Jan
Rosiński, Richard Hile „W szeregach Armii Krajowej. Wspomnienia człowieka
do zadań specjalnych”
Wydawnictwo
Replika, Poznań 2023
Aż
zza Atlantyku dotarły do nas wspomnienia dr. hab. inż. Jana
Rosińskiego (1917-2012), amerykańsko-polskiego naukowca i wykładowcy
akademickiego, autora wielu publikacji oraz kilku patentów badawczych z dziedzin
chemii i fizyki. Będąc już w 2008 r. osobą niedowidzącą, wspomnienia
te nagrał głosowo w USA, gdzie mieszkał. W 2014 r. zredagowali i wydali
je po angielsku po jego śmierci przyjaciele, w tym Mr. Richard Hile. Dołączyli
szereg fotografii, głównie Jana Rosińskiego z różnych lat życia. Tytuł
oryginału: The Warsaw underground: a memoir of resistance, 1939-1945.
Autor przedstawił swe curriculum vitae z lat 1917-2008, najwięcej
uwagi poświęcając okresowi wojny i czasom tużpowojennym. Wrzesień 1939
zastał Jana Rosińskiego z prawie ukończonymi studiami chemicznymi na
Politechnice Warszawskiej. W latach okupacji i podczas powstania
mieszkał w Warszawie. Zaprzysiężonym żołnierzem ZWZ/AK został już w lutym
1940 r. Działalność konspiracyjną relacjonuje obszernie i ciekawie,
aczkolwiek fragmentarycznie i nieco chaotycznie. Jego przydziału
organizacyjnego tylko domyślamy się, czytając między wierszami. Autor pełnił
służbę kurierską, pozyskiwał dokumentację techniczną i kartograficzną, zajmował
się wytwarzaniem i legalizacją dokumentów, inicjował i wykonywał dywersję
biologiczno-bakteriologiczną. Dopiero na str. 194 dowiadujemy się, że wybuch
powstania warszawskiego zastał go w szeregach Oddziału
Informacyjno-Wywiadowczego Komendy Głównej Armii Krajowej. W czasie
powstania natomiast pozostawał w zasadzie bez formalnego przydziału, dorywczo
zgłaszał się do realizacji trudnych zadań technicznych (wznoszenie barykad, drążenie
tunelu pod ulicą). Następnie dołączył do służby medycznej, gdzie wykorzystywano
jego zdolności organizatorskie (zaopatrzeniowe) oraz wiedzę chemiczną. Wraz z personelem
lekarskim po kapitulacji powstania trafił do niemieckiej niewoli, całą ich ekipę
umieszczono w stalagu. Po wyzwoleniu obozu przez Armię Czerwoną uciekł wraz
z kilkoma znajomymi, w tym ze swoją przyszłą żoną (lekarką), do
okupacyjnej strefy amerykańskiej. Stamtąd oboje trafili do strefy brytyjskiej,
gdzie skierowano ich do II Korpusu Polskiego we Włoszech. Kolejne etapy drogi
życiowej Jana Rosińskiego to Wielka Brytania, tamtejszy Polski Korpus
Przysposobienia i Rozmieszczenia, ukończenie z wyróżnieniem studiów
chemicznych w Polish University College w 1948 r. Również w 1948 r. został
z polskiego wojska formalnie zdemobilizowany w stopniu sierżanta
podchorążego. Można domniemywać, że nominacji na pierwszy stopień oficerski Jan
Rosiński nie doczekał się ze względu na niezwykle luźne podejście do dyscypliny
wojskowej, kontestowanie poleceń przełożonych, we wspomnieniach kilkakrotnie mocno
wyartykułowane. W 1951 r. wyjechał z żoną i synkiem do
Stanów Zjednoczonych. W 1956 r. uzyskali obywatelstwo USA. W dalszych
latach Jan Rosiński zrobił w Ameryce wspomnianą na wstępie karierę
naukowo-badawczą. Poczynając od roku 1976 kilkakrotnie przyjeżdżał też do
Polski w sprawach współpracy naukowej, przy okazji odwiedzając długo
niewidzianych przyjaciół z czasów konspiracji. Na Uniwersytecie
Warszawskim uzyskał wtedy stopień doktora (1976) i doktora
habilitowanego (1980) w dziedzinie fizyki.
Tyle
w skrócie telegraficznym. Na 316 stronach książki dokładnie Państwo poznacie
losy niezwykle wartościowego, nietuzinkowego człowieka, jakim bez wątpienia był
śp. Jan Rosiński. Na zakończenie wtrącę kilka zdań krytycznych – o książce,
nie o autorze. Jej oryginał, jak na wstępie poinformowałem, powstał po
angielsku. Autor, zapewne z myślą o czytelniku niepolskim, przybliża
tło historyczne ważnych wydarzeń, z pamięci podając m.in. sporo szczegółów
okupacyjnych. Pamięć go jednakże już nieco zawodzi, polski wydawca zamieścił więc
konieczne, korygujące przypisy odredakcyjne. Również niektóre wydarzenia incydentalne,
w których autor osobiście uczestniczył albo je obserwował, brzmią dość
niewiarygodnie. Cóż, wypada żałować, iż pan Jan Rosiński nie opowiedział tak
obszernie o swoim życiu wcześniej, jeszcze zanim doznał wylewu krwi do
mózgu. Ale mimo to jestem pewien, że miłośnicy literatury wspomnieniowej nie
rozczarują się. Osobiście czytałem tę książkę będąc cały czas pełnym sympatii do
autora, podziwiając jego wiedzę, inteligencję i zachowanie w nieraz
ekstremalnie trudnych sytuacjach życiowych. A pozytywną kropkę
nad „i” postawiła miłość p. Jana Rosińskiego do kotów, w pełni
przeze mnie podzielana.