poniedziałek, 22 grudnia 2025

„Dzikie łabędzie. Trzy córki Chin”. Autorka: Jung Chang

 

Wszystkim moim Czytelniczkom i Czytelnikom życzę wesołych, spokojnych oraz zdrowych Świąt Bożego Narodzenia, w tym roku trwających aż pięć dni (razem z towarzyszącymi dniami wolnymi od pracy). W ramach świątecznego wypoczynku proponuję wygospodarować nieco czasu na ciekawą lekturę – oczywiście książki o tematyce historycznej.

Jung Chang „Dzikie łabędzie. Trzy córki Chin”

Społeczny Instytut Wydawniczy Znak, Kraków 2025

Po przeczytaniu tej obszernej książki, liczącej 640 bardzo przystępnie napisanych i przetłumaczonych stron, uważny czytelnik staje się niemalże sinologiem. Poznajemy historię polityczną Chin lat 1870-1978, warunki życia, pracy i nauki ludności miejskiej i wiejskiej, kulturę i obyczajowość mieszkańców, także geografię i przyrodę tych chińskich prowincji, w których przebywała autorka. A propos obyczajów: opisywane w książce nieraz bardzo odbiegały od analogicznych europejskich. Przykładem mógł tu służyć … konkubinat. Nie bez powodu nadmieniam o nim już na wstępie, jako że pierwsza z trzech tytułowych córek Chin została konkubiną w wieku 15 lat, a za mąż wyszła dopiero po śmierci konkubenta. Jej dziecko, druga tytułowa córka Chin, przyszła na świat w konkubinacie. Na życie ich obydwóch odcisnął on zatem duże piętno. Konkubinat, ten niemałżeński związek mężczyzny i kobiety, od dawna znany cywilizacji zachodniej, jest w niej uznawany, ale raczej nieeksponowany, z reguły bywa też monogamiczny. Natomiast chiński tradycyjny konkubinat okazywał się instytucją formalną, kontraktem zawieranym z uroczystą oprawą, związkiem bynajmniej nie monogamicznym – mężczyzna mógł mieć kilka konkubin jednocześnie. Nie miało przy tym znaczenia, czy był on stanu wolnego, czy żonaty. Z zastrzeżeniem jednakże, iż w tym drugim przypadku sytuacja prawna i materialna żony oraz posiadanych z nią dzieci była wyraźnie uprzywilejowana względem konkubiny i jej potomstwa z konkubentem. Konkubina zajmowała w hierarchii chińskiej rodziny dużo niższą pozycję. Musiała okazywać posłuszeństwo prawowitej małżonce i składać jej koutou, tj. (cyt. str. 28) „głęboki pokłon z pozycji klęczącej z dotknięciem podłogi czołem”. Nb. ów wyraz koutou dość często pojawia się na kartach książki, gdy opisywane w niej postacie o coś uniżenie proszą, gdy wyrażają głęboki szacunek lub wdzięczność, albo gdy … się je skrajnie poniża w ramach repertuaru upokorzeń i represji rewolucji kulturalnej.

Czytamy dwie opowieści biograficzne i jedną autobiograficzną, całość jest doprowadzona do maja 1991 r., gdy autorka już od kilkunastu lat przebywa legalnie w Wielkiej Brytanii. Trzy tytułowe postacie to babcia (po kądzieli) autorki, mama autorki i autorka osobiście. Owe trzy panie „swoje przeżyły” – co do tego czytelnik nie będzie miał najmniejszych wątpliwości. Ich losy zostały ściśle powiązane z historią Chin, a zwłaszcza z wojną chińsko-japońską, japońską okupacją części terytorium państwa (m.in. pod fikcją marionetkowego cesarstwa Mandżukuo; w książce: Manzhuguo), jak też z chińską wojną domową i represjami jej towarzyszącymi. Po zwycięstwie komunistów życiorysy bohaterek były już nierozerwalnie złączone z kolejnymi lustracjami i weryfikacjami kadr partyjno-państwowych oraz ze społeczno-ekonomicznymi eksperymentami maoizmu. Te ostatnie są tak dokładnie opisane, że czytającemu chwilami aż się włos jeży na głowie. Dowiadujemy się m.in. jak przekształcono całe Chiny w wielką hutę żelaza, jak państwo prowadziło zwycięską wojnę z wróblami (ku uciesze much), oraz jak młodzież szkolna i akademicka podczas rewolucji kulturalnej odgrywała się na swoich wymagających nauczycielach. No to teraz po kolei, oczywiście w telegraficznym skrócie.

Babcia autorki (1909-1969). Jej ojciec (pradziadek autorki), średniej rangi oficer chińskiej policji, wydał ją uroczyście w 1924 r. – w charakterze konkubiny – za generała. Ojcu, który w ten sposób liczył na kolejny awans, nie przeszkadzało, iż generał miał już żonę i kilka innych konkubin. Ze związku urodziło się dziecko – mama autorki. Babcia autorki była kobietą bardzo atrakcyjną. Po śmierci konkubenta, nie posiadając majątku, będąc 26-letnią panną z dzieckiem, wyszła za mąż za zamożnego wdowca – lekarza i zarazem farmaceutę, starszego od niej o 39 (słownie: trzydzieści dziewięć) lat, ojca czworga dorosłych dzieci. Ich gwałtowne sprzeciwy poprzedziły zawarcie ślubu – jeden z synów na znak protestu śmiertelnie się poranił. Mimo dużej różnicy wieku małżeństwo okazało się dość udane. Po śmierci męża babcia autorki poświęciła się już wyłącznie pomocy córce (mamie autorki), z czasem też opiece nad pięciorgiem wnucząt. Należy podkreślić duży, pozytywny wpływ ojczyma na wychowanie i wykształcenie pasierbicy, tj. matki autorki.

Mama autorki (ur. 1931) to kobieta inteligentna, energiczna i osobiście bardzo odważna (tę trzecią cechę zapewne odziedziczyła po ojcu generale). Mimo nieproletariackiego pochodzenia szybko zaangażowała się w chińskiej wojnie domowej po stronie komunistycznej. Nowe władze to doceniły i po zwycięstwie przyjęły ją po pewnych wahaniach do partii oraz powierzyły dość eksponowane stanowisko w administracji. Wyszła za mąż za starszego o dziesięć lat komunistycznego aparatczyka wysokiego szczebla, osobiście uczciwego i niezwykle pryncypialnego, ale skrajnego doktrynera, ślepo ufającego kierownictwu partii, stawiającego wierność ustrojowi ponad uczucia i interesy rodzinne. Przy okazji poznajemy skomplikowany system zróżnicowanych przywilejów nomenklatury komunistycznej, np. komu było wolno podróżować samochodem, a kto musiał długą trasą w tym samym czasie wędrować pieszo, komu należała się ciepła woda, a kto powinien myć się zimną, komu pozwalano wygodnie jechać pociągiem siedząc na miękkiej kanapie, a kto musiał tłoczyć się i zadowalać tam twardą ławką, itp. itd. Płeć, wiek i stan zdrowia nie miały przy tym znaczenia. Nierówności przywilejów skrupulatnie przestrzegali również oboje małżonkowie, jako że zaliczono ich do różnych grup hierarchicznego zaszeregowania. I tak np. wspólne dłuższe podróże żona odbywała oddzielona od męża, w gorszych warunkach niż miał je on (jemu to nie przeszkadzało). Oboje przejrzeli na oczy w zasadzie dopiero wtedy, gdy z profitentów systemu stali się jego ofiarami, a konkretnie ofiarami rewolucji kulturalnej (trwającej z różnym natężeniem w latach 1963-1976; za jej definitywny koniec przyjmuje się śmierć Mao Zedonga i aresztowanie „Bandy Czworga”). Czytamy, jak eskalowano szykanowanie i prześladowanie obojga małżonków, oraz jak usiłowali się przed tym bezskutecznie obronić, docierając ze skargami do przedstawicieli najwyższych władz w Pekinie. Ostatecznie obydwoje wylądowali w różnych obozach pracy przymusowej, z których wypuszczono ich dopiero na początku lat 70-tych. Z czasem zostali zrehabilitowani, choć pełna polityczna rehabilitacja męża nastąpiła już po jego śmierci. Byli rodzicami pięciorga dzieci: dwóch córek i trzech synów. Autorka urodziła się jako druga z kolei. O losach pozostałej czwórki też się z książki dowiemy.

Autorka (ur. 1952). Dzieciństwo spędziła w relatywnym komforcie – wiadomo, córka ważnych działaczy partyjno-państwowych. Sama długo i bezgranicznie była oddana idei maoizmu. W wieku 14 lat, w najgorętszym okresie rewolucji kulturalnej, wstąpiła w szeregi hunwejbinów (w książce ów termin się nie pojawia), tzn. do Czerwonej Gwardii. Wraz z tłumami podobnie zindoktrynowanej, poszczutej na starsze autorytety i ogłupionej młodzieży pielgrzymowała do Pekinu, aby doznać tam największego w życiu szczęścia – na własne oczy ujrzeć Mao Zedonga (ostatecznie udało się jej dostrzec jego plecy). W latach 1969-1972 kierowano ją do pracy fizycznej, początkowo na wsi w charakterze robotnicy rolnej, w ramach tzw. reedukacji. W 1973 r. po wielu staraniach własnych i matki (wtedy już zrehabilitowanej) dostała się na studia filologii angielskiej na Uniwersytecie Syczuańskim. W 1978 r., dzięki relatywnie dobrej (jak na warunki maoistowskiego uniwersytetu) znajomości języka angielskiego, wspartej protekcją, udało jej się zakwalifikować na wyjazd na stypendium do Wielkiej Brytanii. Tam zrobiła doktorat, wyszła za mąż za naukowca pochodzenia irlandzkiego i, jak się łatwo domyśleć, do Chińskiej Republiki Ludowej już nie powróciła. Podróżowała do Chin później kilkakrotnie, m.in. celem zebrania materiałów do kolejnej książki – biografii Mao Zedonga pt. „Mao. Nieznana historia”, którą napisała wraz z mężem (omówię ją tu następnym razem, jeszcze w tym roku). Jej obydwie publikacje pełnych wydań doczekały się tylko na Tajwanie, gdyż autokratyczne władze ChRL nie zezwalają na ich druk (krążą tam jedynie w wersjach pirackich). Państwo chińskie, jakkolwiek zdecydowanie odrzuciło większość maoistowskich „reform” ekonomiczno-społecznych, to jednak kultywuje pamięć o ich autorze, po śmierci zabalsamowanym i spoczywającym w monumentalnej budowli mauzoleum w Pekinie. Władze uprawiają też odpowiednio spreparowaną politykę historyczną, nie do pogodzenia z demaskatorskimi publikacjami pani doktor Jung Chang.

Reasumując, gorąco Państwu polecam tę niezwykle pasjonującą opowieść o Chinach, przedstawioną przez pryzmat losów trzech generacji. Oprócz historii poznajemy także wiele elementów obyczajowych i kulturowych, obcych cywilizacji europejskiej (np. okrutne miażdżenie stóp małych dziewczynek, stosowane jeszcze w pierwszych latach XX wieku). A czytając o horrorze inżynierii społeczno-ekonomicznej wdrażanej przez Mao Zedonga i jej tragicznych skutkach, dochodzimy do wniosku, że taki na przykład stalinizm – w bliższym porównaniu z maoizmem – to był jeszcze nawet dość liberalny ustrój (ew. cytując proszę nie wyrywać z kontekstu). Podczas lektury bardzo pomocne będą zamieszczone na początkowych stronach książki: drzewo genealogiczne rodziny pani Jung Chang, chronologia wydarzeń oraz mapa ChRL ze wskazanymi miejscowościami przebywania tytułowych bohaterek. Obejrzymy też trzydzieści kilka fotografii, głównie autorki i osób z jej rodziny. Prawie wszystkie postacie są tam ukazane w maoistowskich, workowatych mundurkach. Ukrytego pod nimi sex appealu Chinek (urzędowo przez Mao zabronionego i ostro zwalczanego!) możemy się jedynie domyślać, czasem coś wyczytując między wierszami. Aha, byłbym zapomniał. Tytułowy „dziki łabędź” to po chińsku hong, który to przydomek ojczym matki autorki i ojciec autorki dodali, odpowiednio, do imion pasierbicy i jej córek.