czwartek, 2 lipca 2026

"Dziesiąta Aleja". Autor: Mario Puzo

 

Za dwa dni, wg czasu polskiego, nastąpi 250. rocznica ogłoszenia Deklaracji Niepodległości Stanów Zjednoczonych Ameryki (stąd coroczne święto Independence Day 4 lipca). Rok temu miałem tu przyjemność omówić „Historię Stanów Zjednoczonych Ameryki 1607-2024. Od osady do mocarstwa”, autorstwa znanego amerykanisty, profesora Zbigniewa Lewickiego (opis do odszukania poprzez katalog autorski alfabetyczny albo katalog tematyczny 9). Wypada, aby także i dziś znalazło się tu coś amerykańskiego – oczywiście wraz z okolicznościowymi życzeniami Wszystkiego Najlepszego, które niniejszym składam moim Amerykańskim Czytelniczkom i Czytelnikom, liczebnie pierwszej (w gronie czytelników zagranicznych) grupie osób zainteresowanych tą stroną internetową.

Mario Puzo „Dziesiąta Aleja”

Wydawnictwo Albatros Sp. z o.o., Warszawa 2023

Proszę się nie zasugerować nazwiskiem autora „Ojca Chrzestnego”, „Omerty”, „Ostatniego Dona” itd., i nie spodziewać się pod powyższym tytułem jego kolejnej powieści „mafijnej”. Aczkolwiek wątek przestępczości zorganizowanej, polegającej na wymuszaniu haraczy od drobnych przedsiębiorców (piekarzy), też się w „Dziesiątej Alei” na chwilę pojawia. Przede wszystkim jednak czytamy powieść obyczajową i psychologiczną, osadzoną w historycznych realiach egzystencji nowojorskiej diaspory włoskiej, zamieszkującej czynszowe kamienice w tytułowej Dziesiątej Alei, w bezpośrednim sąsiedztwie kolejowej infrastruktury technicznej i magazynowej. Akcja rozpoczyna się w roku 1928, kończy zaś w latach drugiej wojny światowej. Obserwujemy losy kilku - kilkunastu rodzin włoskich imigrantów, pochodzenia najczęściej chłopskiego, którzy po to wyrwali się z biedy, ciężkiej pracy na roli i braku życiowych perspektyw w ojczystej Italii, aby za Atlantykiem również podjąć wyczerpującą walkę o byt, ale już w innych warunkach i z nadzieją na sukces materialny oraz osiągnięcie wyższej pozycji życiowej. Trzeba przyznać, iż nadzieje takie nieraz się spełniały. Życie jednak ich nie rozpieszczało. Niewykształceni, nieznający angielskiego, często niepiśmienni, imali się ciężkich prac fizycznych niewymagających kwalifikacji. W razie choroby mogli jedynie liczyć na darmową i byle jaką, tylko w zakresie podstawowym, pomoc medyczną. Niektórzy nie wytrzymywali nieznanego dotąd tempa i sposobu życia, popadali w alkoholizm (utrzymujący się mimo formalnie obowiązującej do 1933 r. prohibicji). Dał się im też we znaki wielki kryzys ekonomiczny lat 1929-1933 – objęły ich redukcje zatrudnienia, potracili życiowe oszczędności w upadłych bankach, pobankrutowali również drobni przedsiębiorcy. Odbiło się to na ich, zazwyczaj wielodzietnych, włoskich rodzinach, którym głód i chłód zaczęły zaglądać do oczu. Żyjący w zwartych skupiskach imigranci długo starali się zachowywać ojczyste obyczaje, kultywować tradycję włoskiego modelu wiejskiej, katolickiej rodziny – trudne jednak do pogodzenia z nowojorską wielokulturowością i otwartością na różne religie, prądy umysłowe etc. (najbliżej im było do katolickich środowisk polskich oraz irlandzkich). Dzieci imigrantów „amerykanizowały się” już w znacznie większym stopniu, czego pierwszym przejawem stawał się brak zrozumienia dla mentalności rodziców oraz sprzeciw wobec prowadzonego trybu życia. Po latach „chudych” nadeszły wreszcie lata „tłuste”, determinowane najpierw przez rooseveltowski New Deal, a następnie przez wojenny boom gospodarczy. Amerykański przemysł na skalę masową wsparł logistykę armii własnej oraz państw Koalicji, o bezrobociu w USA nie mogło być już wtedy mowy. Ceną, jaką zapłacili młodzi Amerykanie (także włoscy imigranci) była śmierć żołnierzy z poboru na frontach drugiej wojny światowej.

Tyle, jeśli chodzi o ogólne, ważne, historyczno-społeczne tło powieści. Jej bohaterami są członkowie rodziny Angeluzzi-Corbo, z dominującą postacią Lucii Santy, lat ok. 38 w pierwszym rozdziale książki. Posiadającą dzieci z dwóch małżeństw (po troje z każdego). W wieku siedemnastu lat Lucia Santa, poślubiona formalnie w Italii per procura włoskiemu imigrantowi w Ameryce, prostemu nowojorskiemu robotnikowi portowemu, popłynęła do niego przez Atlantyk. Urodziła mu troje dzieci, z których trzecie okazało się tzw. pogrobowcem, tzn. przyszło na świat pół roku po śmierci ojca, ofiary wypadku podczas rozładunku towarów w porcie. Będąc dość atrakcyjną kobietą, wkrótce znalazła sobie drugiego męża, również niepiśmiennego włoskiego imigranta, z którym doczekała się kolejnej trójki potomstwa. Nie chcąc streszczać książki, nie zamierzam pisać o jej drugim małżeństwie, wyjawię tylko, iż było ono bardzo (choć nietypowo) nieudane. W końcu doszło do tego, iż niewykształcona, prosta Lucia Santa dźwigała na swych kobiecych barkach ciężar utrzymania całej rodziny, w tym sześciorga dzieci (czterech synów i dwóch córek). I dała radę! Oprócz wykonywania prac domowych (gotowanie, pranie, sprzątanie, ogrzewanie etc.) spadł na nią obowiązek wyżywienia, ubrania i wychowania tej gromadki dzieci. Małżonek włączał się w to dorywczo i tylko do czasu. Starsze dzieci trochę jej pomagały, poszły do pracy rezygnując z kontynuacji nauki w szkole ponadpodstawowej. Opieka społeczna też co nieco dołożyła. Kobiecie było ciężko – do problemów z mężem doszła choroba płuc córki, potem własny artretyzm, później tragiczna śmierć jednego z synów.

Na podkreślenie zasługuje tło psychologiczno-charakterologiczne bohaterów książki, ze szczególnym uwzględnieniem właśnie osoby Lucii Santy. To bardzo energiczna ekstrawertyczka, walcząca „zębami, pazurami” o utrzymanie domu i dobrostan rodziny. Twardą ręką trzymająca często niegrzeczne i psotne dzieci, wymuszająca ich posłuszeństwo pasem lub wałkiem do ciasta. Dużo pomaga jej starsza córka, choć ta oddala się od włoskiej tradycji, wychodząc za mąż nie za rodaka, czy chociażby katolickiego Polaka albo Irlandczyka, lecz za Żyda. Synowie też, w miarę dorastania, doceniają poświęcenie matki i niosą jej pomoc materialną. Owe dzieci Lucii Santy prowadzą, w kolejnych latach akcji powieści, również swoje własne, pozadomowe życie, szczegółowo i bardzo interesująco przez autora ukazane i skomentowane – z uwzględnieniem ich dojrzewających charakterów, zdolności umysłowych i fizycznych, punktów widzenia oraz osobistych motywacji. Książka kończy się happy endem – rodzina, której nadal przewodzi Lucia Santa Angeluzzi-Corbo, przeprowadza się z lokalu w kamienicy czynszowej w Dziesiątej Alei do nowego domu w ekskluzywnym Long Island. Głównej bohaterce, jadącej samochodem do nowego miejsca zamieszkania, towarzyszą liczne refleksje i wspomnienia, bardziej chyba jednak wzruszające czytelnika (to z autopsji!) niż tę twardą kobietę.

PS. Bywa że bohaterowie książki używają w rozmowach wtrętów włoskich (wyrazów lub całych zwrotów), niestety nieprzetłumaczonych na polski. Znaczenia niektórych można się domyślić z samego ich brzmienia, innych z kontekstów dialogów, zdarzają się jednak i takie, których nie sposób prawidłowo rozszyfrować. Szkoda, iż wydawca nie zadbał o ich objaśnienie.