niedziela, 14 grudnia 2025

„Morfina”. Autor: Szczepan Twardoch

 

Szczepan Twardoch „Morfina”

Wydawnictwo Literackie Sp. z o.o., Kraków 2023

Jak by tę, chwilami smutno-czarującą, chwilami ponuro-drażniącą, powieść określić? To impresja literacka: psychologiczna, historyczna, erotyczna i metafizyczna zarazem. Zacznijmy od tła historycznego. Akcja książki toczy się w październiku 1939 r. – głównie w Warszawie, ale trochę też w Polsce powiatowej oraz w Budapeszcie. Nasza stolica uprząta ruiny, ludność po szoku błyskawicznej klęski stara się powrócić do normalnego życia. W Warszawie instalują się Niemcy, sami jeszcze do końca nieznający swojej w niej roli. Organizują się już też dwie polskie konspiracje niepodległościowe: Służba Zwycięstwu Polski gen. Michała Tokarzewskiego-Karaszewicza oraz Muszkieterzy inż. Stefana Witkowskiego. Przede wszystkim ta druga wystąpi w tle historycznym powieści. Główny bohater książki to polski patriota pochodzenia niemieckiego, ppor. rez. Konstanty Willemann, lat 30. Za udział w kampanii wrześniowej odznaczony Krzyżem Walecznych. Po kapitulacji Warszawy zdjął mundur i uchylił się od pójścia do niewoli. Nawiązuje kontakt z Inżynierem, szefem Muszkieterów, który wysyła go z misjami najpierw do Krakowa, a później do Budapesztu. Konstanty jest organizacji niezwykle przydatny – doskonale włada językiem niemieckim, swoim drugim ojczystym. Będąc przy tym energicznym polskim oficerem szybko sobie przyswaja mentalność i sposób bycia takiegoż niemieckiego. Konspiracyjne przeistoczenie się oficera polskich ułanów w komisarza niemieckiej wojskowej tajnej policji polowej nie przebiega jednak bezproblemowo, towarzyszą temu m.in. komplikacje osobisto-rodzinne naszego bohatera. W Budapeszcie jego zadaniem staje się nawiązanie łączności z tamtejszą polską emigracyjną organizacją wojskową, ale nie tą podległą świeżo utworzonemu rządowi na wychodźstwie, lecz z grupą nadal orientującą się na marszałka Edwarda Śmigłego-Rydza. Na Węgry Konstanty udaje się samochodem osobowym wraz z drugą emisariuszką Muszkieterów, mającą własne, odrębne zadanie do wykonania. Po drodze czynią ciekawe obserwacje oraz wpadają w spore tarapaty.

Teraz trochę o psychologii i erotyce. Konstanty Willemann jawi się jako oportunista, dość łatwo poddaje się presji sytuacyjnej. Pod tym względem nieco przypomina Aloisa Pokorę, bohatera innej powieści Szczepana Twardocha. W przeciwieństwie do tamtego jest jednak zamożny. Przed wojną za pieniądze bogatej mamusi pędził żywot hulaki i pijaka. Snobistycznie starał się przebywać w gronie przedwojennej śmietanki towarzyskiej, do której wciągnął go Jarosław Iwaszkiewicz (prawdopodobnie się w nim platonicznie podkochujący). Zatem Konstanty to stały bywalec elitarnej kawiarni Ziemiańska oraz najdroższych warszawskich knajp z dansingiem. Sam i owszem, też jest inteligentny, studiował (ale nie ukończył) polonistykę, trochę artystycznie rysuje, pracą zawodową nie musi się parać. Życiowo okazuje się energiczny i dość zaradny. No i zażywa tytułowy narkotyk, choć jeszcze całkowicie w szpony nałogu nie wpadł. To także erotoman, często zdradzający żonę, którą jednak kocha, jak również bardzo kocha kilkuletniego synka. Wielki pociąg fizyczny czuje natomiast do Salome, ekskluzywnej warszawskiej prostytutki. Częste z nią kontakty wpędzają go w sensacyjne tarapaty. 

Na zakończenie coś o metafizyce. Autor chwilami narrację powieści powierza czarnej bogince obserwującej z niebios Konstantego, która go kocha i często stara się go telepatycznie ostrzegać. Owa nieziemska istota wybiega narracją nieraz także w przeszłość i w przyszłość. Poznajemy wtedy dokładnie pochodzenie Konstantego, charaktery i dzieje jego rodziców: matki Niemki, ojca też Niemca, chociaż z odległymi korzeniami słowiańsko-śląskimi. Gdy ci się pobierali, ona (przy nadziei, Konstanty był już „w drodze”) miała lat czterdzieści, on zaś dopiero szesnaście. Dowiadujemy się też, jak się potoczą przyszłe losy niektórych powieściowych postaci, nb. mających rzeczywiste pierwowzory. Reasumując, dziś proponowana Państwu powieść autorstwa Szczepana Twardocha to literacka maestria. Trochę denerwująca (w sensie pozytywnym), ale od której trudno się jest oderwać. I która długo pozostaje w pamięci także po zakończeniu lektury.