czwartek, 12 marca 2026

„Cień Lucyfera”. Autor: Stefan Türschmid

 

Stefan Türschmid „Cień Lucyfera”

Wydawca ARCANA sp. z o.o., Kraków 2015

Miłośnicy literatury autobiograficznej i biograficznej będą tą książką zachwyceni. Najpierw Stefan Türschmid (1946-2020) snuje osobiste wspomnienia wg schematu życie i działalność, umieszczając je w tle zachodzących wydarzeń politycznych i społecznych, oraz uzupełniając o własne poglądy, opinie i refleksje. Następnie to samo czyni jego ojciec, Robert Türschmid (1914-1999). Stefan jest również autorem esejów biograficznych o Wilhelmie Türschmidzie (1887-1942) i Ryszardzie Kazimierskiej z d. Türschmid (1927-2016). W książce znajdujemy też poezję oraz osobiste wspomnienia Feliksa Türschmida (1846-1921), z uzupełnieniami autorstwa kolejno Roberta i Stefana. W zakończeniu mamy genealogię rodu (łącznie z narysowanym drzewem genealogicznym), opracowaną przez Roberta. Rodu, nadmieńmy, niemieckiego – przybyłego w drugiej połowie XVIII wieku do Galicji wschodniej, tam rozrośniętego na kilka gałęzi oraz spolonizowanego poprzez małżeństwa z Polkami tak, że niemieckie pozostało (w linii męskiej) jedynie nazwisko. Całość przygotował do druku Stefan Türschmid. Prześledźmy teraz wszystko w wielkim skrócie, po kolei przerzucając karty tej emocjonalnie napisanej przez Türschmidów książki.

Stefan Türschmid (1946-2020) to swego czasu znany opozycjonista wobec władz i ustroju PRL, za co w latach 1970 i 1971 spędził kilkanaście miesięcy w areszcie i więzieniu. Należał do nielegalnej organizacji „Ruch”, której współtwórcą był Stefan Niesiołowski. Dokładnie opisuje swoją w niej działalność i dotkliwe tego konsekwencje. Niezależnie otrzymujemy też szczegółową relację z jego życia w Polsce Ludowej w latach dzieciństwa i młodości, w wieku dojrzałym, aż dochodzimy do kresu istnienia PRL i dalszego curriculum vitae autora już w III RP. Jako opozycjonista polityczny został w PRL pozbawiony możliwości rozwoju zgodnego z humanistycznym wykształceniem. Magister polonistyki (absolwent Uniwersytetu Łódzkiego, 1970), ograniczany do pracy bibliotekarstwie lub do nauczania w szkole specjalnej, z konieczności podejmował się innych zajęć zawodowych, głównie w charakterze trenera jeździectwa konnego (swojej wielkiej pasji) oraz do prowadzenia prywatnego, drobnego biznesu. To drugie, jak pamiętają starsi czytelnicy, w dwóch ostatnich dekadach PRL było dużo bardziej opłacalne niż praca na tzw. państwowej posadzie. W Polsce już nieludowej Stefan Türschmid kilka lat pracował w dziennikarstwie, z którym się rozstał wskutek głoszenia radykalnych poglądów politycznych, m.in. optował za przeprowadzeniem daleko idącej, personalnej dekomunizacji. Można rozumieć jego nieprzejednanie, wynikające z ciężkich przeżyć osobistych w młodości, ale przecież polska transformacja ustrojowa przebiegła bezkrwawo, zgodnie i pokojowo, więc nie było żadnych podstaw, aby (cyt., str. 199) partyjnych funkcjonariuszy po sekretarzy niższych szczebli pozbawić na wiele lat prawa sprawowania urzędów i biernego prawa wyborczego. Za błąd niesłusznie uznawał też (cyt., str. 198), iż komunistom nie urządzono ich Norymbergi. Odpowiedni czas na to przeminął. Tych, którym się ona rzeczywiście należała, najczęściej od dawna już nie było wśród żyjących, a wyjątki dożywały starczych lat, przeważnie za granicą (np. Helena Wolińska-Brus). Równie emocjonalnie rozedrgane było życie małżeńskie autora – dwa razy żenił się i rozwodził z tą samą kobietą, Barbarą, panią magister inżynier elektryk, z którą miał dwóch synów (dziś wysokiej klasy artystów muzyków). Zajął się też twórczością literacką, napisał kilka interesujących powieści, m.in. Mrok i mgła, tu omówioną (zob. katalog autorski alfabetyczny lub katalog tematyczny 6). Odczuwał poważne problemy zdrowotne wynikłe z niefortunnego, zlekceważonego następnie przez lekarza, upadku z konia. Przez pewien czas borykał się też z ogarniającym go alkoholizmem, którym próbował uśmierzać ból. Przystąpił wtedy do tzw. klubu AA. Podkreślmy w tym miejscu wielką szczerość Stefana Türschmida, naprawdę godną uznania.

Robert Türschmid (1914-1999), w wieku 3 lat osierocony przez ojca, wychowywany głównie przez babcię, miał dość trudne i ciekawe dzieciństwo. Matka, atrakcyjna kobieta (fotografia na str. 280) zajęła się nim bezpośrednio dopiero po powtórnym (i materialnie korzystnym) wyjściu za mąż za lekarza pochodzenia żydowskiego. Wrzesień 1939 zastał Roberta z prawie ukończonymi studiami na Wydziale Mechanicznym w Politechnice Lwowskiej (po wojnie uzupełnił je, uzyskując w 1946 r. dyplom w Politechnice Śląskiej w Gliwicach). Autor interesująco opisuje dwie okupacje (radziecką i niemiecką), na terenie których podczas wojny przebywał. Przed wywózką na Syberię uchroniła go okoliczność, iż jego żona Lidia, z domu Zielkowska, pochodziła z Poznańskiego, a zatem – w myśl ówczesnych porozumień radziecko-niemieckich – miała prawo do legalnego wyjazdu wraz z mężem do strefy okupacji niemieckiej. Po napaści Niemiec na ZSRR Robert powtórnie udał się do Lwowa i ściągnął stamtąd (nielegalnie) ojczyma, zagrożonego z racji pochodzenia żydowskiego. Załatwił mu tzw. aryjskie papiery i umożliwił przetrwanie wojny. Zamieszkali pod Warszawą. Utrzymanie licznej rodziny na dobrym poziomie zapewniał przede wszystkim wygnany z Poznańskiego teść Roberta, biznesmen umiejący sobie radzić w życiu i prowadzący w okupowanej Warszawie dochodowe przedsiębiorstwo. Po wojnie inżynierskie kwalifikacje Roberta Türschmida okazały się na wagę złota, wziął aktywny udział w rozwoju przemysłu. Mimo nieprzynależności do PZPR powierzano mu szereg samodzielnych i kierowniczych stanowisk (dość szczegółowo relacjonuje swoją pracę zawodową). W październiku 1947 r. został aresztowany przez UB, oskarżony o sabotaż gospodarczy i prawomocnie skazany, z więzienia wyszedł w grudniu 1948 r. Dalsze lata to już okres osobistej stabilizacji, szczęśliwego małżeństwa z Lidią oraz zawodowej i materialnej prosperity (jak na ówczesne warunki PRL). Sporo podróżował po Polsce i świecie. We wspomnieniach dużo miejsca poświęca dwojgu dzieciom, w tym synowi Stefanowi. Tak więc w książce nieraz napotykamy na opisy tych samych miejsc, osób oraz wydarzeń, odrębnie widzianych oczami ojca i syna.

Wywodzący się z odrębnej gałęzi rodu Wilhelm Türschmid (1887-1942), w II RP dyrektor szpitala w Tarnowie (str. 429), nie dożył końca wojny, został zamordowany przez Niemców w Oświęcimiu. Pełniąc tam funkcję lekarza obozowego zaskarbił sobie wdzięczność i pamięć współwięźniów. Uwiecznił go m.in. radziecki pisarz Andriej Pogożew w autobiograficznej książce pt. Ucieczka z Auschwitz. Po 1956 r. dr. Wilhelma Türschmida pośmiertnie odznaczono orderem Virtuti Militari (str. 435).

Córka Wilhelma, Ryszarda Kazimierska z d. Türschmid (1927-2016), zaprzysiężony żołnierz AK, wzięła udział w powstaniu warszawskim. Po powojennej tułaczce w Niemczech, Włoszech (tam przeżyła niefortunną przygodę matrymonialną) i Anglii, powróciła do Polski, w Warszawie ukończyła anglistykę, gdzie też podjęła pracę tłumaczki i dziennikarki. Po 1956 r. wstąpiła do PZPR (str. 461), co Stefanowi z trudem przyszło zrozumieć. W pracy dziennikarskiej była bardzo ceniona, m.in. w 1986 r. powierzono jej przeprowadzenie wywiadu prasowego z Mieczysławem Rakowskim, ówczesnym marszałkiem sejmu PRL, zarazem czołowym partyjnym reformatorem.

Ojciec Wilhelma, Feliks Türschmid (1846-1921) chyba najbardziej odbiegał życiorysem i charakterem od swoich krewnych. Wrażliwy poeta, mający (dosłownie) głodne i chłodne dzieciństwo, we wczesnej młodości był nieszczęśliwie zakochany. Czytamy tylko część jego autobiografii. O tym, że się ożenił i został ojcem pięciorga dzieci, z których troje przeżyło dzieciństwo, dowiadujemy się już z uzupełnienia dopisanego przez Stefana.

A to bynajmniej nie wszyscy Türschmidowie! Każda z prezentowanych w książce głównych postaci miała przecież swoją dalszą i bliższą rodzinę, wstępnych i zstępnych, krewnych i powinowatych. Aby nie pogubić się w zawiłościach tych wszystkich relacji rodzinnych konieczne jest częste zaglądanie do ich drzewa genealogicznego na str. 508 i 509. Życzę pasjonującej lektury. Poznamy historyczne czasy widziane oczami wartościowych ludzi, skrupulatnie też prześledzimy ich indywidualne losy.

PS.1. Ktoś może zapytać, a gdzie ten tytułowy Lucyfer i jego cień. Wg rosyjskiego poety Aleksandra Błoka, jak zauważył Stefan Türschmid, chodzi o ów diabelski cień rzucony na cały wiek XX. W Europie spersonifikowany (już po śmierci Błoka) postaciami Stalina i Hitlera.

PS.2. Informacje o roku śmierci Stefana (2020) oraz Ryszardy (2016) uzyskałem z Internetu. Obydwoje zmarli już po wydaniu tej książki (2015).