Walter
Kempowski „Wszystko na darmo”
Wydawnictwo
ArtRage, Warszawa 2023
Czytamy
wspaniałą, opartą na faktach powieść historyczną o ludzkich losach i ludzkiej
mentalności w sytuacjach ekstremalnych. Miejsce i czas akcji: Prusy
Wschodnie (rejon Elbląga), styczeń 1945 r. Za chwilę ruszy (i w końcu
rusza) potężna ofensywa Armii Czerwonej, zmiatająca na zachód dywizje Wehrmachtu
i Waffen SS, nieoszczędzająca też licznych kolumn uchodźców cywilnych.
Bohaterami książki są członkowie szlacheckiej rodziny von Globig oraz stali
i okresowi lokatorzy ich dworu, a także bliżsi i dalsi znajomi z pobliskiego
miasteczka. Zaistniała sytuacja wszystkich tych ludzi przerasta, nie wiedzą,
jak się mają zachować. Obserwując niemieckie czołgi zmierzające w kierunku
frontu, początkowo mają jeszcze nadzieję na odparcie radzieckiej ofensywy. Wkrótce
we dworze już kwaterują pierwsi uchodźcy z terenów położonych dalej na
północ i wschód. Administracja i policja niemiecka, kontrolowane
przez NSDAP, wspierane przez Hitlerjugend oraz inne przybudówki
partii nazistowskiej, starają się utrzymywać ład i porządek, nadając tymczasowemu
zakwaterowaniu i dalszej ewakuacji ludności zorganizowany charakter. Ta
zresztą ma nadzieję na rychły powrót w rodzinne strony, zabezpiecza
posiadane nieruchomości, starannie ukrywa niezabrane cenne przedmioty. Albowiem
w niemieckiej mentalności w szóstym roku wojny prawie nic się nie zmieniło!
Nadal przeważa wiara w Führera, w ostateczne zwycięstwo, dominuje
przekonanie o słuszności hitlerowskiej polityki wewnętrznej i zagranicznej.
Nieliczne wątpliwości wyrażane są jedynie półgębkiem i w zaufanym gronie.
Za sianie defetyzmu, dezercję z wojska, uchylanie się od służby w Volksturmie
grozi kara śmierci, wykonywana bezzwłocznie. Nieodległy Królewiec niedawno był
obiektem niszczącego nalotu RAF. Słychać już przybliżający się front
wschodni, cywilni uchodźcy są bombardowani i ostrzeliwani przez lotnictwo
radzieckie. Trwa mroźna i śnieżna zima, utrudniająca oraz spowalniająca ewakuację
ludności. Daleko, na froncie zachodnim właśnie zakończyła się wielką klapą niemiecka
kontrofensywa w Ardenach.
Aż tu
nagle wybucha wielka, lokalna afera! Stała się rzecz niesłychana! Pani Katharina
von Globig udzieliła schronienia Żydowi, ukrywającemu się od pewnego czasu
na terenie Prus Wschodnich. Jak ona mogła??? Jak śmiała!!! Konkretnie –
przyjęła go tylko na jeden nocleg, w drodze wielkiego wyjątku i po licznych
wahaniach spełniając prośbę miejscowego, zaprzyjaźnionego z nią pastora. Żydowskiego
uciekiniera wkrótce złapano oraz wdrożono konieczne przecież (!) w tej
sytuacji śledztwo. Przy biedaku znaleziono szkic drogi do dworu, a zatem
wszystko się wydało. Bliskiego końca wojny Żyd, którego jedynymi „winami” były tzw.
niearyjskie pochodzenie i chęć życia, już oczywiście nie doczekał – po
przesłuchaniu „po prostu” go zastrzelono. Duchownego i Katharinę von Globig
natychmiast zaaresztowano. O ich „zbrodni” zaraz też poinformowano dalekopisem
dowództwo jednostki wojskowej, w której w stopniu oficera służył mąż
Kathariny. Przy okazji wykryto również i jego „zbrodnię” – przed wojną za
środki uzyskane ze sprzedaży części majątku ziemskiego nabył dużą liczbę papierów
wartościowych angielskiego koncernu przemysłowego, wzmacniając w ten
sposób potencjał ekonomiczny (a zatem i militarny) wroga! Przecież to
zdrada, że też dopiero teraz wyszła na jaw!!! Chcąc uniknąć sądu polowego
i prawdopodobnego wyroku śmierci, Eberhard von Globig zastrzelił się.
Autor
prowadzi narrację unikając własnych opinii. Doskonale odwzorowuje sposób
myślenia postaci powieści, nie komentując go. Za autorski „komentarz
zawoalowany” można jedynie uznać nietypową interpunkcję (częste znaki
zapytania), wyrazy Heil Hitler zawsze wtrącane w tekst, gdy treść
choć tylko trochę nabiera politycznego charakteru, oraz powtarzane sformułowanie
To wszystko nie takie proste (ulubione powiedzonko pani Helene Harnish,
stałej ciotki-rezydentki i faktycznej gospodyni w szlacheckim
dworze). Autor retrospektywnie i skrótowo przedstawia również wcześniejsze
losy bohaterów książki – jakie mają pochodzenie, wykształcenie, stan majątkowy,
skąd się tu wzięli i co się z nimi działo przed styczniem 1945 roku,
oraz jakie aktualnie są ich codzienne problemy. Ukazuje różny stopień
zainfekowania tych ludzi ideologią nazistowską. Drugoplanowymi postaciami są
zatrudnieni we dworze robotnicy cudzoziemscy: polski żołnierz - jeniec wojenny
z 1939 r. oraz dwie młode Ukrainki. Reasumując, wnikamy w głąb
ludzkich osobowości, badamy charaktery, poglądy, odczucia i refleksje
bohaterów powieści. Ludzi dorosłych, ale również dwunastoletniego Petera
von Globig, jedynego syna właścicieli majątku, w końcowych
rozdziałach głównego bohatera książki. Poznajemy osoby tylko „umiarkowanie”
akceptujące hitleryzm, jak też nadgorliwego miejscowego nazistę, zrządzeniem
losu noszącego polskie nazwisko Drygalski, ojca żołnierza Wehrmachtu
poległego w Polsce w 1939 r. Akcja powieści to się wlecze, to
gwałtownie (i tragicznie) przyspiesza. Streszczać jej tu nie zamierzam, poinformuję
tylko, iż tę pasjonującą lekturę zakończyłem w dość minorowym nastroju, absolutnie
jednak nie żałując poświęconego na nią czasu.
Wyrazy
uznania należą się naszej tłumaczce p. Małgorzacie Gralińskiej, która
oprócz tego, że dokonała doskonałego przekładu z niemieckiej literatury
pięknej, to również zamieściła wiele przypisów objaśniających czytelnikowi
polskiemu wyrafinowane, literaturoznawcze wtręty do dyskusji towarzyskich toczonych
przez niektórych wykształconych bohaterów książki. Pani Małgorzata jest także
autorką interesującego posłowia pt. Nie uronić ani jednego wspomnienia,
nie zapomnieć ani jednego losu (str. 365-373), w którym przybliża
polskiemu czytelnikowi postać Waltera Kempowskiego, skrótowo przedstawia całokształt
jego twórczości oraz okoliczności powstania przetłumaczonej powieści. A w zakończeniu
posłowia wyjaśnia (str. 373) dlaczego praca akurat nad tym tłumaczeniem
była dla niej ważna również ze względów osobistych.