nr 33 na Saskiej Kępie w Warszawie. Na parterze mieszkała tam samotna, bezdzietna pani Zofia N. w wieku 60+. Jej mąż, zmobilizowany w 1939 r., nie powrócił z wojny. Żadnych też informacji o jego losie nie otrzymała, mimo wieloletnich starań i poszukiwań przez Czerwony Krzyż, placówki dyplomatyczne i organizacje kombatanckie.

czwartek, 13 sierpnia 2026

„W szeregach Armii Krajowej. Wspomnienia człowieka do zadań specjalnych”. Autorzy: Jan Rosiński, Richard Hile

 

Jan Rosiński, Richard Hile „W szeregach Armii Krajowej. Wspomnienia człowieka do zadań specjalnych”

Wydawnictwo Replika, Poznań 2023

Aż zza Atlantyku dotarły do nas wspomnienia dr. hab. inż. Jana Rosińskiego (1917-2012), amerykańsko-polskiego naukowca i wykładowcy akademickiego, autora wielu publikacji oraz kilku patentów badawczych z dziedzin chemii i fizyki. Będąc już w 2008 r. osobą niedowidzącą, wspomnienia te nagrał głosowo w USA, gdzie mieszkał. W 2014 r. zredagowali i wydali je po angielsku po jego śmierci przyjaciele, w tym Mr. Richard Hile. Dołączyli szereg fotografii, głównie Jana Rosińskiego z różnych lat życia. Tytuł oryginału: The Warsaw underground: a memoir of resistance, 1939-1945. Autor przedstawił swe curriculum vitae z lat 1917-2008, najwięcej uwagi poświęcając okresowi wojny i czasom tużpowojennym. Wrzesień 1939 zastał Jana Rosińskiego z prawie ukończonymi studiami chemicznymi na Politechnice Warszawskiej. W latach okupacji i podczas powstania mieszkał w Warszawie. Zaprzysiężonym żołnierzem ZWZ/AK został już w lutym 1940 r. Działalność konspiracyjną relacjonuje obszernie i ciekawie, aczkolwiek fragmentarycznie i nieco chaotycznie. Jego przydziału organizacyjnego tylko domyślamy się, czytając między wierszami. Autor pełnił służbę kurierską, pozyskiwał dokumentację techniczną i kartograficzną, zajmował się wytwarzaniem i legalizacją dokumentów, inicjował i wykonywał dywersję biologiczno-bakteriologiczną. Dopiero na str. 194 dowiadujemy się, że wybuch powstania warszawskiego zastał go w szeregach Oddziału Informacyjno-Wywiadowczego Komendy Głównej Armii Krajowej. W czasie powstania natomiast pozostawał w zasadzie bez formalnego przydziału, dorywczo zgłaszał się do realizacji trudnych zadań technicznych (wznoszenie barykad, drążenie tunelu pod ulicą). Następnie dołączył do służby medycznej, gdzie wykorzystywano jego zdolności organizatorskie (zaopatrzeniowe) oraz wiedzę chemiczną. Wraz z personelem lekarskim po kapitulacji powstania trafił do niemieckiej niewoli, całą ich ekipę umieszczono w stalagu. Po wyzwoleniu obozu przez Armię Czerwoną uciekł wraz z kilkoma znajomymi, w tym ze swoją przyszłą żoną (lekarką), do okupacyjnej strefy amerykańskiej. Stamtąd oboje trafili do strefy brytyjskiej, gdzie skierowano ich do II Korpusu Polskiego we Włoszech. Kolejne etapy drogi życiowej Jana Rosińskiego to Wielka Brytania, tamtejszy Polski Korpus Przysposobienia i Rozmieszczenia, ukończenie z wyróżnieniem studiów chemicznych w Polish University College w 1948 r. Również w 1948 r. został z polskiego wojska formalnie zdemobilizowany w stopniu sierżanta podchorążego. Można domniemywać, że nominacji na pierwszy stopień oficerski Jan Rosiński nie doczekał się ze względu na niezwykle luźne podejście do dyscypliny wojskowej, kontestowanie poleceń przełożonych, we wspomnieniach kilkakrotnie mocno wyartykułowane. W 1951 r. wyjechał z żoną i synkiem do Stanów Zjednoczonych. W 1956 r. uzyskali obywatelstwo USA. W dalszych latach Jan Rosiński zrobił w Ameryce wspomnianą na wstępie karierę naukowo-badawczą. Poczynając od roku 1976 kilkakrotnie przyjeżdżał też do Polski w sprawach współpracy naukowej, przy okazji odwiedzając długo niewidzianych przyjaciół z czasów konspiracji. Na Uniwersytecie Warszawskim uzyskał wtedy stopień doktora (1976) i doktora habilitowanego (1980) w dziedzinie fizyki.

Tyle w skrócie telegraficznym. Na 316 stronach książki dokładnie Państwo poznacie losy niezwykle wartościowego, nietuzinkowego człowieka, jakim bez wątpienia był śp. Jan Rosiński. Na zakończenie wtrącę kilka zdań krytycznych – o książce, nie o autorze. Jej oryginał, jak na wstępie poinformowałem, powstał po angielsku. Autor, zapewne z myślą o czytelniku niepolskim, przybliża tło historyczne ważnych wydarzeń, z pamięci podając m.in. sporo szczegółów okupacyjnych. Pamięć go jednakże już nieco zawodzi, polski wydawca zamieścił więc konieczne, korygujące przypisy odredakcyjne. Również niektóre wydarzenia incydentalne, w których autor osobiście uczestniczył albo je obserwował, brzmią dość niewiarygodnie. Cóż, wypada żałować, iż pan Jan Rosiński nie opowiedział tak obszernie o swoim życiu wcześniej, jeszcze zanim doznał wylewu krwi do mózgu. Ale mimo to jestem pewien, że miłośnicy literatury wspomnieniowej nie rozczarują się. Osobiście czytałem tę książkę będąc cały czas pełnym sympatii do autora, podziwiając jego wiedzę, inteligencję i zachowanie w nieraz ekstremalnie trudnych sytuacjach życiowych. A pozytywną kropkę nad „i” postawiła miłość p. Jana Rosińskiego do kotów, w pełni przeze mnie podzielana.

czwartek, 6 sierpnia 2026

„Made in Poland. Wspomnienia żołnierza Kedywu Stanisława Likiernika”. Autorzy: Emil Marat, Michał Wójcik

 

Dzisiejszy i następne tu sierpniowe artykuły dotyczyć będą lektur o organizacji i akcjach zbrojnych oddziałów Polski podziemnej. Poniżej omawianą polecam zwłaszcza osobom pamiętającym „Kolumbów” – książkę autorstwa Romana Bratnego oraz nakręcony na jej podstawie i pod tym samym tytułem serial telewizyjny.

Przy okazji: mój blog dnia 3 sierpnia br. ukończył 10 lat – tyle już czasu ośmielam się zawracać Państwu głowę.😊

Emil Marat, Michał Wójcik „Made in Poland. Wspomnienia żołnierza Kedywu Stanisława Likiernika”

Wydawca: Wielka Litera Sp. z o.o., Warszawa 2024

Z żołnierzem oddziału Kierownictwa Dywersji Armii Krajowej, powstańcem warszawskim Stanisławem Likiernikiem (1923-2018), przyjacielsko i z należnym mu szacunkiem (zważywszy m.in. dużą różnicę wieku) dyskutują dwaj znani dziennikarze i autorzy książek historycznych: Emil Marat (ur. 1971) i Michał Wójcik (ur. 1969; zbieżność imienia i nazwiska ze znanym politykiem przypadkowa). Rozmowy toczą się w 2013 r. (pierwsze wydanie tej książki ukazało się w roku 2014). Trudno je określić mianem „wywiadu rzeki”, ponieważ autorzy nieraz polemizują ze Stanisławem Likiernikiem i pozostają przy swoim zdaniu, na dowód przytaczając fragmenty relacji (opublikowanych albo tylko zasłyszanych) innych uczestników lub świadków dyskutowanych wydarzeń. Bywa też, iż uzupełniają podawane przez niego informacje. Zatem są to rozmowy trzech ekspertów, z których ten najstarszy dysponuje, obok nabytej po wojnie dużej wiedzy historycznej, przede wszystkim własnym, niebagatelnym doświadczeniem życiowym. Tytułowym Made in Poland sam się też on określił, gdy stwierdził po przybyciu do Francji w 1946 r., jak bardzo się odróżnia od obywateli swojej drugiej, przybranej ojczyzny (paszportem francuskim dysponował już w roku 1957). Jego wspomnienia obejmują:

Ø  pochodzenie z patriotycznej polskiej rodziny, w poprzednich pokoleniach żydowskiej; ojciec Stanisława Likiernika już się za Żyda nie uważał, był oficerem kawalerzystą, następnie pełnił służbę w polskim wywiadzie,

Ø  beztroskie dzieciństwo i wczesną nastoletnią młodość (do wybuchu wojny),

Ø  przystąpienie do zbrojnego podziemia ZWZ/AK; Stanisław Likiernik krytycznie odnosi się do konspiracyjnych, wojskowych szkoleń teoretycznych i praktycznych, negatywnie też ocenia oficerów wykładowców,

Ø  akcje dywersyjne, w których uczestniczył lub tylko o nich wiedział,

Ø  udział w powstaniu warszawskim, kilkakrotne cudem uniknięcie śmierci (został trzy razy ranny), przebranie się w cywilne ubranie i niepójście do niewoli,

Ø  niezwykle krytyczną ocenę decyzji o wybuchu powstania warszawskiego – zarówno w odniesieniu do ówczesnych uwarunkowań politycznych, jak i do wyboru momentu podjęcia walk,

Ø  nielegalne (przez „zieloną granicę”) opuszczenie Polski w 1946 r., spotkanie z ojcem we Francji, który przebywał tam po wyjściu z oflagu,

Ø  stopniowe ułożenie sobie życia we Francji: założenie rodziny, kariera zawodowa,

Ø  długoletnie utrzymywanie kontaktów przyjacielskich z kolegami oraz koleżankami z konspiracji i z powstania, częste odwiedzanie Polski.

Smaczku lekturze dodają liczne elementy inteligentnej ironii, zauważalne w wypowiedziach rozmówców. Napotykamy również na dość ostre słowa krytyki Stanisława Likiernika pod adresem pewnych autorów książek historycznych o tematyce okupacyjnej. Emil Marat i Michał Wójcik starają się go nieco tonować, sami mając czasem odmienne poglądy. Przykładowo: na str. 309 i 311 zawarte jest ich raczej słuszne przypuszczenie, że Marcelego Nowotko zastrzelili w listopadzie 1942 r. żołnierze Tajnej Organizacji Wojskowej (w 1943 r. włączonej do AK i przeorganizowanej w jeden z oddziałów Kedywu), natomiast Stanisław Likiernik podobny pogląd, wyrażany również przez Dariusza Baliszewskiego, uznaje za cyt. „całkowitą bzdurę” (str. 68-70). Dyskusja trzech panów często też zahacza o powieść Romana Bratnego (kolegi Stanisława Likiernika z dzieciństwa, a później także z AK) pt. Kolumbowie. Rocznik 20. Roman Bratny, konstruując literacko jednego ze swych tytułowych bohaterów, a mianowicie Stanisława Skiernika o pseudonimie „Kolumb”, dokonał w książce kompilacji postaci dwóch żołnierzy Kedywu: Krzysztofa Sobieszczańskiego (1916-1950; nota biograficzna na str. 309 i 310), rzeczywiście noszącego ów pseudonim, oraz właśnie Stanisława Likiernika, będącego jednakże w konspiracji „Machabeuszem”. Wszystkich kolegów i koleżanki Stanisława Likiernika z lat wojny, oraz jego bezpośrednich przełożonych, wymienia końcowy rozdział pt. Lista obecności (str. 291-320), zawierający ich noty biograficzne. Dowiadujemy się tam m.in., którzy i które z nich to pierwowzory pozostałych bohaterów powieści Romana Bratnego.

Reasumując, miłośnicy książek traktujących realistycznie oraz bez patosu o okupacji, konspiracji i powstaniu warszawskim na pewno się nie rozczarują. Proponuję im też, aby gdzieś w bibliotece publicznej (jeśli nie domowej) odgrzebali wspomnianą powieść Romana Bratnego, a przynajmniej obejrzeli dobry serial TVP nakręcony w 1970 r. na jej podstawie, co pewien czas przypominany na różnych kanałach TV. Aktualnie (5-11.08.2026) w dni powszednie w TVP Historia. Podkreślam tu wspaniałą grę aktorską Jana Englerta, odtwórcę roli dowódcy, powieściowego Zygmunta – będącego kompilacją postaci Zygmunta Zabierzowskiego (1916-1978; nota biograficzna na str. 318 i 319) oraz Stanisława Sosabowskiego „Stasinka” (1917-2000; nota biograficzna na str. 310 i 311). Sam Roman Bratny (1921-2017; nota biograficzna na str. 294-296) to w książce Jerzy (alter ego autora „Kolumbów”), w filmie doskonale zagrany przez Władysława Kowalskiego. Natomiast powieściowego Stanisława Skiernika - „Kolumba” (będącego, jak powyżej wspomniano, mixem postaci Stanisława Likiernika i Krzysztofa Sobieszczańskiego), sugestywnie odtworzył w filmowym serialu aktor Jerzy Matałowski.

czwartek, 30 lipca 2026

„Polskie podziemie w oczach wroga. Tajny raport dowódcy niemieckiego wywiadu gen. Reinharda Gehlena”. Autorzy: Jan Rydel, Andrzej Leon Sowa

 

Pojutrze przypada 82. rocznica wybuchu powstania warszawskiego. Punktualnie o godzinie 17 w Warszawie zawyją syreny i Warszawiacy staną przez chwilę na baczność. W katalogu tematycznym 2 tego blogu znajdziecie Państwo kilka pozycji bezpośrednio dotyczących powstania, w tym trzy jego monografie autorstwa historyków niepolskich: Normana Daviesa, Alexandry Richie oraz Hannsa von Krannhals. Polecam również wymienioną tam książkę Marcina Ludwickiego, traktującą o tym, co się działo w Warszawie po upadku powstania aż do wyzwolenia dnia 17 stycznia 1945 r. Dziś natomiast jest tu o niemieckim, jeszcze wojennym, kompleksowym opracowaniu zawierającym analizę polskiego ruchu oporu (część owego elaboratu też odnosi się do powstania warszawskiego).

Jan Rydel, Andrzej Leon Sowa „Polskie podziemie w oczach wroga. Tajny raport dowódcy niemieckiego wywiadu gen. Reincharda [sic!] Gehlena”.

Wydawnictwo M, Kraków 2016

Żeby tak już od razu w tytule (na okładce książki i pierwszej stronie) się pomylić! „Reinhard” pisze się przecież przez „h”, a nie „ch”! Że też panowie profesorowie, którzy tytułowy raport naukowo opracowali i skomentowali, tego ewidentnego, wydawniczego lapsusu nie zauważyli! Wszędzie dalej w tekście występuje już oczywiście pisownia prawidłowa.

Ad rem. Tytuł książki nieco mnie zmylił. Informacja o istnieniu tajnego raportu Reinharda Gehlena kiedyś obiła mi się o uszy, ale bliższych szczegółów nie znałem. Nabywając książkę wyobrażałem sobie, że zawiera ona wybraną dokumentację Abwehry, wytworzoną podczas ponad pięciu lat okupacji, traktującą zarówno o całokształcie polskiego ruchu oporu, jak też o jego konkretnych akcjach i uczestnikach. Tymczasem to opracowanie, zatytułowane: „Siły wojskowe i wywiadowcze w ogólnych ramach polskiego ruchu oporu”, powstało ad hoc wiosną 1945 r., a napisali je „na kolanie” i przeważnie „z głowy” podwładni gen. Reinharda Gehlena, bardzo się przy tym spiesząc i pakując do skrzyń posiadaną dokumentację. Front wschodni stał już na Odrze, a Heinrich Himmler (adresat raportu) potrzebował ekspertyzy mogącej być przydatną dla potrzeb ewentualnej organizacji tym razem niemieckiego ruchu oporu.

Z zastrzeżeniem sporej liczby błędów (w nazwiskach, faktach i opiniach) uderza bardzo dobra ogólna znajomość oficerów Gehlena polskiego państwa podziemnego – jego wszystkich agend cywilnych i wojskowych, podporządkowanych Londynowi (czyli rządowi na uchodźstwie), Moskwie, oraz tych niepodlegających nikomu za granicą. Oprócz krajowej konspiracji niemieccy oficerowie analizują też nasze siły zbrojne walczące na frontach zachodnim i wschodnim. Autorzy raportu mają również znakomite rozeznanie uwarunkowań politycznych sprawy polskiej w obozie aliantów, prawidłowo antycypują przyszłe zniewolenie Polski przez Stalina, z faktycznym przyzwoleniem przywódców Wielkiej Brytanii i USA. Oficerowie Gehlena pokusili się także o charakterystykę polskiego charakteru narodowego, naszych zalet i przywar. W szóstym roku wojny nie jesteśmy już dla nich „podludźmi”, a między wierszami daje się wyczytać żal, że ramię w ramię z Wehrmachtem nie bronimy Europy przed bolszewizmem. Wielokrotnie chwalony jest też polski wywiad, z podkreśleniem korzyści jego działań dla aliantów zachodnich. Ów pisany na przełomie marca i kwietnia 1945 r. elaborat został podzielony na trzy części, analizujące odrębnie: 1) sytuację przed powstaniem warszawskim, 2) powstanie warszawskie oraz 3) sytuację po powstaniu warszawskim. Miejscami jest pasjonujący, chwilami jednak przypomina esej napisany przez ucznia, który nie uważał na lekcjach historii. Całość zasługuje na uwagę ze względu na obraz Polski i Polaków widziany oczami oficerów niemieckiego wywiadu wojskowego w ostatnich tygodniach wojny. Gdyby dano im więcej czasu, oraz mieliby do dyspozycji pochowane już akta (w pięćdziesięciu metalowych skrzyniach, z którymi gen. Reinhard Gehlen zgłosił się w maju 1945 r. do Amerykanów), to zapewne ich opracowanie byłoby dokładniejsze oraz zawierało mniej błędów. W tym kontekście podkreślenia i uznania wymagają liczne, korygujące i objaśniające przypisy, zamieszczone przez profesorów Jana Rydla i Andrzeja Leona Sowę prawie na każdej stronie książki. Dużo niezbędnych informacji zawiera również rozdział wstępny pt. Raport Gehlena. Wywiad niemiecki o Polsce, Polakach i o polskim podziemiu (str. 11-26), autorstwa prof. Jana Rydla, przedstawiający m.in. okoliczności powstania tego dokumentu oraz sylwetkę jego głównego twórcy. W przypisie nr 17 na str. 19 i 20 prof. Jan Rydel zauważa, iż (cyt.) wydaje się nieprawdopodobne, aby przynajmniej jedna z pięćdziesięciu legendarnych metalowych skrzyń (…) nie zawierała materiałów na temat spraw polskich, które są przechowywane gdzieś w Niemczech (w Pullach?). Od siebie dodam, że m.in. mogą tam się znajdować dokumenty ostatecznie wyjaśniające rolę marszałka Edwarda Śmigłego-Rydza, jaką po ucieczce (sfingowanej ?) z Rumunii pełnił na Węgrzech i w okupowanej Polsce w roku 1941.

 

poniedziałek, 20 lipca 2026

„H. St. John Philby i Kim Philby. Szpiegowska afera stulecia”. Autor: Anthony Cave Brown

 

Anthony Cave Brown „H. St. John Philby i Kim Philby. Szpiegowska afera stulecia”

Wydawnictwo Philip Wilson, Warszawa 1997

Czytelnik, który sugerując się tytułem książki, sięgnie po nią jak po lekturę sensacyjną, pasjonującą i zapierającą dech w piersiach, niestety się rozczaruje. Autor stworzył szczegółową monografię życia i działalności dwóch Philby’ch – ojca i syna, przedstawiając oraz analizując ich osobowości i czyny, życia prywatnego, w tym rodzinnego i intymnego, nie pomijając. W tekście przywołuje mnóstwo źródeł, skrupulatnie wskazanych w przypisach (zgromadzonych odrębnie dla każdego z 18-tu rozdziałów książki). Czytamy zatem ambitne opracowanie popularnonaukowe, przyswajalne trudniej i wolniej niż np. dzieła Fredericka Forsytha czy Kena Folleta o zbliżonej tematyce. Tym niemniej książka z pewnością zainteresuje pasjonatów historii, a zwłaszcza historii służb specjalnych.

Anthony Cave Brown prowadzi te dwie biografie równolegle. Zaczyna od ojca, jego pochodzenia, wykształcenia, pierwszej pracy zawodowej, narodzin syna i dwóch córek. I właśnie ojciec jest głównym bohaterem pierwszych rozdziałów. Syn pojawia się w nich drugoplanowo, tylko dla opisania dzieciństwa, wczesnej młodości, nauki w elitarnych szkołach etc. W drugiej części książki proporcje już się odwracają – przede wszystkim czytamy o życiu i działalności syna, choć o ojcu autor bynajmniej nie zapomina. Co pewien czas obaj się też spotykają, doskonale się wzajemnie rozumiejąc i wspierając. No to teraz trochę o każdym z nich, oczywiście w telegraficznym skrócie, jak na 677 stron książki (licząc bez przypisów, indeksów i załączonego na końcu zbioru fotografii).

Harry St. John Philby (1885-1960) przez całe życie pozostawał krnąbrnym i nieposłusznym przedstawicielem brytyjskiego establishmentu. Absolwent uniwersytetu w Cambridge, poliglota, pracę dla rządu JKM rozpoczął w Indiach, następnie kontynuował na Bliskim Wschodzie. W urzędniczej karierze pomogła mu bliska, osobista znajomość ze starszą, wpływową damą. Poznajemy hierarchię i organizację służb kolonialnych Imperium Brytyjskiego. H. St. Philby zaprzyjaźnił się też prywatnie z Ibn Saudem, przyszłym królem Arabii Saudyjskiej. Wspierał jego polityczną i ekonomiczną działalność, nieraz wbrew intencjom, a nawet rozkazom rządu brytyjskiego, które kontestował. W 1930 r. dokonał konwersji na islam, przyjmując imię Abdullach. Był ojcem pięciorga dzieci, w tym dwóch synów z arabską żoną (przyrodnich braci Kima). W tle jego biografii mamy pierwszą wojnę światową na Bliskim Wschodzie, następujący po niej rozpad Imperium Osmańskiego oraz zagospodarowanie przez Wielką Brytanię i Francję terenów byłych tureckich podbojów. Czytamy o skomplikowanych relacjach wewnątrzarabskich, także o początkach zorganizowanej emigracji Żydów do Palestyny. Poznajemy szczegóły rywalizacji koncernów naftowych brytyjskich i amerykańskich, przy czym Philby senior stał się aktywnym rzecznikiem tych drugich, świadomie osłabiając potencjał ekonomiczny swojego państwa.

Harold Adrian Russel „Kim” Philby (1912-1988) już w szkole średniej oraz na uniwersytecie w Cambridge wyznawał poglądy skrajnie lewicowe. W 1934 r. w wieku 22 lat został zwerbowany przez wywiad radziecki, który potraktował go „perspektywicznie”, wydając mu polecenie zatrudnienia się w tajnych służbach brytyjskich. Owe nieproste zadanie, zważywszy ciągnącą się za nim opinię sympatyka komunizmu, Kim Philby wykonał w roku 1940. Następnie stopniowo awansował w strukturach SIS (MI6), dochodząc do wysokich stanowisk, m.in. zostając w 1944 r. szefem sekcji antyradzieckiej (!). Autor przedstawia kilkuletnie starania Kima o przyjęcie do służby w SIS, a następnie opisuje i szczegółowo analizuje jego działalność na wszystkich etatach (oficjalnych i niejawnych), jakie w latach 1940-1963 tam zajmował. Wskazuje szkody rzeczywiste i przypuszczalne, które dyplomacji oraz zachodnim służbom specjalnym przyniosła równoległa współpraca Kima z wywiadem radzieckim (NKWD, KGB). Czytamy również o współdziałaniu, ale też o wzajemnej nieufności oraz rywalizacji tajnych służb brytyjskich i amerykańskich. W tle mamy wybrane wydarzenia drugiej wojny światowej, następnie zimnej wojny, aż do czasów Gorbaczowa. Pasjonujące są zwłaszcza te fragmenty książki, w których autor pisze o coraz to bardziej narastających podejrzeniach wobec Kima Philby’ego, istnieniu wyraźnych poszlak jego zdradzieckiej działalności (z prawdopodobieństwem bliskim pewności), nienadających się jednakże do skutecznego wykorzystania procesowego. Funkcjonariusze służb brytyjskich (MI5 i MI6) byli przekonani o jego agenturalnej działalności, ale nie mając tzw. twardych dowodów i bojąc się kompromitacji, nie odważyli się tak wysokiego urzędnika, jakim był Kim Philby, aresztować i postawić przed sądem. Nasuwa się tu wyraźna rozbieżność pomiędzy metodyką pracy kontrwywiadów państw demokratycznych i ZSRR. Przecież gdyby w identycznej sytuacji znalazły się służby radzieckie, to podejrzanego delikwenta poddałyby stosownej „obróbce”, a ten już po kilku godzinach wyjawiłby wszystko, co wiedział i czego nie wiedział. Natomiast SIS (MI6) tylko grała z Philby’m, jak pisze autor, w kotka i myszkę, obniżając mu etat i kierując w 1956 r. do Bejrutu w charakterze niejawnego współpracownika (oficjalnie korespondenta prasowego). Stamtąd w 1963 r. uciekł do ZSRR, przy czym A. C. Brown nie wyklucza „przymknięcia na to oka” przez SIS. Następnie autor obszernie informuje o personalnych konsekwencjach owej ucieczki, jakie nastąpiły w służbach brytyjskich i amerykańskich, także o wielkim „rejwachu” w parlamencie i mediach, oraz będącym tego następstwem upadku rządu brytyjskiego. Ostatnie 25 lat życia Kim Philby spędził w Związku Radzieckim, żyjąc tam w warunkach materialnych dostępnych jedynie członkom nomenklatury partyjno-państwowej, będąc wysoko odznaczonym i dobrze nagradzanym doradcą kierownictwa KGB, wykładając, publikując, także utrzymując kontakt korespondencyjny z rodziną.

Przedstawiając i analizując cały życiorys Kima, A. C. Brown nie pomija życia prywatnego – pisze o jego incydentalnym homoseksualizmie w latach szkolnych i studenckich (co jednak nie przełożyło się na taką ostateczną orientację Kima), o wrodzonej wadzie wymowy, następnie o jego życiu rodzinnym, kłopotach materialnych i ich pokonywaniu, czterech kolejnych małżeństwach, pięciokrotnym ojcostwie (z drugą żoną) oraz o postępującym alkoholizmie. Nb. chyba najbardziej atrakcyjną małżonką Kima była ta czwarta - Ruffina, Rosjanka mająca również polskie korzenie, młodsza od niego o 20 lat, którą poznał i poślubił w 1970 r., mieszkając już w ZSRR (w książce znajdujemy jej dwie fotografie).

Reasumując, polecam tę niezwykle interesującą lekturę – z zastrzeżeniem jak na wstępie, iż nie jest to sensacyjne czytadło. Oprócz dokładnego poznania życiorysów tytułowych bohaterów wejdziemy za kulisy brytyjskiej i amerykańskiej polityki w XX wieku. O Kimie Philby’m większość pasjonatów historii już wcześniej słyszała i sporo wiedziała, choć na pewno nie aż w takich szczegółach, jak to przedstawił A. C. Brown. Ale o niezwykle urozmaiconym życiu oraz o budzącej wiele kontrowersji działalności jego taty, Philby’ego seniora, czy też Państwo wiecie? Kto wie, proszę: ręka do góry! Lasu podniesionych rąk nie widzę. Ja również swojej bym nie podniósł przed przeczytaniem tej książki. Poloniców w niej prawie nie ma. Na str. 618 autor daje do zrozumienia, aby śmierci generała Władysława Sikorskiego w katastrofie gibraltarskiej w lipcu 1943 r. nie łączyć z agenturalną działalnością Kima Philby’ego. Cytuję: Kiedy badano wrak samolotu, stwierdzono, że maszyna spadła w wyniku zwykłego wypadku powietrznego: brytyjski mechanik z Gibraltaru zostawił w samolocie chlebak, w którym miał suchy prowiant; kiedy samolot startował, chlebak przesunął się do tyłu i uszkodził stery. Wprowadzenie powyższego cytatu nie oznacza, iż przyznaję autorowi rację.

PS. O Kimie Philby’m już pisałem na blogu, omawiając książkę Jurija Modina pt. „Moja Piątka z Cambridge” (dostęp poprzez katalog autorski alfabetyczny albo katalog tematyczny 5). Osobom zainteresowanym owym szpiegiem polecam również wspomnienia jego czwartej żony, Rufiny Philby, pt. „Prywatne życie Kima Philby’ego. Moskiewskie lata” (Wydawnictwo Dolnośląskie, Wrocław 2000). Jej opisu proszę jednak tu nie szukać - książkę przeczytałem w latach, gdy jeszcze nie miałem czasu bawić się w zamieszczanie amatorskich recenzji w Internecie.