czwartek, 13 sierpnia 2026

„W szeregach Armii Krajowej. Wspomnienia człowieka do zadań specjalnych”. Autorzy: Jan Rosiński, Richard Hile

 

Jan Rosiński, Richard Hile „W szeregach Armii Krajowej. Wspomnienia człowieka do zadań specjalnych”

Wydawnictwo Replika, Poznań 2023

Aż zza Atlantyku dotarły do nas wspomnienia dr. hab. inż. Jana Rosińskiego (1917-2012), amerykańsko-polskiego naukowca i wykładowcy akademickiego, autora wielu publikacji oraz kilku patentów badawczych z dziedzin chemii i fizyki. Będąc już w 2008 r. osobą niedowidzącą, wspomnienia te nagrał głosowo w USA, gdzie mieszkał. W 2014 r. zredagowali i wydali je po angielsku po jego śmierci przyjaciele, w tym Mr. Richard Hile. Dołączyli szereg fotografii, głównie Jana Rosińskiego z różnych lat życia. Tytuł oryginału: The Warsaw underground: a memoir of resistance, 1939-1945. Autor przedstawił swe curriculum vitae z lat 1917-2008, najwięcej uwagi poświęcając okresowi wojny i czasom tużpowojennym. Wrzesień 1939 zastał Jana Rosińskiego z prawie ukończonymi studiami chemicznymi na Politechnice Warszawskiej. W latach okupacji i podczas powstania mieszkał w Warszawie. Zaprzysiężonym żołnierzem ZWZ/AK został już w lutym 1940 r. Działalność konspiracyjną relacjonuje obszernie i ciekawie, aczkolwiek fragmentarycznie i nieco chaotycznie. Jego przydziału organizacyjnego tylko domyślamy się, czytając między wierszami. Autor pełnił służbę kurierską, pozyskiwał dokumentację techniczną i kartograficzną, zajmował się wytwarzaniem i legalizacją dokumentów, inicjował i wykonywał dywersję biologiczno-bakteriologiczną. Dopiero na str. 194 dowiadujemy się, że wybuch powstania warszawskiego zastał go w szeregach Oddziału Informacyjno-Wywiadowczego Komendy Głównej Armii Krajowej. W czasie powstania natomiast pozostawał w zasadzie bez formalnego przydziału, dorywczo zgłaszał się do realizacji trudnych zadań technicznych (wznoszenie barykad, drążenie tunelu pod ulicą). Następnie dołączył do służby medycznej, gdzie wykorzystywano jego zdolności organizatorskie (zaopatrzeniowe) oraz wiedzę chemiczną. Wraz z personelem lekarskim po kapitulacji powstania trafił do niemieckiej niewoli, całą ich ekipę umieszczono w stalagu. Po wyzwoleniu obozu przez Armię Czerwoną uciekł wraz z kilkoma znajomymi, w tym ze swoją przyszłą żoną (lekarką), do okupacyjnej strefy amerykańskiej. Stamtąd oboje trafili do strefy brytyjskiej, gdzie skierowano ich do II Korpusu Polskiego we Włoszech. Kolejne etapy drogi życiowej Jana Rosińskiego to Wielka Brytania, tamtejszy Polski Korpus Przysposobienia i Rozmieszczenia, ukończenie z wyróżnieniem studiów chemicznych w Polish University College w 1948 r. Również w 1948 r. został z polskiego wojska formalnie zdemobilizowany w stopniu sierżanta podchorążego. Można domniemywać, że nominacji na pierwszy stopień oficerski Jan Rosiński nie doczekał się ze względu na niezwykle luźne podejście do dyscypliny wojskowej, kontestowanie poleceń przełożonych, we wspomnieniach kilkakrotnie mocno wyartykułowane. W 1951 r. wyjechał z żoną i synkiem do Stanów Zjednoczonych. W 1956 r. uzyskali obywatelstwo USA. W dalszych latach Jan Rosiński zrobił w Ameryce wspomnianą na wstępie karierę naukowo-badawczą. Poczynając od roku 1976 kilkakrotnie przyjeżdżał też do Polski w sprawach współpracy naukowej, przy okazji odwiedzając długo niewidzianych przyjaciół z czasów konspiracji. Na Uniwersytecie Warszawskim uzyskał wtedy stopień doktora (1976) i doktora habilitowanego (1980) w dziedzinie fizyki.

Tyle w skrócie telegraficznym. Na 316 stronach książki dokładnie Państwo poznacie losy niezwykle wartościowego, nietuzinkowego człowieka, jakim bez wątpienia był śp. Jan Rosiński. Na zakończenie wtrącę kilka zdań krytycznych – o książce, nie o autorze. Jej oryginał, jak na wstępie poinformowałem, powstał po angielsku. Autor, zapewne z myślą o czytelniku niepolskim, przybliża tło historyczne ważnych wydarzeń, z pamięci podając m.in. sporo szczegółów okupacyjnych. Pamięć go jednakże już nieco zawodzi, polski wydawca zamieścił więc konieczne, korygujące przypisy odredakcyjne. Również niektóre wydarzenia incydentalne, w których autor osobiście uczestniczył albo je obserwował, brzmią dość niewiarygodnie. Cóż, wypada żałować, iż pan Jan Rosiński nie opowiedział tak obszernie o swoim życiu wcześniej, jeszcze zanim doznał wylewu krwi do mózgu. Ale mimo to jestem pewien, że miłośnicy literatury wspomnieniowej nie rozczarują się. Osobiście czytałem tę książkę będąc cały czas pełnym sympatii do autora, podziwiając jego wiedzę, inteligencję i zachowanie w nieraz ekstremalnie trudnych sytuacjach życiowych. A pozytywną kropkę nad „i” postawiła miłość p. Jana Rosińskiego do kotów, w pełni przeze mnie podzielana.