Poniższy tekst był pierwotnie planowany do zamieszczenia 1 kwietnia.
Corocznie bowiem owego dnia piszę tu coś „obrazoburczego”, odbiegającego od poważnego
i ambitnego formatu blogu. Jednakże w tym roku Prima Aprilis bezczelnie
wpasował się😈w Wielki Tydzień, pomyślałem więc, że proponowane
poniżej trzy lektury mogłyby zostać uznane za naruszające wrażliwość
osób skupionych w tamtym czasie głównie na rozważaniach eschatologicznych.
Zatem dopiero teraz, z pewnym opóźnieniem, już po świętach, postaram się
Państwa i rozweselić, i zaszokować. Dzisiejszy artykulik poświęcam
nie tylko „odważnej” książce p. Kamila Janickiego. W drugiej jego części
czeka bowiem na Państwa niespodzianka –
omówienie dwóch innych, także podminowanych Erosem, książek autorstwa p. Joanny
Jędrusik, niezwykle sympatycznej skandalistki.
Kamil Janicki „Epoka hipokryzji. Seks i erotyka w przedwojennej Polsce”
Wydawnictwo
Poznańskie sp. z o.o., Poznań 2022
„Przedwojennej”
nie należy tu rozumieć wyłącznie jako „międzywojennej”. Autor bowiem sięga
jeszcze do czasów zaborów, do drugiej połowy wieku XIX. Przez karty
książki przewija się cały szereg naukowców i publicystów z dziedziny zarówno
tytułowej, jak i obyczajowości pojmowanej ogólnie. Wśród nich niezrównany
albo niezrównoważony (zależnie od poglądów czytelnika), ale na pewno
niesłusznie dziś już zapomniany dr Stanisław Kurkiewicz (1867-1921), który
w 1913 r. wydał w Krakowie pierwszy w dziejach Polski „Słownik
płciowy. Zbiór wyrażeń o płciowych właściwościach, przypadłościach i.t.p.
Do użytku przy zeznawaniu przed lekarzem płciownikiem”. Współcześnie żałować
wypada, że proponowane tam nazewnictwo się nie przyjęło, pomimo wdzięcznego, a nader
wszystko czysto polskiego brzmienia. I tak np. tzw. inne czynności
seksualne wykonywane ręcznie przez kobietę i mężczyznę dr Stanisław
Kurkiewicz określił, odpowiednio, mianem merdanki i gmeranki,
co chyba wypada znacznie lepiej niż wzięte z angielskiego handjob
i fingering. Zdecydowanie też brzmiałoby to wyraziściej niż
wykreowane rodzime bicie konia (furmańskie i prostackie), czy palcówka
(wg słownika języka polskiego PWN: ćwiczenie muzyczne, którego celem jest
wyrobienie technicznej biegłości palców).😛Terminologię dr Kurkiewicz
opracował m.in. na bazie zapamiętanych wyrażeń ludowych, chociaż nie unikał
przy tym wymyślania własnego, autorskiego nazewnictwa. Oprócz owego słownika dr Kurkiewicz
był twórcą innych pionierskich opracowań z dziedziny seksuologii, przez p. Kamila
Janickiego często przywoływanych i cytowanych. Czytającemu niekiedy nie
sposób szczerze się nie roześmiać.
Książki
nie należy jednakże odbierać tylko humorystycznie. Pan Kamil Janicki wprowadza
nas w okopy pierwszej rodzimej rewolucji seksualnej. Walczą tam ze sobą
dwie Polski: pruderyjna, obskurancka i zakłamana, oraz nowoczesna, obyczajowo
liberalna, propagująca wyzwolenie seksualne. Autor opisuje działalność
wyróżniających się przedstawicieli obu tych obozów, przy czym nieraz stwierdza schodzenie
przez nich na manowce (po obydwu stronach!). Wszystko uwidocznia w kolejnych
rozdziałach dotyczących:
Ø wychowania i dojrzewania
płciowego (w tym inicjacji seksualnej) młodzieży,
Ø onanizmu osób
samotnych, łącznie z opisem służących temu wybranych akcesoriów erotycznych,
Ø okoliczności oraz
miejsc uprawiania seksu przedmałżeńskiego i pozamałżeńskiego,
Ø erotyki artystycznej i pornografii,
Ø wyboru technik
seksualnych, odpowiednich dla pragnień indywidualnych oraz możliwości
fizycznych,
Ø metod antykoncepcji (w tym
naprawdę dziś przerażających, niestety naukowo-lekarskich, opisanych w epilogu
pt. Poradnia ginekologiczna doktora Frankensteina😱),
Ø seksu mężczyzn i kobiet
„kochających inaczej”, przy czym ów w wydaniu żeńskim przeważnie
bagatelizowano (poza przypadkiem lekarki Zofii Sadowskiej, uwodzącej swoje
pacjentki).
Niektóre
fragmenty książki, aczkolwiek bardzo interesujące, wywołują u czytającego wrażenie
ponure. Autor pisze bowiem realistycznie o Polsce przedwojennej, w której
w znacznej skali występowały bieda, bezrobocie, ciemnota, brak higieny,
trudne warunki mieszkaniowe. W tych warunkach najbardziej cierpiały
proste, niewykształcone, ubogie kobiety, niemające dostępu do lekarza, nieraz zmuszone
poddawać się aborcji wykonywanej w pokątnych, urągających higienie, warunkach.
Także terroryzowane przez mężczyzn z półświatka, nakłaniane przez nich do
prostytucji.
Aby
jednak zakończyć tę recenzję podobnie jak ją rozpocząłem, czyli trochę humorystycznie,
pozwolę sobie zwrócić Państwa uwagę na aneks 1 pt. Przedwojenny
sennik erotyczny (str. 419-423). Spośród zapisanych tam sennych przestróg
zacytuję dwie, po jednej dla kobiety i mężczyzny. I tak: Jeżeli we
śnie słuchałaś gramofonu – mąż złapie cię in flagranti (…) Jeżeli
we śnie sadziłeś groch – nie zadowalasz swojej żony, więc ma skryte pragnienia.
Prawda, że to urocze? Nie? To proszę zapoznać się z pozostałymi
kilkudziesięcioma sennymi przepowiedniami i ostrzeżeniami. Przy niektórych
wybucha się gromkim śmiechem. A książkę zamyka wybrana bibliografia,
której dość liczny spis potwierdza popularnonaukowy charakter opracowania
autorstwa p. Kamila Janickiego.
***
No
a teraz anonsowana na wstępie niespodzianka!
Proponuję skok w czasie i przestrzeni. Skok epokowy w mentalności
ludzkiej, m.in. dzięki ogromnemu rozwojowi techniki. To, co sto lat wcześniej
uznawano za perwersyjną awangardę, teraz stało się dość powszechną, cywilizowaną
normą (choć oczywiście nadal mając zapiekłych przeciwników). Przenosimy się w lata
drugiej dekady obecnego wieku XXI. Najpierw do Warszawy,
a później hen, hen, aż za Atlantyk. Oddajemy głos pani Joannie Jędrusik,
autorce książek pt. 50 twarzy Tindera oraz pt. Pieprzenie
i wanilia, obu wydanych przez warszawskie Wydawnictwo Krytyki
Politycznej (odpowiednio w 2019 i 2020 roku).
W pierwszej
książce niezwykle sympatyczna, inteligentna, ładna i zgrabna, średniego
kobiecego wzrostu (1,65 m), dobiegająca trzydziestki zmysłowa i wyzwolona
seksualnie autorka-narratorka opisuje swe warszawskie znajomości zawarte za
pośrednictwem Tindera - popularnej w całym świecie aplikacji
randkowej. Osoba uczestnicząca wprowadza do niej swój profil (zdjęcie i odpowiedni
tekst). Następnie przy pomocy Tindera wybiera sobie inną osobę (jej
profil), która się jej spodobała, i którą chciałaby poznać, co z kolei
wyświetla się na ekranie smartfonu tamtej osoby. I jeśli tamta - po
zapoznaniu się z profilem osoby nią zainteresowanej - odpowie pozytywnie, to
już pozostaje tylko domówić termin i miejsce pierwszej randki,
a czasem nawet z góry określić jej charakter. Autorka szczegółów swych
intymnych spotkań nie pomija, a wręcz przeciwnie - seksowna Joanna nieraz
je eksponuje. Nie jest to jednakże lektura wyłącznie erotyczna. Przede
wszystkim dzięki niej poznajemy bogate tło socjologiczne i psychologiczne
osób poszukujących za pośrednictwem Internetu doznań miłosnych – z akcentem
albo na erotyczne zaspokojenie, albo na marzenie o wielkiej miłości życia,
albo … na jedno i drugie łącznie. Autorka zauważa przy tym dość bezpieczny
charakter Tindera – unikają go skrajni dewianci, gdyż pozostawia się w nim
cyfrowy ślad mogący w razie potrzeby być przydatnym organom ścigania.
W następnej
książce (będącej kontynuacją pierwszej) piękna Joanna narratorka podróżuje za
Atlantyk, kolejno przemierza Amerykę Północną, Środkową i Południową, by wreszcie
powrócić do Środkowej (Meksyku). Meksyk w końcu wychodzi jej bokiem, ale
nie będę ujawniał, dlaczego. Nadmienię tylko, iż informacje medialne o wszechobecnej
tam przestępczości zorganizowanej absolutnie nie są przesadzone. Urocza Joasia
nadal posługuje się Tinderem poszukując przygód erotycznych, tak więc
tzw. momentów też nieco i w tej książce odnajdujemy. Przede wszystkim
jednak czytamy o warunkach życia, pracy, nauki, o mentalności
mieszkańców trzech Ameryk, z którymi autorka miewa codzienne kontakty. Dokonywane
przez nią porównania, współcześnie np. w USA i w Polsce – treści
umów o pracę, respektowania wymogów BHP, przemysłowego skażenia środowiska
naturalnego, dostępu do wyższego wykształcenia – zdecydowanie wypadają na korzyść
naszego kraju! Interlokutorami Joanny są osoby przeważnie ze średnich i niższych
klas społecznych, wiekiem raczej młode. Przemierzając amerykańskie kontynenty autorka
pomieszkuje w hostelach i tanich hotelach, ich rezerwacji dokonując
przez Internet. Środki na podróż i pobyt posiada ze sprzedaży kawalerki w Warszawie.
Książka kończy się happy endem. Joannie udaje się nawiać z Meksyku
do Polski, i to w dodatku z przygarniętym za oceanem pieskiem.
PS.
Osoby pragnące ujrzeć piękną Joannę na własne oczy i tym samym pozytywnie (inaczej
sobie nie wyobrażam!) zweryfikować moją entuzjastyczną o niej opinię,
namawiam do wpisania do przeglądarki internetowej wyrazów Pod kołdrą
z Jędrusik, czyli tytułu prowadzonego przez nią podcastu.