poniedziałek, 29 grudnia 2025

„Mao. Nieznana historia”. Autorzy: Jung Chang, Jon Halliday

 

Wszystkim moim Czytelniczkom i Czytelnikom życzę najpierw udanej imprezy sylwestrowej, a następnie już Szczęśliwego Nowego 2026 Roku, który oby przyniósł Wam spełnienie marzeń oraz planów życiowych, także tych najskrytszych osobistych i zawodowych.

Jung Chang, Jon Halliday „Mao. Nieznana historia”

Społeczny Instytut Wydawniczy Znak, Kraków 2015

Autorami tego obszernego opracowania popularnonaukowego jest małżeństwo historyków. Ona (ur. 1952) to brytyjska pisarka pochodzenia chińskiego, zaś on (ur. 1939) to historyk irlandzki. Ww. informację zaczerpnąłem z Wikipedii, wydawca książki o jej autorach prawie nic nie napisał. Jedynie na odwrocie okładki znajdujemy zdjęcie eleganckiej pani Jung Chang i krótką notkę o jej twórczości literackiej, z której wynika, że jest główną autorką, a mąż tylko pomagał w ostatecznej redakcji książki (pierwszy raz wydanej w 2006 r.). Niektórzy historycy są zdania, że naukowy charakter ich pracy został skażony subiektywizmem dr Jung Chang, w przeszłości ciężko osobiście doświadczonej społeczno-politycznymi eksperymentami maoizmu. Sama sugestywnie to przedstawiła w niezwykle interesującej, biograficznej opowieści pt. Dzikie łabędzie. Trzy córki Chin, jednej z najlepszych książek przeczytanych przeze mnie w ostatnich latach (miałem przyjemność omówić ją tu poprzednim razem).

Bardzo dobrego tłumaczenia dziś polecanej książki z języka angielskiego dokonał p. Piotr Amsterdamski. Lektura jest absolutnie nienużąca, często wręcz pasjonująca (z zastrzeżeniem jak w zakończeniu artykułu). Tytułowy (anty)bohater Mao Zedong (1893-1976), długoletni przewodniczący Komunistycznej Partii Chin, dyktator rządzący Chińską Republiką Ludową, okazał się największym – gdy chodzi o liczbę ofiar ludzkich – zbrodniarzem wszechczasów. Stalin i Hitler zajmują na tym „podium” dopiero, odpowiednio, drugie i trzecie miejsce. Autorzy doliczyli się 70 mln osób zmarłych z winy Mao tylko w czasie pokoju, a zatem bez uwzględnienia żołnierzy poległych w wojnie z Japonią i wojnie domowej z siłami rządowymi Republiki Chińskiej. Miliony te padły z głodu, z powodu ciężkiej katorżniczej pracy, także w wyniku masowych morderstw na tle politycznym, nieraz poprzedzanych wyszukanymi torturami. Autorzy nie szczędzą przy tym ich opisów, książkę trzeba uznać za przeznaczoną dla czytelników o raczej mocnych nerwach. Czytamy szczegółową biografię Mao Zedonga (Mao Tse-tunga, jak go kiedyś w naszych mediach przedstawiano). Każdy krótki rozdział (jest ich łącznie 58) opowiada chronologicznie o kolejnych wydarzeniach z życia prywatnego i polityczno-zawodowego Mao. W tytułach rozdziałów znajdujemy też przydatne informacje, ile w opisywanych czasach Mao Zedong miał lat. W tle jego biografii cały czas obserwujemy politykę światową i wpływ na nią ZSRR, USA, Japonii oraz Republiki Chińskiej (rządzonej przez Kuomintang kierowany przez Chiang Kai-sheka). Bardzo pomocne są trzy mapki Chin zamieszczone na początku książki, podczas lektury wielokrotnie do nich zaglądałem. Poniżej informuję (hasłowo i w olbrzymim skrócie) o tym, czego ważnego i nieważnego o Mao Zedongu, jego życiorysie i charakterze, prowadzonej polityce wewnętrznej i zagranicznej, możemy się dzięki dr Jung Chang dowiedzieć.

Ø  Mao pochodził z dość zamożnej chłopskiej rodziny, wykształcenie otrzymał wyższe humanistyczne (studia historyczne w uczelni kształcącej przyszłych nauczycieli). Skonfliktowany z ojcem, kochający matkę. Pierwszy ślub w wieku 14 lat z dziewczyną o 4 lata starszą. Od młodości egoista i egocentryk, żądny przywództwa nad innymi. Dobry pływak, będąc w wieku 70+ nadal zadziwiał osiągnięciami w tym sporcie. Przez całe życie niemogący się załatwić siedząc na sedesie (musiał nad nim kucać).

Ø  Uzyskanie członkostwa Komunistycznej Partii Chin (1921) i następnie pełna intryg droga do objęcia przywództwa nad nią. Szczegółowo poznajemy prawdę o tzw. Długim Marszu (1933-1935), którego maoistowska wersja-legenda dotąd obowiązuje w Chińskiej Republice Ludowej. Duża część ofiar w ludziach podczas tego marszu wynikała z kunktatorskiego sposobu dowodzenia nim przez Mao.

Ø  Wzajemne walki sił zbrojnych Komunistycznej Partii Chin i reżimu Chiang Kai-sheka, ale również ich długoletnia koegzystencja. Wymusił ją Stalin, który – obawiając się ataku Japonii na ZSRR – przede wszystkim dążył do kontynuowania i eskalacji wojny japońsko-chińskiej. Podjęcie pełnoskalowej wojny domowej w Chinach nastąpiło dopiero w 1945 r. po pokonaniu Japonii przez USA i ZSRR. Zwycięstwo sił KPCh i utworzenie Chińskiej Republiki Ludowej w 1949 r. Ostoją Republiki Chińskiej zostaje wyspa Tajwan. Wewnętrzne i międzynarodowe przyczyny porażki armii Chiang Kai-sheka (tymi drugimi autorzy obarczają głównie USA).

Ø  Mao jako sprytny intrygant i inteligentny manipulant. „Wielki Sternik” z premedytacją dopuszczający do śmierci głodowej milionów obywateli, cyniczny doktryner powodujący destrukcję tradycyjnego chińskiego społeczeństwa i rodziny – wszystko to ramach swoistej inżynierii społecznej, w imię tworzenia nowego, utopijnego ultrakomunistycznego systemu. Prywatnie zaś hedonista lubiący bezpieczne i wygodne życie, oglądający zachodnie filmy i obżerający się smacznymi potrawami – w czasach gdy mieszkańcy ChRL histerycznie potępiali dotychczasową kulturę (z jego inspiracji i w sposób wiecowo-kampanijny) oraz masowo marli z głodu. W życiu cztery razy żonaty. Także rozwiązły erotoman – każący sobie przyprowadzać zauważone atrakcyjne artystki i pielęgniarki (niechby tylko która odmówiła!).

Ø  Bezsensowne, tragiczne w skutkach eksperymenty społeczno-ekonomiczne, w tym przede wszystkim tzw. Wielki Skok (1958-1961) oraz Rewolucja Kulturalna (od 1963 aż do 1976 roku, z największym natężeniem w latach 1966-1969), w której niezwykle aktywnie uczestniczyła czwarta żona Mao, Jiang Quing. Uzyskanie broni atomowej (1964). W partii komunistycznej terror i poszukiwanie domniemanego wroga wewnętrznego. „Wielka Czystka” w latach 1966-1967. Co pewien czas jednak taktyczna „odwilż”, przywracanie do łask represjonowanych (nieraz bardzo ciężko) niektórych byłych partyjnych opozycjonistów.

Ø  Polityka zagraniczna nastawiona na uzyskanie roli światowego supermocarstwa. Współpraca ze Stalinem, lecz po jego śmierci stopniowy „rozwód” ze Związkiem Radzieckim. Hybrydowa wojna z ZSRR w latach 1969-1971. W tym czasie flirt z prezydentem USA, Richardem Nixonem, który dopomógł Chińskiej Republice Ludowej uzyskać stałe miejsce w Radzie Bezpieczeństwa ONZ, po usunięciu z niego Republiki Chińskiej (Tajwanu). Światowa ekspansja maoizmu, dążenie do przewodzenia państwom tzw. Trzeciego Świata. Europejskim przyczółkiem ChRL stała się Albania.

Ø  Cały czas intrygi i manipulacje, rywalizacja na partyjno-rządowym szczycie. Wyeliminowanie Liu Shaoqi (zmarł w więzieniu w 1969 r.) oraz Lin Biao (śmierć w 1971 r. podczas próby ucieczki do ZSRR). Pełna dyspozycyjność i służalczość premiera Zhou Enlaia, manipulowanie procesem jego leczenia. Mao decydował, czy, kiedy i jak (!) Zhou może być operowany onkologicznie. Ostateczne przegranie przez Mao rywalizacji politycznej z Deng Xiaopingiem, przywróconym w 1973 r. do ścisłego kierownictwa partii, a w 1977 r. obejmującym jej przywództwo.

Ø  Ostatnie lata życia Mao Zedonga (1973-1976) w starczym fizycznym zniedołężnieniu, ale (cyt., str. 706): Do samego końca zachował przytomność umysłu; myślał wyłącznie o sobie i swej władzy. W owych latach dużą rolę w chińskiej polityce odgrywała tzw. Banda Czworga, której główną postacią była czwarta żona Mao, Jiang Quing (ur. 1914, zm. 1991), po śmierci męża osądzona i skazana.

Ø  Polonica? A jakże, są. Na str. 121 czytamy, że w 1932 r. jednym z ważnych agentów Kominternu w Chinach, utrzymującym ścisły kontakt z kierownictwem KPCh, był Polak Ignacy Rylski. I co mu z tego przyszło, po co mu to było?! W Internecie znajdujemy informację, że Ignacy Rylski-Lubiniecki (ur. 1893) – jak prawie wszyscy polscy komuniści w ZSRR – został zamordowany w 1937 r. w ramach Wielkiego Terroru. Z kolei ze stron 459-461 możemy się dowiedzieć o sprzeciwie Mao Zedonga wobec prawie już rozpoczętej radzieckiej interwencji zbrojnej w Polsce w 1956 r., a także o późniejszej (w 1957 r.) nieudanej próbie flirtu politycznego z Władysławem Gomułką.

Książka, jak przystało na solidne dzieło popularnonaukowe, zawiera liczne przypisy końcowe, obszerną bibliografię, oczywiście także indeks nazwisk. Na podkreślenie zasługuje również długa „Lista osób, które udzieliły wywiadów” (str. 713-727). Ze strony polskiej rozmówcami autorów byli: Jan Rowiński (niegdysiejszy dyplomata PRL w Pekinie), Lech Wałęsa (prezentacji nie wymaga) oraz Andrzej Werblan (przedstawiony tu jako doradca Władysława Gomułki w sprawach polityki zagranicznej). Reasumując, gorąco tę lekturę Państwu polecam. Pomimo naukowego charakteru jest łatwa w odbiorze. Jedyne kłopoty może sprawić używanie (niestety konieczne) chińskich imion i nazwisk, mających trudne do zapamiętania brzmienie, a nieraz także dość zbliżoną pisownię, powtarzalną w odniesieniu do pierwszego członu nazwiska. W przypadku postaci w polityce drugorzędnych może to wywoływać pewną dezorientację czytelnika, zobligowanego wtedy do przerzucania kilku, kilkunastu kartek wstecz.

poniedziałek, 22 grudnia 2025

„Dzikie łabędzie. Trzy córki Chin”. Autorka: Jung Chang

 

Wszystkim moim Czytelniczkom i Czytelnikom życzę wesołych, spokojnych oraz zdrowych Świąt Bożego Narodzenia, w tym roku trwających aż pięć dni (razem z towarzyszącymi dniami wolnymi od pracy). W ramach świątecznego wypoczynku proponuję wygospodarować nieco czasu na ciekawą lekturę – oczywiście książki o tematyce historycznej.

Jung Chang „Dzikie łabędzie. Trzy córki Chin”

Społeczny Instytut Wydawniczy Znak, Kraków 2025

Po przeczytaniu tej obszernej książki, liczącej 640 bardzo przystępnie napisanych i przetłumaczonych stron, uważny czytelnik staje się niemalże sinologiem. Poznajemy historię polityczną Chin lat 1870-1978, warunki życia, pracy i nauki ludności miejskiej i wiejskiej, kulturę i obyczajowość mieszkańców, także geografię i przyrodę tych chińskich prowincji, w których przebywała autorka. A propos obyczajów: opisywane w książce nieraz bardzo odbiegały od analogicznych europejskich. Przykładem mógł tu służyć … konkubinat. Nie bez powodu nadmieniam o nim już na wstępie, jako że pierwsza z trzech tytułowych córek Chin została konkubiną w wieku 15 lat, a za mąż wyszła dopiero po śmierci konkubenta. Jej dziecko, druga tytułowa córka Chin, przyszła na świat w konkubinacie. Na życie ich obydwóch odcisnął on zatem duże piętno. Konkubinat, ten niemałżeński związek mężczyzny i kobiety, od dawna znany cywilizacji zachodniej, jest w niej uznawany, ale raczej nieeksponowany, z reguły bywa też monogamiczny. Natomiast chiński tradycyjny konkubinat okazywał się instytucją formalną, kontraktem zawieranym z uroczystą oprawą, związkiem bynajmniej nie monogamicznym – mężczyzna mógł mieć kilka konkubin jednocześnie. Nie miało przy tym znaczenia, czy był on stanu wolnego, czy żonaty. Z zastrzeżeniem jednakże, iż w tym drugim przypadku sytuacja prawna i materialna żony oraz posiadanych z nią dzieci była wyraźnie uprzywilejowana względem konkubiny i jej potomstwa z konkubentem. Konkubina zajmowała w hierarchii chińskiej rodziny dużo niższą pozycję. Musiała okazywać posłuszeństwo prawowitej małżonce i składać jej koutou, tj. (cyt. str. 28) „głęboki pokłon z pozycji klęczącej z dotknięciem podłogi czołem”. Nb. ów wyraz koutou dość często pojawia się na kartach książki, gdy opisywane w niej postacie o coś uniżenie proszą, gdy wyrażają głęboki szacunek lub wdzięczność, albo gdy … się je skrajnie poniża w ramach repertuaru upokorzeń i represji rewolucji kulturalnej.

Czytamy dwie opowieści biograficzne i jedną autobiograficzną, całość jest doprowadzona do maja 1991 r., gdy autorka już od kilkunastu lat przebywa legalnie w Wielkiej Brytanii. Trzy tytułowe postacie to babcia (po kądzieli) autorki, mama autorki i autorka osobiście. Owe trzy panie „swoje przeżyły” – co do tego czytelnik nie będzie miał najmniejszych wątpliwości. Ich losy zostały ściśle powiązane z historią Chin, a zwłaszcza z wojną chińsko-japońską, japońską okupacją części terytorium państwa (m.in. pod fikcją marionetkowego cesarstwa Mandżukuo; w książce: Manzhuguo), jak też z chińską wojną domową i represjami jej towarzyszącymi. Po zwycięstwie komunistów życiorysy bohaterek były już nierozerwalnie złączone z kolejnymi lustracjami i weryfikacjami kadr partyjno-państwowych oraz ze społeczno-ekonomicznymi eksperymentami maoizmu. Te ostatnie są tak dokładnie opisane, że czytającemu chwilami aż się włos jeży na głowie. Dowiadujemy się m.in. jak przekształcono całe Chiny w wielką hutę żelaza, jak państwo prowadziło zwycięską wojnę z wróblami (ku uciesze much), oraz jak młodzież szkolna i akademicka podczas rewolucji kulturalnej odgrywała się na swoich wymagających nauczycielach. No to teraz po kolei, oczywiście w telegraficznym skrócie.

Babcia autorki (1909-1969). Jej ojciec (pradziadek autorki), średniej rangi oficer chińskiej policji, wydał ją uroczyście w 1924 r. – w charakterze konkubiny – za generała. Ojcu, który w ten sposób liczył na kolejny awans, nie przeszkadzało, iż generał miał już żonę i kilka innych konkubin. Ze związku urodziło się dziecko – mama autorki. Babcia autorki była kobietą bardzo atrakcyjną. Po śmierci konkubenta, nie posiadając majątku, będąc 26-letnią panną z dzieckiem, wyszła za mąż za zamożnego wdowca – lekarza i zarazem farmaceutę, starszego od niej o 39 (słownie: trzydzieści dziewięć) lat, ojca czworga dorosłych dzieci. Ich gwałtowne sprzeciwy poprzedziły zawarcie ślubu – jeden z synów na znak protestu śmiertelnie się poranił. Mimo dużej różnicy wieku małżeństwo okazało się dość udane. Po śmierci męża babcia autorki poświęciła się już wyłącznie pomocy córce (mamie autorki), z czasem też opiece nad pięciorgiem wnucząt. Należy podkreślić duży, pozytywny wpływ ojczyma na wychowanie i wykształcenie pasierbicy, tj. matki autorki.

Mama autorki (ur. 1931) to kobieta inteligentna, energiczna i osobiście bardzo odważna (tę trzecią cechę zapewne odziedziczyła po ojcu generale). Mimo nieproletariackiego pochodzenia szybko zaangażowała się w chińskiej wojnie domowej po stronie komunistycznej. Nowe władze to doceniły i po zwycięstwie przyjęły ją po pewnych wahaniach do partii oraz powierzyły dość eksponowane stanowisko w administracji. Wyszła za mąż za starszego o dziesięć lat komunistycznego aparatczyka wysokiego szczebla, osobiście uczciwego i niezwykle pryncypialnego, ale skrajnego doktrynera, ślepo ufającego kierownictwu partii, stawiającego wierność ustrojowi ponad uczucia i interesy rodzinne. Przy okazji poznajemy skomplikowany system zróżnicowanych przywilejów nomenklatury komunistycznej, np. komu było wolno podróżować samochodem, a kto musiał długą trasą w tym samym czasie wędrować pieszo, komu należała się ciepła woda, a kto powinien myć się zimną, komu pozwalano wygodnie jechać pociągiem siedząc na miękkiej kanapie, a kto musiał tłoczyć się i zadowalać tam twardą ławką, itp. itd. Płeć, wiek i stan zdrowia nie miały przy tym znaczenia. Nierówności przywilejów skrupulatnie przestrzegali również oboje małżonkowie, jako że zaliczono ich do różnych grup hierarchicznego zaszeregowania. I tak np. wspólne dłuższe podróże żona odbywała oddzielona od męża, w gorszych warunkach niż miał je on (jemu to nie przeszkadzało). Oboje przejrzeli na oczy w zasadzie dopiero wtedy, gdy z profitentów systemu stali się jego ofiarami, a konkretnie ofiarami rewolucji kulturalnej (trwającej z różnym natężeniem w latach 1963-1976; za jej definitywny koniec przyjmuje się śmierć Mao Zedonga i aresztowanie „Bandy Czworga”). Czytamy, jak eskalowano szykanowanie i prześladowanie obojga małżonków, oraz jak usiłowali się przed tym bezskutecznie obronić, docierając ze skargami do przedstawicieli najwyższych władz w Pekinie. Ostatecznie obydwoje wylądowali w różnych obozach pracy przymusowej, z których wypuszczono ich dopiero na początku lat 70-tych. Z czasem zostali zrehabilitowani, choć pełna polityczna rehabilitacja męża nastąpiła już po jego śmierci. Byli rodzicami pięciorga dzieci: dwóch córek i trzech synów. Autorka urodziła się jako druga z kolei. O losach pozostałej czwórki też się z książki dowiemy.

Autorka (ur. 1952). Dzieciństwo spędziła w relatywnym komforcie – wiadomo, córka ważnych działaczy partyjno-państwowych. Sama długo i bezgranicznie była oddana idei maoizmu. W wieku 14 lat, w najgorętszym okresie rewolucji kulturalnej, wstąpiła w szeregi hunwejbinów (w książce ów termin się nie pojawia), tzn. do Czerwonej Gwardii. Wraz z tłumami podobnie zindoktrynowanej, poszczutej na starsze autorytety i ogłupionej młodzieży pielgrzymowała do Pekinu, aby doznać tam największego w życiu szczęścia – na własne oczy ujrzeć Mao Zedonga (ostatecznie udało się jej dostrzec jego plecy). W latach 1969-1972 kierowano ją do pracy fizycznej, początkowo na wsi w charakterze robotnicy rolnej, w ramach tzw. reedukacji. W 1973 r. po wielu staraniach własnych i matki (wtedy już zrehabilitowanej) dostała się na studia filologii angielskiej na Uniwersytecie Syczuańskim. W 1978 r., dzięki relatywnie dobrej (jak na warunki maoistowskiego uniwersytetu) znajomości języka angielskiego, wspartej protekcją, udało jej się zakwalifikować na wyjazd na stypendium do Wielkiej Brytanii. Tam zrobiła doktorat, wyszła za mąż za naukowca pochodzenia irlandzkiego i, jak się łatwo domyśleć, do Chińskiej Republiki Ludowej już nie powróciła. Podróżowała do Chin później kilkakrotnie, m.in. celem zebrania materiałów do kolejnej książki – biografii Mao Zedonga pt. „Mao. Nieznana historia”, którą napisała wraz z mężem (omówię ją tu następnym razem, jeszcze w tym roku). Jej obydwie publikacje pełnych wydań doczekały się tylko na Tajwanie, gdyż autokratyczne władze ChRL nie zezwalają na ich druk (krążą tam jedynie w wersjach pirackich). Państwo chińskie, jakkolwiek zdecydowanie odrzuciło większość maoistowskich „reform” ekonomiczno-społecznych, to jednak kultywuje pamięć o ich autorze, po śmierci zabalsamowanym i spoczywającym w monumentalnej budowli mauzoleum w Pekinie. Władze uprawiają też odpowiednio spreparowaną politykę historyczną, nie do pogodzenia z demaskatorskimi publikacjami pani doktor Jung Chang.

Reasumując, gorąco Państwu polecam tę niezwykle pasjonującą opowieść o Chinach, przedstawioną przez pryzmat losów trzech generacji. Oprócz historii poznajemy także wiele elementów obyczajowych i kulturowych, obcych cywilizacji europejskiej (np. okrutne miażdżenie stóp małych dziewczynek, stosowane jeszcze w pierwszych latach XX wieku). A czytając o horrorze inżynierii społeczno-ekonomicznej wdrażanej przez Mao Zedonga i jej tragicznych skutkach, dochodzimy do wniosku, że taki na przykład stalinizm – w bliższym porównaniu z maoizmem – to był jeszcze nawet dość liberalny ustrój (ew. cytując proszę nie wyrywać z kontekstu). Podczas lektury bardzo pomocne będą zamieszczone na początkowych stronach książki: drzewo genealogiczne rodziny pani Jung Chang, chronologia wydarzeń oraz mapa ChRL ze wskazanymi miejscowościami przebywania tytułowych bohaterek. Obejrzymy też trzydzieści kilka fotografii, głównie autorki i osób z jej rodziny. Prawie wszystkie postacie są tam ukazane w maoistowskich, workowatych mundurkach. Ukrytego pod nimi sex appealu Chinek (urzędowo przez Mao zabronionego i ostro zwalczanego!) możemy się jedynie domyślać, czasem coś wyczytując między wierszami. Aha, byłbym zapomniał. Tytułowy „dziki łabędź” to po chińsku hong, który to przydomek ojczym matki autorki i ojciec autorki dodali, odpowiednio, do imion pasierbicy i jej córek.

niedziela, 14 grudnia 2025

„Morfina”. Autor: Szczepan Twardoch

 

Szczepan Twardoch „Morfina”

Wydawnictwo Literackie Sp. z o.o., Kraków 2023

Jak by tę, chwilami smutno-czarującą, chwilami ponuro-drażniącą, powieść określić? To impresja literacka: psychologiczna, historyczna, erotyczna i metafizyczna zarazem. Zacznijmy od tła historycznego. Akcja książki toczy się w październiku 1939 r. – głównie w Warszawie, ale trochę też w Polsce powiatowej oraz w Budapeszcie. Nasza stolica uprząta ruiny, ludność po szoku błyskawicznej klęski stara się powrócić do normalnego życia. W Warszawie instalują się Niemcy, sami jeszcze do końca nieznający swojej w niej roli. Organizują się już też dwie polskie konspiracje niepodległościowe: Służba Zwycięstwu Polski gen. Michała Tokarzewskiego-Karaszewicza oraz Muszkieterzy inż. Stefana Witkowskiego. Przede wszystkim ta druga wystąpi w tle historycznym powieści. Główny bohater książki to polski patriota pochodzenia niemieckiego, ppor. rez. Konstanty Willemann, lat 30. Za udział w kampanii wrześniowej odznaczony Krzyżem Walecznych. Po kapitulacji Warszawy zdjął mundur i uchylił się od pójścia do niewoli. Nawiązuje kontakt z Inżynierem, szefem Muszkieterów, który wysyła go z misjami najpierw do Krakowa, a później do Budapesztu. Konstanty jest organizacji niezwykle przydatny – doskonale włada językiem niemieckim, swoim drugim ojczystym. Będąc przy tym energicznym polskim oficerem szybko sobie przyswaja mentalność i sposób bycia takiegoż niemieckiego. Konspiracyjne przeistoczenie się oficera polskich ułanów w komisarza niemieckiej wojskowej tajnej policji polowej nie przebiega jednak bezproblemowo, towarzyszą temu m.in. komplikacje osobisto-rodzinne naszego bohatera. W Budapeszcie jego zadaniem staje się nawiązanie łączności z tamtejszą polską emigracyjną organizacją wojskową, ale nie tą podległą świeżo utworzonemu rządowi na wychodźstwie, lecz z grupą nadal orientującą się na marszałka Edwarda Śmigłego-Rydza. Na Węgry Konstanty udaje się samochodem osobowym wraz z drugą emisariuszką Muszkieterów, mającą własne, odrębne zadanie do wykonania. Po drodze czynią ciekawe obserwacje oraz wpadają w spore tarapaty.

Teraz trochę o psychologii i erotyce. Konstanty Willemann jawi się jako oportunista, dość łatwo poddaje się presji sytuacyjnej. Pod tym względem nieco przypomina Aloisa Pokorę, bohatera innej powieści Szczepana Twardocha. W przeciwieństwie do tamtego jest jednak zamożny. Przed wojną za pieniądze bogatej mamusi pędził żywot hulaki i pijaka. Snobistycznie starał się przebywać w gronie przedwojennej śmietanki towarzyskiej, do której wciągnął go Jarosław Iwaszkiewicz (prawdopodobnie się w nim platonicznie podkochujący). Zatem Konstanty to stały bywalec elitarnej kawiarni Ziemiańska oraz najdroższych warszawskich knajp z dansingiem. Sam i owszem, też jest inteligentny, studiował (ale nie ukończył) polonistykę, trochę artystycznie rysuje, pracą zawodową nie musi się parać. Życiowo okazuje się energiczny i dość zaradny. No i zażywa tytułowy narkotyk, choć jeszcze całkowicie w szpony nałogu nie wpadł. To także erotoman, często zdradzający żonę, którą jednak kocha, jak również bardzo kocha kilkuletniego synka. Wielki pociąg fizyczny czuje natomiast do Salome, ekskluzywnej warszawskiej prostytutki. Częste z nią kontakty wpędzają go w sensacyjne tarapaty. 

Na zakończenie coś o metafizyce. Autor chwilami narrację powieści powierza czarnej bogince obserwującej z niebios Konstantego, która go kocha i często stara się go telepatycznie ostrzegać. Owa nieziemska istota wybiega narracją nieraz także w przeszłość i w przyszłość. Poznajemy wtedy dokładnie pochodzenie Konstantego, charaktery i dzieje jego rodziców: matki Niemki, ojca też Niemca, chociaż z odległymi korzeniami słowiańsko-śląskimi. Gdy ci się pobierali, ona (przy nadziei, Konstanty był już „w drodze”) miała lat czterdzieści, on zaś dopiero szesnaście. Dowiadujemy się też, jak się potoczą przyszłe losy niektórych powieściowych postaci, nb. mających rzeczywiste pierwowzory. Reasumując, dziś proponowana Państwu powieść autorstwa Szczepana Twardocha to literacka maestria. Trochę denerwująca (w sensie pozytywnym), ale od której trudno się jest oderwać. I która długo pozostaje w pamięci także po zakończeniu lektury.

piątek, 5 grudnia 2025

„Moskwa 1941. Największa bitwa II wojny światowej”. Autor: Rodric Braithwaite

 

Dokładnie 84 lata temu, dnia 5 grudnia 1941 r. na wymęczonych, zmarzniętych, niedoposażonych w odpowiednie mundury, materiały i sprzęt, żołnierzy Wehrmachtu, którzy w końcu dotarli pod Moskwę, runęła radziecka kontrofensywa. Skończył się Blitzkrieg, za to na dobre rozgorzała wojna na wyczerpanie i wyniszczenie. A sześć dni później niemiecki Führer, wypowiadając wojnę Stanom Zjednoczonym Ameryki, podpisał sam na siebie wyrok śmierci (jak celnie to skomentował prof. Andrzej Paczkowski w jednej z audycji TV).

Rodric Braithwaite „Moskwa 1941. Największa bitwa II wojny światowej”

Społeczny Instytut Wydawniczy Znak, Kraków 2011

Autorem jest brytyjski dyplomata i publicysta historyczny. W newralgicznych dla ZSRR/Rosji latach 1988-1992 pełnił funkcję ambasadora Wielkiej Brytanii w Moskwie. Tam też zgromadził znakomitą większość materiałów źródłowych do książki. Tytułową bitwę terytorialnie zdefiniował jako toczącą się na środkowoeuropejskim obszarze Rosji, odpowiadającym mniej więcej powierzchni Francji. Terminowo datował ją od września 1941 r. (początek operacji Tajfun) aż do kwietnia 1942 r., tj. do czasu gdy już Hitler „odłożył na później” zdobycie Moskwy, zaprzestał jej lotniczych bombardowań, koncentrując się na południowo-wschodniej europejskiej części Związku Radzieckiego (Kaukaz i Stalingrad). Bezpośredni atak na stolicę ZSRR zakończył się zresztą wcześniej, a mianowicie dnia 5 grudnia 1941 r., kiedy to ruszyło radzieckie przeciwnatarcie odrzucające Wehrmacht ok. 200 km na zachód. Autor przedstawił zaangażowane jednostki wojskowe (po obu stronach frontu), ich potencjał militarny i dowódców, przebieg oraz rezultat kolejnych operacji składających się na całość wyodrębnionej kampanii drugiej wojny światowej, umownie przez historyków nazwanej później bitwą pod Moskwą. W przeciwieństwie jednak do większości z nich nie zasypał czytelników lawiną informacji z zakresu strategii i taktyki militarnej, odnosząc się do nich tylko w zakresie niezbędnym dla poznania i zrozumienia całości zmagań na tym odcinku frontu wschodniego. Pozostaje to w zgodności z oryginalnym tytułem książki Rodrica Braithwaite’a, brzmiącym Moscow 1941. A City and its People at War, jak widać dość odbiegającym od polskiego tłumaczenia. Przede wszystkim bowiem czytamy o mieście i jego mieszkańcach. W skrócie poznajemy historię Moskwy, jej państwowej stołeczności do 1712 r., potem wznowionej w roku 1918. Śledzimy dzieje cywilizacyjnego rozwoju miasta, historię jego rozbudowy, losy zamieszkującej je ludności. Gościmy w nim w latach wojen i pokoju, również pod rządami bolszewickimi w okresie międzywojennym, w tym podczas tzw. Wielkiego Terroru lat 1937 i 1938. I tak autor doprowadza nas aż do pamiętnego dnia 22 czerwca 1941 r.

Po nieco przydługim (ale niezwykle interesującym) wstępie nadszedł czas na poznanie miasta w okresie pierwszych sześciu miesięcy wojny niemiecko-radzieckiej. Czytamy o organizacji służb komunalnych i ich wpływie na codzienne życie mieszkańców, o racjonowaniu żywności i opału, o usuwaniu skutków samolotowych bombardowań i zapobieganiu rozprzestrzeniania się wywołanych nimi pożarów. Autor przeprowadza przy tym ciekawe (głównie dla czytelnika brytyjskiego) porównanie przebiegów i następstw niemieckich nalotów na Moskwę i o rok wcześniejszych, mniej więcej tyle samo czasu trwających, nalotów na Londyn. Wojenna Moskwa cały czas funkcjonuje, mają w niej miejsce imprezy kulturalne, działają kina i teatry, odbywają się zawody sportowe. Oczywiście wszystko to pod wnikliwym nadzorem ze strony partii bolszewickiej oraz NKWD (przede wszystkim). Ludność niedojada, haruje na rzecz frontu, na apel władz samorzutnie zgłasza się do budowy umocnień polowych, organizowane są odrębne oddziały złożone z ochotników. Nieraz ów zapał bywa źle wykorzystany, autor wskazuje liczne przykłady uchybień i braku koordynacji logistyki wojskowej. Panice dnia 16 października 1941 r. autor poświęca odrębny rozdział, dość szczegółowo opisując nerwową reakcję moskwian w czasie zarządzonej ewakuacji większości instytucji państwowych na wschód. Potem władze, m.in. stosując terror, zdołały opanować sytuację. Olbrzymi pozytywny wpływ propagandowy miało odbycie w Moskwie uroczystości obchodów 24-tej rocznicy rewolucji październikowej, w tym dnia 7 listopada 1941 r. przeprowadzenie defilady wojsk. Dużą część książki autor poświęca indywidualnym losom wybranych moskwian. I tak przemiennie z ogólną narracją historyczną przewijają się dzieje osób wywodzących się z elit (zarówno komunistycznych, jak i jeszcze przedrewolucyjnych) oraz ludzi prostych. Autor przedstawia ich pochodzenie, stan rodzinny, życie przed dniem 22 czerwca 1941 r., głównie jednak skupia się nad opisem ich losów podczas pierwszych wojennych miesięcy. Część tych osób poległa (wtedy albo później), części udało się wojnę przeżyć. Niektórzy awansowali w wojsku lub w administracji, inni odnieśli osiągnięcia w nauce, literaturze, sztuce, etc. Ale byli też tacy, co za rzeczywiste lub wyimaginowane przewiny wylądowali w syberyjskich łagrach. W ostatnim rozdziale pt. Pokłosie autor omawia m.in. ocenę bitwy pod Moskwą w radzieckiej, rosyjskiej i zagranicznej historiografii. Informuje też o powojennych losach dwóch głównych architektów radzieckiego zwycięstwa: marszałków Gieorgija Żukowa i Konstantego Rokossowskiego, podkreślając częściowo polskie korzenie drugiego. Przy tym się zresztą myli. Nieodżałowany śp. profesor Paweł Wieczorkiewicz dowiódł bowiem etnicznej polskości nie tylko ojca, ale również matki przyszłego marszałka.