Wszystkim moim Czytelniczkom i Czytelnikom życzę wesołych,
spokojnych oraz zdrowych Świąt Bożego Narodzenia, w tym roku trwających aż
pięć dni (razem z towarzyszącymi dniami wolnymi od pracy). W ramach
świątecznego wypoczynku proponuję wygospodarować nieco czasu na ciekawą lekturę
– oczywiście książki o tematyce historycznej.
Jung
Chang „Dzikie łabędzie. Trzy córki Chin”
Społeczny
Instytut Wydawniczy Znak, Kraków 2025
Po
przeczytaniu tej obszernej książki, liczącej 640 bardzo przystępnie
napisanych i przetłumaczonych stron, uważny czytelnik staje się niemalże sinologiem.
Poznajemy historię polityczną Chin lat 1870-1978, warunki życia, pracy i nauki
ludności miejskiej i wiejskiej, kulturę i obyczajowość mieszkańców, także
geografię i przyrodę tych chińskich prowincji, w których przebywała
autorka. A propos obyczajów: opisywane w książce nieraz bardzo
odbiegały od analogicznych europejskich. Przykładem mógł tu służyć … konkubinat.
Nie bez powodu nadmieniam o nim już na wstępie, jako że pierwsza z trzech
tytułowych córek Chin została konkubiną w wieku 15 lat, a za mąż
wyszła dopiero po śmierci konkubenta. Jej dziecko, druga tytułowa córka Chin,
przyszła na świat w konkubinacie. Na życie ich obydwóch odcisnął on zatem
duże piętno. Konkubinat, ten niemałżeński związek mężczyzny i kobiety, od
dawna znany cywilizacji zachodniej, jest w niej uznawany, ale raczej nieeksponowany,
z reguły bywa też monogamiczny. Natomiast chiński tradycyjny konkubinat okazywał
się instytucją formalną, kontraktem zawieranym z uroczystą oprawą, związkiem
bynajmniej nie monogamicznym – mężczyzna mógł mieć kilka konkubin jednocześnie.
Nie miało przy tym znaczenia, czy był on stanu wolnego, czy żonaty. Z zastrzeżeniem
jednakże, iż w tym drugim przypadku sytuacja prawna i materialna żony
oraz posiadanych z nią dzieci była wyraźnie uprzywilejowana względem
konkubiny i jej potomstwa z konkubentem. Konkubina zajmowała w hierarchii
chińskiej rodziny dużo niższą pozycję. Musiała okazywać posłuszeństwo
prawowitej małżonce i składać jej koutou, tj. (cyt. str. 28)
„głęboki pokłon z pozycji klęczącej z dotknięciem podłogi czołem”. Nb. ów
wyraz koutou dość często pojawia się na kartach książki, gdy opisywane
w niej postacie o coś uniżenie proszą, gdy wyrażają głęboki szacunek
lub wdzięczność, albo gdy … się je skrajnie poniża w ramach repertuaru upokorzeń
i represji rewolucji kulturalnej.
Czytamy
dwie opowieści biograficzne i jedną autobiograficzną, całość jest doprowadzona
do maja 1991 r., gdy autorka już od kilkunastu lat przebywa legalnie w Wielkiej
Brytanii. Trzy tytułowe postacie to babcia (po kądzieli) autorki, mama
autorki i autorka osobiście. Owe trzy panie „swoje przeżyły” – co do
tego czytelnik nie będzie miał najmniejszych wątpliwości. Ich losy zostały ściśle
powiązane z historią Chin, a zwłaszcza z wojną chińsko-japońską,
japońską okupacją części terytorium państwa (m.in. pod fikcją marionetkowego
cesarstwa Mandżukuo; w książce: Manzhuguo), jak też z chińską
wojną domową i represjami jej towarzyszącymi. Po zwycięstwie komunistów życiorysy
bohaterek były już nierozerwalnie złączone z kolejnymi lustracjami i weryfikacjami
kadr partyjno-państwowych oraz ze społeczno-ekonomicznymi eksperymentami
maoizmu. Te ostatnie są tak dokładnie opisane, że czytającemu chwilami aż się
włos jeży na głowie. Dowiadujemy się m.in. jak przekształcono całe Chiny w wielką
hutę żelaza, jak państwo prowadziło zwycięską wojnę z wróblami (ku uciesze
much), oraz jak młodzież szkolna i akademicka podczas rewolucji
kulturalnej odgrywała się na swoich wymagających nauczycielach. No to teraz po
kolei, oczywiście w telegraficznym skrócie.
Babcia
autorki (1909-1969).
Jej ojciec (pradziadek autorki), średniej rangi oficer chińskiej policji, wydał
ją uroczyście w 1924 r. – w charakterze konkubiny – za generała.
Ojcu, który w ten sposób liczył na kolejny awans, nie przeszkadzało, iż
generał miał już żonę i kilka innych konkubin. Ze związku urodziło się
dziecko – mama autorki. Babcia autorki była kobietą bardzo atrakcyjną. Po
śmierci konkubenta, nie posiadając majątku, będąc 26-letnią panną
z dzieckiem, wyszła za mąż za zamożnego wdowca – lekarza i zarazem farmaceutę,
starszego od niej o 39 (słownie: trzydzieści dziewięć) lat, ojca czworga
dorosłych dzieci. Ich gwałtowne sprzeciwy poprzedziły zawarcie ślubu – jeden
z synów na znak protestu śmiertelnie się poranił. Mimo dużej różnicy wieku
małżeństwo okazało się dość udane. Po śmierci męża babcia autorki poświęciła
się już wyłącznie pomocy córce (mamie autorki), z czasem też opiece nad pięciorgiem
wnucząt. Należy podkreślić duży, pozytywny wpływ ojczyma na wychowanie i wykształcenie
pasierbicy, tj. matki autorki.
Mama
autorki (ur. 1931) to kobieta inteligentna, energiczna i osobiście
bardzo odważna (tę trzecią cechę zapewne odziedziczyła po ojcu generale). Mimo
nieproletariackiego pochodzenia szybko zaangażowała się w chińskiej wojnie
domowej po stronie komunistycznej. Nowe władze to doceniły i po
zwycięstwie przyjęły ją po pewnych wahaniach do partii oraz powierzyły dość eksponowane
stanowisko w administracji. Wyszła za mąż za starszego o dziesięć lat
komunistycznego aparatczyka wysokiego szczebla, osobiście uczciwego i niezwykle
pryncypialnego, ale skrajnego doktrynera, ślepo ufającego kierownictwu partii,
stawiającego wierność ustrojowi ponad uczucia i interesy rodzinne. Przy
okazji poznajemy skomplikowany system zróżnicowanych przywilejów nomenklatury
komunistycznej, np. komu było wolno podróżować samochodem, a kto musiał
długą trasą w tym samym czasie wędrować pieszo, komu należała się ciepła
woda, a kto powinien myć się zimną, komu pozwalano wygodnie jechać
pociągiem siedząc na miękkiej kanapie, a kto musiał tłoczyć się i zadowalać
tam twardą ławką, itp. itd. Płeć, wiek i stan zdrowia nie miały przy tym
znaczenia. Nierówności przywilejów skrupulatnie przestrzegali również oboje małżonkowie,
jako że zaliczono ich do różnych grup hierarchicznego zaszeregowania.
I tak np. wspólne dłuższe podróże żona odbywała oddzielona od męża,
w gorszych warunkach niż miał je on (jemu to nie przeszkadzało). Oboje przejrzeli
na oczy w zasadzie dopiero wtedy, gdy z profitentów systemu stali się
jego ofiarami, a konkretnie ofiarami rewolucji kulturalnej (trwającej z różnym
natężeniem w latach 1963-1976; za jej definitywny koniec przyjmuje się
śmierć Mao Zedonga i aresztowanie „Bandy Czworga”). Czytamy, jak eskalowano
szykanowanie i prześladowanie obojga małżonków, oraz jak usiłowali się przed
tym bezskutecznie obronić, docierając ze skargami do przedstawicieli najwyższych
władz w Pekinie. Ostatecznie obydwoje wylądowali w różnych obozach
pracy przymusowej, z których wypuszczono ich dopiero na początku lat
70-tych. Z czasem zostali zrehabilitowani, choć pełna polityczna
rehabilitacja męża nastąpiła już po jego śmierci. Byli rodzicami pięciorga
dzieci: dwóch córek i trzech synów. Autorka urodziła się jako druga z kolei.
O losach pozostałej czwórki też się z książki dowiemy.
Autorka
(ur. 1952).
Dzieciństwo spędziła w relatywnym komforcie – wiadomo, córka ważnych działaczy
partyjno-państwowych. Sama długo i bezgranicznie była oddana idei maoizmu.
W wieku 14 lat, w najgorętszym okresie rewolucji kulturalnej,
wstąpiła w szeregi hunwejbinów (w książce ów termin się nie
pojawia), tzn. do Czerwonej Gwardii. Wraz z tłumami podobnie
zindoktrynowanej, poszczutej na starsze autorytety i ogłupionej młodzieży
pielgrzymowała do Pekinu, aby doznać tam największego w życiu szczęścia – na
własne oczy ujrzeć Mao Zedonga (ostatecznie udało się jej dostrzec jego plecy).
W latach 1969-1972 kierowano ją do pracy fizycznej, początkowo na wsi w charakterze
robotnicy rolnej, w ramach tzw. reedukacji. W 1973 r. po wielu
staraniach własnych i matki (wtedy już zrehabilitowanej) dostała się na
studia filologii angielskiej na Uniwersytecie Syczuańskim. W 1978 r.,
dzięki relatywnie dobrej (jak na warunki maoistowskiego uniwersytetu)
znajomości języka angielskiego, wspartej protekcją, udało jej się
zakwalifikować na wyjazd na stypendium do Wielkiej Brytanii. Tam zrobiła
doktorat, wyszła za mąż za naukowca pochodzenia irlandzkiego i, jak się
łatwo domyśleć, do Chińskiej Republiki Ludowej już nie powróciła. Podróżowała do
Chin później kilkakrotnie, m.in. celem zebrania materiałów do kolejnej książki
– biografii Mao Zedonga pt. „Mao. Nieznana historia”, którą
napisała wraz z mężem (omówię ją tu następnym razem, jeszcze w tym
roku). Jej obydwie publikacje pełnych wydań doczekały się tylko na
Tajwanie, gdyż autokratyczne władze ChRL nie zezwalają na ich druk (krążą tam jedynie
w wersjach pirackich). Państwo chińskie, jakkolwiek zdecydowanie odrzuciło
większość maoistowskich „reform” ekonomiczno-społecznych, to jednak kultywuje
pamięć o ich autorze, po śmierci zabalsamowanym i spoczywającym
w monumentalnej budowli mauzoleum w Pekinie. Władze uprawiają też
odpowiednio spreparowaną politykę historyczną, nie do pogodzenia
z demaskatorskimi publikacjami pani doktor Jung Chang.
Reasumując,
gorąco Państwu polecam tę niezwykle pasjonującą opowieść o Chinach,
przedstawioną przez pryzmat losów trzech generacji. Oprócz historii poznajemy
także wiele elementów obyczajowych i kulturowych, obcych cywilizacji
europejskiej (np. okrutne miażdżenie stóp małych dziewczynek, stosowane jeszcze
w pierwszych latach XX wieku). A czytając o horrorze inżynierii
społeczno-ekonomicznej wdrażanej przez Mao Zedonga i jej tragicznych
skutkach, dochodzimy do wniosku, że taki na przykład stalinizm – w bliższym
porównaniu z maoizmem – to był jeszcze nawet dość liberalny ustrój (ew. cytując
proszę nie wyrywać z kontekstu). Podczas lektury bardzo pomocne będą
zamieszczone na początkowych stronach książki: drzewo genealogiczne rodziny
pani Jung Chang, chronologia wydarzeń oraz mapa ChRL ze wskazanymi
miejscowościami przebywania tytułowych bohaterek. Obejrzymy też trzydzieści
kilka fotografii, głównie autorki i osób z jej rodziny. Prawie
wszystkie postacie są tam ukazane w maoistowskich, workowatych mundurkach.
Ukrytego pod nimi sex appealu Chinek (urzędowo przez Mao zabronionego
i ostro zwalczanego!) możemy się jedynie domyślać, czasem coś wyczytując
między wierszami. Aha, byłbym zapomniał. Tytułowy „dziki łabędź” to po chińsku hong,
który to przydomek ojczym matki autorki i ojciec autorki dodali,
odpowiednio, do imion pasierbicy i jej córek.